2014/03/22

so if you have something to say, say it to me now


Wczorajszy dzień był najcieplejszym w tym roku. Piękno otoczenia idealnie odzwierciedlało mój iście wiosenny, radosny nastrój. Nareszcie zachciało mi się żyć. Udałam się na leniwy spacer, który okazał się najprzyjemniejszym od miesięcy. Mój optymizm rósł z każdym kolejnym promieniem słońca, który padając na moją twarz, sprawiał, że wszystkie mięśnie stopniowo się rozluźniały. Szłam przed siebie. Tak po prostu, z zamkniętymi oczami i słuchawkami w uszach. Już niemal zapomniałam, jakie to uczucie, gdy uśmiech jest równie oczywisty jak oddychanie. 
Jedynym towarzyszem mojej wczorajszej przechadzki była niezwykle emocjonalna ścieżka dźwiękowa do Once. Za każdym razem, gdy jej słucham (zawsze w całości), mam łzy w oczach i ciarki na całym ciele. Wszystkie kompozycje autorstwa Markéty Irglovej i Glena Hansarda darzę ogromnym sentymentem. Ten niesamowity, czesko-irlandzki duet swą ponadprzeciętną wrażliwością mógłby obdzielić pół planety. Nieważne, że to Falling Slowly zostało wyróżnione Oscarem. Ja nie byłabym w stanie wybrać ulubionego nagrania. 
Nie sposób zrozumieć ich wyjątkowości bez zapoznania się z filmem. Utwory nabierają większego znaczenia, kiedy uczestniczy się w procesie ich powstawania. Bo właśnie dzięki wspólnemu komponowaniu powstaje niespotykana więź pomiędzy Chłopakiem i Dziewczyną, dwojgiem skomplikowanych osobowości.




To jeden z moich ulubionych musicali. Pięknie opowiedziana historia boleśnie doświadczonych przez los ludzi, których połączyła miłość do muzyki, urzeka subtelnością i prostotą. Once jest jedną z tych produkcji, które maksymalnie angażują emocjonalność odbiorcy. Stanowi duchową ucztę dla osób obdarzonych zdolnością intensywnego odczuwania. Najlepiej ogląda się go samemu, gdyż nie wyobrażam sobie dzielić tak indywidualnego, niezwykle osobistego przeżycia z innym człowiekiem. 
Ten tekst nie jest żadną recenzją, a Once nowym filmem. Nakręcono go w Dublinie ponad 8 lat temu. Najbardziej poruszające jest to, że uczucie zawiązujące się pomiędzy głównymi bohaterami nie było żadną fikcją. W momencie kręcenia musicalu Glen miał 37 lat, a Markéta zaledwie 19. Jako muzycy współpracowali ze sobą już od sześciu lat. Hansard zakochiwał się w niej od dawna, ale powtarzał sobie, że ona jest tylko dzieckiem. Podczas zdjęć do filmu nie był jednak w stanie obronić się przed miłością. Glen i Markéta jeszcze przez kilka lat stanowili udaną parę - zarówno prywatnie, jak i zawodowo, tworząc duet The Swell Season. 
Jeśli więc jeszcze nie znalazłeś chwili dla Once, obejrzyj ten film ze świadomością szczerości ukazanych emocji. Obiecuję, że po tak dogłębnie wzruszającym doświadczeniu będziesz wracać do soundtracku równie często jak ja.







8 komentarzy:

  1. Tak w klimacie irlandzkiego folk rocka - polecam Fionna Regana. Szczególnie pierwszą i trzecią płytę, 100 Acres of Sycamore. To jeden ze szczególnie bliskich mi artystów, muzycznie świetny, lirycznie - tak osobisty że aż ekshibicjonistyczny. Good shit ("moim zdaniem", oczywiście).
    A Once bardzo lubię, szanuję i raz na jakiś czas wracam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam człowieka, niestety, co tylko umacnia mnie w przekonaniu, jak wiele świetnych artystów i płyt jest jeszcze przede mną... W każdym razie, dziękuję. Ten weekend należy do dyskografii Fionna, bo po kilku przesłuchanych utworach stwierdzam, że to dokładnie moje klimaty :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Dobra... Zakochałam się. 100 Acres of Sycamore przesłuchałam już jakieś miliard razy i póki co nie jestem w stanie przejść do następnego krążka. Rozpływam się nad artyzmem tekstów i przepiękną lekkością dźwięków. Jak można być tak wrażliwym...?
      Cieszę się niesamowicie, że dane mi było go poznać :) Lepiej późno niż wcale. The Lake District, 1st Day Of May i Vodka Sorrow to jedne z najpiękniejszych utworów, jakie kiedykolwiek słyszałam. Gdy (i jeśli) przejdzie mi fascynacja tym albumem, sięgnę po pozostałe. Dzięki raz jeszcze!

      Usuń
    2. Nie przesadzałbym z tym "późno" - Fionn jest relatywnie mało popularny u siebie; w sumie mimo dobrej prasy i "Be good or be gone" z pierwszej płyty w kilku serialach, cały czas pozostaje już nie tyle "indie" co undergroundowy. Nie mówiąc już o Polsce, bo nigdy nie poznałem nikogo, kto Fionna by chociaż kojarzył, co więcej - próby polecenia go komukolwiek kończyły się zawsze wzruszeniem ramionami.
      I tak naprawdę to bardzo dobrze, bo nie zniósłbym go w głównym nurcie, jego utworów w reklamie telewizorów i kaleczenia w mam talent czy innym mastbidemjuzik.
      Z drugiej strony to mimo wszystko trochę przykre, że taki stopień wrażliwości, muzycznej i emocjonalnej, jest większości po prostu obcy. I tak, wiem że gusta są różne i nie każdemu taka muzyka musi się podobać, przynosi to jednak jakieś dziwne poczucie samotności.
      Dlatego też nie musisz dziękować,  szczerze się cieszę, że wreszcie komuś Fionn Regan się podoba :)

      Wracając do samej jego twórczości, niesamowicie cenię w nim to, że - jakkolwiek głupio to nie brzmi - w świecie, który wywiera taką presję na to, żeby być samcem alfa, Fionn nie boi się wyjść poza szereg i być samcem beta. Bardziej odczuwać, niż walczyć. "I'm a man with a child's heart". 'nuff said.
      I raczej nie spodziewałbym się, że fascynacja 100 Acres of Sycamore szybko minie - u mnie to już chyba jakieś dwa lata, jedyna płyta która niezmiennie tkwi w pamięci telefonu, bo regularnie do niej wracam. Na przykład teraz :)

      Usuń
    3. Hmmm... Może faktycznie znowu nie tak późno, ale zwyczajnie żałuję, że nie dane mi było zachwycić się jego debiutem i wyczekiwać na każdy kolejny album.
      A co do fascynacji 100 Acres of Sycamore, to wiem, że będę często do tej płyty wracać. To nie jest coś, co może się kiedykolwiek znudzić :) Chodziło mi raczej o to, żebym przestała słuchać w nieskończoność tych samych piosenek i sięgnęła po resztę jego twórczości, bo jestem pewna, że jest równie wyjątkowa. Tylko jakoś ciężko jest mi nie naciskać "replay". Kolejny dzień bez przerwy gdzieś w tle musi lecieć - niezależnie od tego, czy piszę referat z historii, czy robię brzuszki :) Dawno tak nie miałam.

      Usuń
    4. Ja to bym go na żywo zobaczył - petycja do Rojasa i Fionn na następnym OFF Festivalu? ;)

      Usuń
    5. Haha, no nie wierzę :) Dokładnie o tym samym myślałam dzisiaj po południu, przeszukując cały Internet, by natrafić na jakiekolwiek informacje dotyczące aktualnych koncertów Fionna. Oczywiście nie dokopałam się do niczego poza nieaktywnym od pół roku Twitterem i fanpage'm na fejsie. Jeśli istnieje ktoś, kto jest w stanie sprowadzić go do Polski, to tą osobą na pewno jest Artur ;)

      Usuń