2015/01/11

what happened in 2014 - polish music


Daniel Spaleniak – Dreamers (recenzja
Uwielbiałam go zanim to było modne. Od momentu wydania EP-ki Memories (2012) jest to artysta bardzo bliski mojemu sercu. Wystarczy usłyszeć jeden kawałek Daniela, by rozpoznać autorstwo pozostałych. Debiutancki longplay pozwala zakwalifikować go do grona najlepszych songwriterów na polskiej scenie muzycznej. Niski wokal, mroczny nastrój i płynne melodie – nie dla każdego, ale jeśli dla kogoś, to już na zawsze.





KRÓL – Nielot
(recenzja)

Oszczędność słów, bogactwo melodii.
Minimum dosłowności, maksimum przesłania.
Perfekcyjnie wyważona dawka tajemniczej liryki.
Krótki, treściwy album, którego każda sekunda
znajduje się na swoim miejscu. Klasa.






Clock Machine – Greatest Hits 
Zespół, który poznałam stosunkowo niedawno. Nie czekałam z zapartym tchem na premierę tego albumu, jednak po usłyszeniu go odliczam dni do zobaczenia ich na żywo. A raczej odliczałam, bo stanie się to już dziś wieczorem.
Ten krążek to pełne testosteronu, energetyczne spotkanie Arctic Monkeys z rock'n'rollem. Rasowe, gitarowe brzmienie w połączeniu z mocnym wokalem sprawia, że mam ochotę rzucić wszystko i tańczyć. Nasz romans dopiero się zaczął, ale wiele wskazuje na to, że najpiękniejsze chwile wciąż przed nami. Cały album krzyczy, że Bad Man to był dopiero początek.




Artur Rojek – Składam się z ciągłych powtórzeń (recenzja
Do recenzji tego krążka podchodziłam jak pies do jeża. Tym trudniej będzie mi umieścić go pomiędzy najlepszymi albumami ubiegłego roku. Jego obecność tutaj nie może być bardziej oczywista, nie tylko dlatego, że owo wydawnictwo figuruje na szczytach wszelkich podobnych zestawień. Rojek to ponad połowa mojego niedługiego, acz burzliwego życia. Rojek to Rojek. Zanim stracę resztki obiektywizmu, zachęcam nielicznych, którzy nie sięgnęli jeszcze po tę płytę, żeby to zrobili. Bo wypada. Bo warto.




The Dumplings – No Bad Days 
Młodzi, zdolni. Duet z Zabrza to znakomity materiał eksportowy, mający na koncie jeden z debiutów roku. No Bad Days jest albumem, który spokojnie może stać na jednej półce z dorobkiem Rebeki i xxanaxx.
Miałam etap pokazywania ich polskich kawałków wszędzie i wszystkim. Mam nadzieję wybrać się na ich koncert jeszcze w tym miesiącu i zobaczyć jak materiał prezentuje się na żywo. 
Z tym krążkiem, a konkretnie jego fizycznym wydaniem, mam tylko jeden problem. Redakcja warstwy tekstowej pozostawia niestety wiele do życzenia, nie prezentując poziomu brzmienia muzyków. Jednak uwagi typograficzne to kwestia drugorzędna, bo najważniejsze jest to, że No Bad Days to kawał dobrej elektroniki.




Peter J. Birch – Yearn 
Koncert Piotrka i krótka rozmowa z nim były jedną z moich największych przyjemności ubiegłego roku. Jego wrażliwość wywołuje we mnie całą gamę emocji, gęsią skórkę i łzy w oczach. Peter J. Birch oznacza najwyższy światowy poziom, niepowtarzalny klimat, tonę talentu i skromności. Uwielbiam tego pana, choć jego twórczość wciąż pozostaje niedoceniona. Odpal teraz jeden z serwisów streamingowych i posłuchaj, proszę, I Melted In Your Heart. Nie wypuszczę cię stąd bez tego. Naprawdę. Bo to jeden z tych utworów, których słucha się z zamkniętymi oczami.




Skubas – Brzask 
Nie ma lepszego momentu na przemyślenia niż świt. Nie ma także raźniejszego towarzysza niż Brzask. Drugi longplay Skubasa otrzymuje wyróżnienie między innymi za najsmutniejszą piosenkę roku, którą lubię raczyć się nawet jeśli nie brakuje we mnie miłości. 
Ten album to lekarstwo na nostalgiczny nastrój, spleciona magiczną nicią fuzja prostoty, emocji i poetyki. Odpalam ten krążek zawsze gdy pragnę się zatrzymać.




Curly Heads – Ruby Dress Skinny Dog 
Nie jestem statystyczną fanką, okupującą na koncertach pierwszy rząd, piszczącą i rzucającą staniki na scenę. Stoję w pewnej odległości i przyglądam się z uśmiechem, bo choć nie jest to nic odkrywczego, miło usłyszeć Dawida odkrywającego kolejne wokalne karty i solidną porcję rockowego grania. Są rozczochrane czupryny, skórzane kurtki i trampki. Jest stylowa sesja b&w. Image się zgadza, energia też.




We Draw A – Moments 
Krążek Moments jest kapitanem onirycznej podróży po różnorodnych brzmieniach. Zawiera przestrzenne, eteryczne kawałki, które w hipnotyzujący sposób pomagają odciąć się od rzeczywistości i odpocząć. 
We Draw A to wrocławski duet, o którego debiutanckim albumie powiedziane już było sporo. Że światowo, że psychodelicznie i klubowo zarazem, że czegoś takiego jeszcze nie było. A ja dodam, że to wyjątkowo piękna kołysanka dla marzycieli.




Mela Koteluk – Migracje 
Jeśli doczekam się córki, będzie miała na imię Mela. Oby była choć w połowie tak piękna i zdolna jak Malwina Koteluk, której drugi longplay przyniósł kolejny sukces. 
Album Migracje jest jak przyspieszone bicie serca wśród powietrza po burzy, świeżego i subtelnie naelektryzowanego. Na jego wysublimowane brzmienie składa się czarujący wokal i chwytające za serce teksty. Artystka nie zawiodła. Bo nie ma tak, że albo się kocha, albo nienawidzi. Ją tylko się kocha.




Natalia Przybysz – Prąd 
Wisienką na torcie postanowiłam uczynić synonim charyzmy i stylu na polskiej scenie alternatywnej. Do twórczości Natalii jestem bardzo pozytywnie nastawiona od lat. Pokochałam Kozmic Blues (2013), jednak to Prąd uważam za najlepszy album w jej niemałym dorobku. Bo jak nie zachwyca, skoro zachwyca? 
Ten krążek to muzyka absolutna. Dzieło do słuchania, takiego najprawdziwszego. Genialna, bezkompromisowa warstwa liryczna wśród unoszącego się ducha emancypacji. Propozycja zarówno do lampki wina do kolacji, jak i poranków na kacu. Prądzie – dobrze, że powstałeś. Będziesz przeze mnie przepływał przez lata.




1 komentarz:

  1. Naprawdę świetna paczka inspiracji. Rewelacja. Co chwila odpalam sobie kolejny kawałek :)
    Dzięki!

    OdpowiedzUsuń