2014/04/15

a thousand shared cups of coffee. foolish, I thought I knew you


Ekstatyczna opinia na temat solowego debiutu Rojka, czyli: Boże, jak ja czekałam.



Na tym krążku znajduje się wszystko to, za co kocham Artura. I dużo, dużo więcej. Każdy, kto mnie zna choć odrobinę, wie, że ogromnym sentymentem darzę całą działalność Rojasa. Począwszy od The Freshmen, przez Myslovitz, OFF Festival i Lenny Valentino, po wiele współpracy (chociażby z Kasią Nosowską) oraz twórczość solową. Tak już jest od dziesięciu lat, tak będzie zawsze. 
Moja codzienność obecnie składa się z ciągłych powtórzeń tego perfekcyjnie wyważonego emocjonalnie materiału, który przypomniał mi, dlaczego "nie lubię w górę, lubię w dół". Album cechuje bogate brzmienie - usłyszymy tu krzyk i szept, spokój i chaos. Jest miejsce zarówno na mocne riffy, nietuzinkowe sample i elektroniczne eksperymenty, jak i akustyczne fragmenty. W chwytliwe melodie wplecione są charakterystyczne dla dzieł Rojka osobiste, poruszające teksty. Ekspresja nie wyklucza impresji, a melancholii towarzyszy taneczny klimat (Czas który pozostał). 
Zacznijmy jednak od początku. W pewien lutowy wieczór włączyłam radiową Trójkę, by z napięciem oczekiwać na premierę pierwszego singla zapowiadającego Składam się z ciągłych powtórzeń. Gdy w eterze popłynęła Beksa, nie miałam wątpliwości, że będzie to absolutny hit. Fakt, byłam zdziwiona, gdyż do tej pory nie trzeba było cenzurować Artura na antenie. Oczywiście, zakochałam się w tej przesiąkniętej skrajnymi emocjami historii od pierwszego usłyszenia. 
Niespełna tydzień później opublikowano teledysk do Beksy. Oglądając go, nie byłam w stanie powstrzymać łez. Nie spodziewałam się, że klip wzruszy mnie tak bardzo, docierając jeszcze głębiej niż samo nagranie. Świetnie oddaje przesłanie utworu, wywołując tkwiące w każdym z nas wspomnienia niełatwych chwil, gdy na twarz nakładamy brokat, z nikim nie dzieląc się swoimi uczuciami.





Na albumie znajdziemy dwa nieobce fanom Rojasa kawałki, Lato 76 oraz Kot i Pelikan. Zostały one zaprezentowane w zupełnie nowych, bardziej oderwanych od rzeczywistości aranżacjach. I choć Krótkie momenty skupienia uwielbiam za niesamowicie poetycki tekst i rytmiczny, wpadający w ucho refren, najbardziej oczarowały mnie właśnie Syreny. To piosenka w subtelny, romantyczny sposób opowiadająca o kłótni pomiędzy małżonkami, która razem z pozostałymi kompozycjami składa się na genialny, niezwykle spójny materiał. 
Wszystkich nurtuje pytanie - czy Artur przebił najnowsze wydawnictwo byłych kolegów z zespołu? Odpowiedź jest prosta - a czy radość z obcowania ze sztuką można zmierzyć? Jak sprawdzić siłę ciarek przebiegających wzdłuż kręgosłupa, szczerość łez w oczach? Nie wyobrażam sobie mojej kolekcji płyt wszech czasów bez obu tych krążków, równie wyjątkowych i niepowtarzalnych. I nic więcej się nie liczy.

6 komentarzy:

  1. Wiem, że zabrzmię jak nieczuły skurwysyn, ale jak zobaczyłem ten klip to czułem mieszaninę żenady i rozbawienia. Jeszcze do momentu więzienia jest okej, ale już ten wypadek jest tak absurdalny i niepotrzebny, to po prostu jest za dużo. Nie mówiąc o realizacji, bo zwolnione tempo i ten samochód, który hamuje dobre 5 metrów przed chłopakiem to jakieś nieporozumienie. Niepotrzebna śmierć-klisza mająca na celu tylko jak najbardziej poruszyć tych, którzy nie byli dotąd poruszeni. No kiepsko. Ale to tylko moje zdanie i absolutnie nie krytykuję Cię ani nie atakuję za to, że Ci się podoba, żeby nie było nieporozumień :) Po prostu przy tak "epickim", że tak zakalkuję z angielska, kawałku można to było zrobić dużo lepiej.
    Płytę przesłuchałem jak na razie tylko raz i całkiem gładko weszła, jak ją lepiej osłucham to na pewno się podzielę.

    Plus za "Rojasa"! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, ja zupełnie inaczej odebrałam finałową scenę. Ten moment z zatrzymującym się samochodem był ukazany w spowolnionym tempie. To, że kierowca zwalniał, nie znaczy, że nie mógł potrącić chłopaka. Zresztą, mnie w teledysku najbardziej podoba się drobiazgowość, kolorystyka, subtelne krajobrazy, dynamiczne ujęcia... No, ale ja mam płytką uczuciowość ;)

      Usuń
    2. Zgadzam się jak najbardziej z tymi rzeczami które wymieniłaś, praca kamery i jej filtr są super, tylko tak jakoś ciężko mi już oglądać cokolwiek bez krytycznego podejścia i zastanawiania się nad tym, jaką reakcję ma wzbudzić w odbiorcy każde ujęcie i scena. Zboczenie, wiem!

      Usuń
    3. Rozumiem. Ja zwracam uwagę bardziej na wrażeniowe przestawienie ulotnej aury niż koncepcję każdej sceny. Ile ludzi, tyle punktów widzenia. Fajnie, że mogę poznać Twój :)

      Usuń
    4. Dziękuję, ja również bardzo cenię Twój, dlatego tak lubię tu wchodzić i Cię czytać :)

      Usuń