2014/03/19

bow down before the King!


No i mam tę swoją magię. Tym razem nie niż z Niemiec Wschodnich, lecz krążek, który wkrótce ukaże się nakładem wytwórni Thin Man Records. Choć oficjalnie Nielot nadleci w piątek, ja już od wczoraj delektuję się dźwiękami pochodzącymi z solowego debiutu Błażeja Króla. 
Artysta znany jest głównie ze współpracy z Maurycym Kiebzakiem-Górskim. Niestety, ku niezadowoleniu rzeszy fanów unikatowy duet UL/KR ogłosił w grudniu zawieszenie działalności. Jedno jest pewne, najnowszy album wyjątkowego wokalisty i tekściarza jest w stanie wypełnić powstałą pustkę. Dzięki niemu "ze stałego w lotny przechodzi mój stan skupienia".



Nielot to niespełna 30 minut przyjemności dla fanów alternatywy, w szczególności elektroniki, ambientu i wszelkich odmian indie. Nietrudno dostrzec znaczne różnice pomiędzy solowym albumem muzyka a wydawnictwami UL/KR. Przede wszystkim brak tu miejsca na krzyk. Otrzymujemy mniej beznadziei, a więcej nostalgii. Mimo to znów nie dostajemy morału na tacy. Wnioski musimy odnaleźć sami. 
Błażej jest mistrzem przekształcania ulotnych momentów w rozciągnięte, rozmyte kompozycje, które nierzadko kończą się niespodziewanie, pozostawiając charakterystyczny niedosyt. Pochodzenia niektórych dźwięków próżno się domyślać. Bogata linia melodyczna wykracza daleko poza gitarę i klawisze. Przykładowo, w kawałku Ćmy pojawia się saksofon. Na mnie jednak w produkcjach Króla zawsze największe wrażenie robią liryczne, melancholijne teksty. Oszczędne w słowach, na wskroś poetyckie, dzięki mnogości niedopowiedzeń wywołują przeróżne nastroje, pozwalając na dowolność interpretacji. Pod tym względem na wyróżnienie zasługuje utwór Ciepło z niezwykle wymownym fragmentem: "trzymaj się ciepło, nim zacznie cię parzyć, bo parzyć może zacząć niebawem". 
Jestem pewna, że do tego krążka będę wracać równie często jak do innych wydawnictw, z którymi Błażej miał cokolwiek wspólnego. Wszystko, czego tknie, jest doskonałe. Nielot jest dziełem autorstwa człowieka, któremu nie brak polotu. Stanowi ono pozycję obowiązkową nie tylko dla fanów gorzowskiego duetu. Ów odrealniony, tajemniczy materiał wprawia mnie w dziwny stan, który chyba nigdy mi się nie znudzi. Uwielbiam bez przerwy odnajdywać w nim coś nowego. 
Muszę przyznać, że Nielot pojawił się w idealnym momencie. Będzie świetnym towarzyszem bezsennych nocy, które ostatnio przydarzają mi się coraz częściej. Dzięki takim dźwiękom mijające godziny stają się zaledwie minutami. To nic, że zamiast kołdry przykrywa mnie zaledwie mglista poświata księżyca. Po kilku chwilach i tak odpływam wpatrzona w arcyciekawy sufit.





Jako przystawkę załączam dwa single zapowiadające materiał. Szczenię to historia dam wtulonych w walety i królowych śniących o gońcach, zaś Powoli jest opowieścią o gryzącym swetrze, nocnych podtruciach i balonach z gumy do żucia. Rzecz jasna, zachęcam do sięgnięcia po danie główne, gdyż Król jest tylko jeden.


1 komentarz:

  1. Też przepadam za klimatem tej muzyki. Dobrze, że nie odszedł gdzieś w zapomnienie po rozpadzie UL/KR, tylko przeskoczył do kolejnego projektu.

    "To nic, że zamiast kołdry przykrywa mnie zaledwie mglista poświata księżyca. Po kilku chwilach i tak odpływam wpatrzona w arcyciekawy sufit." Uwielbiam te dwa zdania :]

    OdpowiedzUsuń