2014/06/03

jakub nox ambroziak - mikrokosmos


Nox nie jest artystą, który przeciętnemu odbiorcy kultury wyskakuje z lodówki. Przyznaję, że jeśli chodzi o jego twórczość, miałam całkiem sporo do nadrobienia. Zanim więc sięgnęłam po Mikrokosmos, zapoznałam się z poprzednimi dziełami młodego producenta muzyki elektronicznej. 
Jakub Ambroziak ma na swoim koncie trzy minialbumy. Dwa z nich, No Album EP oraz Atom EP, opublikowane zostały w sieci trzy lata temu. Swój debiut fonograficzny Nox przeżywał w styczniu 2012 roku, kiedy to w fizycznej wersji ukazała się EP-ka Dark Side Of The Sun. Muzyk wydał krążek pod szyldem własnego labelu Seventeen Bricks. Masteringiem materiału zajął się sam Noon (Mikołaj Bugajak).


Przyszedł jednak czas na debiutancki longplay. Dotychczasowe wydawnictwa udowodniły, że Nox jest prawdziwym wirtuozem muzycznej kosmogonii. W podobnym, futurystyczno-industrialnym klimacie utrzymany jest jego najnowszy krążek. I chociaż ze wszystkich dzieł Ambroziaka Mikrokosmos jest zdecydowanie najłatwiejszy w odbiorze, wciąż nie jest to propozycja dla każdego. Żeby oswoić ten album, należy odciąć się od wszelkich bodźców zewnętrznych i dać porwać mrocznemu, dynamicznemu brzmieniu. Zdecydowanie w niczym nie przypomina to niezobowiązującego słuchania przyjemnej, relaksacyjnej muzyki, która leci gdzieś w tle, stając się mało absorbującym towarzyszem codzienności. 
Na EP-ce Dark Side Of The Sun znalazły się dwie godne uwagi, wzbogacone o damski wokal kompozycje. Przy produkcji Mikrokosmosu również nie zabrakło współpracy. Na płycie obecni są gościnnie między innymi WIDT, Teielte, Neurasja, Jazzpolita, Eufoteoria, Random Trip oraz Palmer Eldritch. W przepięknym kawałku Land of Fire and Ice oprócz śpiewu ptaków usłyszymy także Oly, najnowszy nabytek Nextpopu. 
Wystarczy szybki rzut okiem na tracklistę, by przekonać się, że Nox jest ambitnym muzykiem. Mikrokosmos to ponad godzina uporządkowanych, trzymających się konwencji melodii. Każda z 24 kompozycji utrzymana jest w charakterystycznym dla Ambroziaka stylu. Na uwagę zasługuje harmonia uzyskana dzięki rozważnemu operowaniu środkami. Mimo iż pochodzenia niektórych dźwięków próżno się domyślać, nie ma się wrażenia ich chaotycznego, nieprzemyślanego nagromadzenia. Bogata linia melodyczna nie wyklucza minimalizmu.



Wydawać by się mogło, że 24 utwory to trochę zbyt dużo jak na jeden album. Już pierwsza podróż w głąb Mikrokosmosu wystarczy, by rozwiać wszelkie wątpliwości. Nawet najkrótsza, trwająca zaledwie 58 sekund Hiroshima nie jest bynajmniej żadnym przerywnikiem, lecz jedną z najciekawszych kompozycji. Dzięki odpowiednio rozłożonym akcentom nie ma tu miejsca na nudę. 
Po spokojnym Flowers przychodzi ostre Robots. Popiół i diamenty przywodzą na myśl pozytywkę nie z tego świata. Wooden Faces imponuje symbiozą pomiędzy kobiecymi wokalizami a odgłosami z gier. Nie brak także hiphopowego sznytu (Harour) oraz szczypty inspiracji Dalekim Wschodem. W DrugBirds usłyszymy fletnię, a pierwszy singiel, Pozaplanetarnie, zachwyca orientalnymi wokalizami w wykonaniu Asji Czajkowskiej, którym towarzyszy dźwięk etnicznych instrumentów. 
Złowróżbny śmiech w Life is beautiful zapowiada katastroficzną kompozycję Kres Świata // Harriet’s Song. Warto wspomnieć o transowych, przestrzennych kawałkach - Trip to the Empty Places oraz Mammals Rule The World. Najbardziej urzekł mnie jednak utwór Dragon Tattoo, wyróżniający się retro klimatem dzięki charyzmatycznemu, głębokiemu głosowi Kinty z Lil Ironies. Zdecydowanie bardziej przemawia on do mnie niż odrobinę zbyt cukierkowy jak na mój gust wokal Klaudii Wieczorek (półfinalistki polsatowskiego talent show Must Be The Music), który możemy usłyszeć m.in. w wybranym na drugi singiel kawałku Elephants.


Finalny numer Stars, I see... wraz z ukojeniem i wyciszeniem przynosi nieodparte pragnienie wciśnięcia replay. Najpierw było aż 24 kawałki, teraz jest tylko. Niektóre są znakomite, inne po prostu dobre. Całość wypada przekonująco. I choć nie jestem największą koneserką eksperymentalnej muzyki elektronicznej, śmiało mogę stwierdzić, że Nox jest mistrzem w budowaniu napięcia. W intrygujący sposób wyważa proporcje pomiędzy dźwiękami uzyskanymi dzięki samplerom, syntezatorom i żywym instrumentom. Pozostaje mi tylko rozmarzyć się na myśl, jak świetnie ten odrealniony, niepokojący materiał uzupełniałby się z lekko trzeszczącym gramofonem.

Oficjalna premiera albumu Mikrokosmos odbędzie się 6 czerwca.
Przedsprzedaż krążka prowadzona jest za pośrednictwem asfaltshop.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz