2014/05/26

dlaczego gdy zapada zmrok tak cicho?


Tę recenzję napisałam niecałe dwa miesiące temu. Przyznaję, że w maturalnym natłoku zajęć zupełnie o tym zapomniałam. Jako że jest wciąż aktualna, a w maju niewiele się tutaj działo, pomyślałam, że właściwie czemu by jej nie opublikować właśnie teraz.



No właśnie, skąd przyszła Sara Brylewska? To nazwisko nie powinno być obce nikomu, kto choć odrobinę orientuje się w klasyce polskiej muzyki lat 80. Jej ojcem jest legenda ojczystego punk rocka, założyciel Armii i Brygady Kryzys, Robert Brylewski. Zamiłowanie do reggae odziedziczyła natomiast po matce, Vivian Quarcoo, wokalistce Izraela. Muzykowaniem zajmowały się nawet obie jej babcie i narzeczony. Sara na polskiej scenie alternatywnej znalazła się więc nieprzypadkowo. 
Śledzący trójmiejską scenę muzyczną kojarzą Brylewską z kwintetu Enchantia, który swój debiut fonograficzny przeżywał w 2012 r. Artystka znana jest także ze współpracy
z producentem i DJ-em Piotrem Kalińskim (Hatti Vatti). Poza tym było jej dosyć dużo
w mediach, szczególnie z powodu związku ze sporo starszym facetem, Tymonem Tymańskim, oraz poważnej wady serca córki. 
Sara od lat pracowała nad solowym wydawnictwem, które ukazało się nakładem Kayaxu
w prima aprilis. Materiał nie ujrzałby światła dziennego gdyby nie członkowie zespołu Hey, a w szczególności gitarzysta, Jacek Chrzanowski, który zajął się skomponowaniem muzyki
i produkcją. A trzeba przyznać, że brzmieniowo dzieje się całkiem sporo. Usłyszymy tu gitary i bębny - gdzieniegdzie zanurzone w elektronice, czasem ustępujące miejsca tęsknym dźwiękom trąbki (Wojny gwiezdne). Wokalistka mogła liczyć również na pomoc m.in.
Kasi Nosowskiej i bębniarza Dezertera, Krzysztofa Grabowskiego, którzy udzielili się
w warstwie lirycznej. 


Autorką większości tekstów jest jednak sama Sara. Noszą one znamiona silnych przeżyć
i niełatwych emocji. Warto wspomnieć, że dotychczas Brylewska śpiewała wyłącznie
w języku angielskim, zatem Skąd przyszłaś jest czymś zupełnie nowym w jej karierze. Opublikowany materiał balansuje na pograniczu niebanalnego popu i roots reggae, mocno zahaczając o alternatywę. 
Spokojniejsze kompozycje (Sztormiak, Arytmia) nastrojowo przypominają "Renovatio", najnowszy album Edyty Bartosiewicz. Smutek w głosie uderza nawet w folkowym, otwierającym krążek Skąd przyszłaś. Odwary są melancholijną opowieścią o niespełnionych nadziejach, natomiast Chmura Wilsona to ponury utwór z kościelnymi dzwonami w tle. 
Mimo to na krążku przeważają rytmiczne, transowe kawałki, takie jak Bajka czy mroczne Wilki. Z powodu nachodzących na siebie słów i dźwięków szybko wpadają w ucho,
przez co nie wiedzieć kiedy zaczynamy nucić piosenkę o wyciąganiu noży na widok przeszkadzających nam ludzi. Warto zwrócić uwagę na Dalej Ty - kompozycję, która dzięki rozmytym, nieoczywistym przejściom pomiędzy fragmentami zaśpiewanymi a capella
a chaotycznymi nagromadzeniami instrumentów stanowi chyba najciekawszy element albumu.


Sara obdarzona jest wyrazistym wokalem, na tyle charakterystycznym, że trudno pomylić ją z kimś innym. Zmysłowy i niski, kryje w sobie pewną tajemnicę, stanowiąc integralną część plastycznych melodii. Być może dzięki wydawnictwu Skąd przyszłaś artystce nareszcie uda się dotrzeć do szerszej publiczności. Jedno jest pewne - krążek ma sporą szansę przypaść do gustu fanom Mikromusic.

2014/05/20

nienasycone dni o kolorze morwy




we wzgardę dnia rzuceni, gnani teatralnością słów,
w żywą hipnozę wizji wpatrzeni w zachwycie
zapominacie, że od gorączki snów
ważniejsze jest życie*
(...) 
należy wiosnę przez pośpiech w ustach uprościć
i maj jak uśmiech zielony nalać w kieliszki purpurowe**

Zawsze byłam o krok do przodu niż inni. Zdystansowana wobec otoczenia, nie potrafiłam cieszyć się z przypadku i niespodzianek. Posiadanie wyidealizowanych planów na przyszłość ubarwiało moją codzienność. Do niedawna myślałam, że szczęście polega na patrzeniu przed siebie. Teraz wiem, że żyję tylko wtedy, gdy nie muszę zamykać oczu i przenosić się myślami donikąd, by na mojej twarzy pojawił się szczery uśmiech. 
Nareszcie dojrzałam do tego, by się zatrzymać. Więc jeśli ktoś pyta mnie o plany na najbliższe miesiące, odpowiadam, że nie mam pojęcia, jak będą one wyglądać. Nie chcę podejmować ani jednej decyzji więcej niż to konieczne. Zanim nadejdzie czas zmian, wartościowania i segregacji, pragnę oczyścić umysł w towarzystwie stale odsuwanej na dalszy plan sztuki. 
Beztrosko przebywać na zacienionym balkonie, zmieniając od czasu do czasu pozycję z leżącej na siedzącą. Bez wyrzutów sumienia oddawać się konsumpcji ogromnego kawałka tortu czekoladowego z lodami stracciatella i mrożoną kawą, gdy moim jedynym problemem jest fakt, czy ostatecznie przekonam się do poetyki Brzękowskiego. Postanowiłam dać mu tyle szans, ile wierszy napisał. Swoją drogą, chętnych na jego miejsce nie brakuje.




*Tętno, J. Brzękowski
**Niedojrzały uśmiech, J. Brzękowski