2014/04/18

I still see the insect filled jars in rows


W psychicznym oraz przede wszystkim fizycznym oderwaniu od szeroko uśmiechających się do mnie ciast z niechęcią sięgnęłam wreszcie po dzieła, które podobno ułatwią mi opracowanie tematu prezentacji maturalnej. Tak, mamy drugą połowę kwietnia, a ja wciąż robię notatki do notatek, nie mając na podorędziu ani jednego zdania, które nie wymaga poprawek. 
To zabawne, ale uwielbiam wyznaczać sama sobie deadline'y. Gdybym traktowała siebie odrobinę poważniej, w święta Bożego Narodzenia lub ferie miałabym gotową pracę. Zresztą, prawdopodobnie rozpoczęłabym mentalny wysiłek związany z tym przemówieniem w wieczór przed jego wygłoszeniem, gdyby nie fakt, że wybrałam sobie niesamowicie inspirującą tematykę. Nie ma nic bardziej mojego od poezji lingwistycznej, tej wielkiej, z całym swoim paralelizmem, tępieniem malarskości oraz misterium powszedniości, paronimami i paronomazjami kryjącymi się pośród rumowiska słów. 
W niemałej kolekcji pozycji, które cierpliwie czekały prawie pół roku na otwarcie, każdego dnia niemo wołając o atencję, znalazłam esej Anny Kamieńskiej o najpiękniejszych wierszach polskich. Po zapoznaniu się z fragmentami dotyczącymi Mistrza Mirona stwierdzam, że nawet najlepszy krytyk literacki nie zinterpretuje niczyjej twórczości w taki sposób, jak kobieta, która sama jest poetką. Żadne słowniki, dosłowne opracowania, pozbawione emocji rozkładanie na czynniki pierwsze utworów nie pomogą mi tak, jak tych kilka zdań:  

Ciążenie do prymitywu nie było u niego jałowym stylizatorstwem. Wynikało z głębokiej potrzeby. To jakby podniesienie szczerej grudki ziemi, podanie kawałka zdrowego razowego chleba. 
(...)
Kurz. Pył. Pajęczyna. Drewno. To najczęściej słowa, słowa-klucze wiersza Białoszewskiego. Tak jakby ktoś otworzył drzwi do zabitej deskami kapliczki - i nagle snop światła ożywił wnętrze, zagrały barwy, ocknęły się postacie świątków i aniołów, odmilkły wtopione w modrzewiowe ściany słowa pradawnych pieśni i westchnienia żarliwej wiary. 

Pani Anno - dziękuję.
I do tych niezwykłych cytatów będzie piosenka, bo bez muzyki się nie obejdzie.
Jedna z moich ulubionych kompozycji z debiutu Fionna. Przepięknie smutna.
Niech będzie, że tylko dlatego, iż dziś Wielki Piątek.




4 komentarze:

  1. Anonimowy19/4/14 23:48

    Ostrzegam, że ten komentarz będzie zupełnie nie do tematu Twojego bloga, którego prywatnie uwielbiam. Sorry, że tak z anonima, ale sądzę, że Twój facet nie byłby zadowolony z tego, co zaraz napiszę. Kobieta nie jest rzeczą, o którą powinno się bić. Sama wybierze, co dla niej najlepsze ;)
    Byłem ostatnio kilka dni w rodzinnej mieścinie i spotkałem Ciebie. Pamiętam Cię z pierwszej klasy... Bardzo się zmieniłaś przez te dwa lata. Tego dnia miałaś na sobie spódniczkę i nie mogłem oderwać oczu od Twoich nóg. Pamiętałem Twoje długie czekoladowe włosy i piękny uśmiech, naturalność, ale.... Dziewczyno, jakie Ty masz ciało! Gdybyś zamiast płaskich, zapewne wygodnych butów miała na sobie szpilki, prawdopodobnie podszedłbym do Ciebie i zrobił z siebie idiotę. Nie chciałbym Cię wystraszyć, a jestem pewien, że nie masz pojęcia o moim istnieniu.
    Tak więc z pozycji anonima powiem Ci, że brałbym, oj, brałbym Cię... na koncerty :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż... Przyznaję, że nie mam pojęcia, w jaki sposób odpowiedzieć na ten komentarz. Nie spodziewałam się, że przeczytam tu kiedyś coś takiego, bo zasadniczo jest to miejsce na dyskusje okołokulturowe :)
      W każdym razie, koncert to zawsze dobry pomysł. Choć wydaje mi się na tyle osobistym przeżyciem, że dziwnie byłoby dzielić je z towarzyszem wybieranym wyłącznie ze względu na aparycję ;)

      Usuń
  2. nie dośc, że milo się ciebie czyta to i muzyka klimatyczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Bardzo mi miło. Ten blog to odzwierciedlenie moich największych inspiracji, a jako że muzyka gra ogromną rolę w moim życiu, to bez klimatycznych dźwięków się nie obędzie ;)

      Usuń