2014/02/27

milcz serce - mota ep


Całkiem niedawno pisałam o ich nawykach i kolizjach. Kilka dni temu mysłowiczanie zaprezentowali kolejne wydawnictwo, utrzymane w charakterystycznym dla Milcz Serce klimacie. Najnowsza EP-ka jest jednak odrobinę bardziej singlowa i przystępniejsza w odbiorze niż poprzedni krążek.


Dzięki tym niespełna dwunastu minutom świeżego materiału grupa została okrzyknięta najlepszym polskim zespołem indie-popowym przez redakcję WAFP!. Trzeba przyznać, że muzycy w pełni zasłużyli na ten tytuł, gdyż cztery kawałki składające się na EP-kę Mota (po śląsku ćma) nie pozwalają o sobie zapomnieć. Kompozycje zaskakują między innymi dzięki genialnemu zaaranżowaniu - pod tym względem wyróżnia się finałowy, rozwalający na łopatki utwór, za który należą się chłopakom ukłony do samej ziemi. 
Przy okazji tej grupy nie sposób nie wspomnieć o świetnych, poetyckich tekstach, których niemal każdy fragment godny jest zacytowania. Jestem dozgonną, ortodoksyjną fanką mistrzowskich wyrażeń wychodzących spod pióra Barta Björna. Nieoczywiste związki wyrazowe wywołują pełen wachlarz nastrojów, płynnie przechodząc od wszechobecnej melancholii do energetycznych momentów. I choć utwór zatytułowany Atom po brzegi wypełniony jest gwoździami w zachrypniętym głosie, a w pomiętym prześcieradle błąka się ślad odciśnięty po raz ostatni, nie brak także miejsca na kieszenie napchane cukrową watą.



Co tu dużo mówić... Najnowszy minialbum Milcz Serce to pozycja obowiązkowa. Uwielbiam, czekam na więcej.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz