2014/01/29

at this evil sleepless night


Zima to nie astronomiczna pora roku. 
Zima to opieranie rozgrzanego czoła o oblodzoną szybę, przepływ wątpliwości od płatów mózgowych do zmrożonego szkła w pokoju zanurzonym w ciemności. To nierozerwalne splątanie swego jestestwa z kocem wśród szarości marmuru parapetu. Odbywanie podróży bardziej niż zwykle do Nikąd. Zaglądanie do niepamiętnika pogubionych włosów i ideałów. 
Jedynym źródłem nadziei jest nikłe światło dogasającej latarni. Nie starej, gazowej, gustownie obrośniętej bluszczem niczym dobrymi wspomnieniami. Kilkumetrowy, betonowy słup-realista, nietknięty wyobraźnią i duchem czasu, uświadamia, że to nie ciepło kaloryfera powoduje sublimację marzeń o dwóch stykających się flanelowych koszulach pośród drewna i oswojonego ognia. Próżno także obwiniać wirujące płatki śniegu o unierzeczywistnienie prywatnego, maleńkiego wszechświata...
Gdy na twarzy nie drgnie żaden mięsień, nic to, że nie warto. 


Z racji wpisanego głęboko w mój genotyp zamiłowania do języka, wszelkich form pisemnych, czcionki nie bez przyczyny odciśniętej na fantazjonośnym papierze, nad fikcję literacką cenię słowne eksperymenty. Dzisiejszego wieczoru zatem z piedestału ustępuje na moment twórczość poetów wyklętych, by zrobić miejsce kilku perłom lingwizmu.
Brak mironczarni i namuzowywania.
Koktajl bananowy z miodem i same tylko wiersze wybrane i dobrane.


MIRON BIAŁOSZEWSKI
Z WIERSZY NOWYCH 

Kontemplacja 

Wrony do pracy.
Ja ich obserwacy. 
One gdzie?
                    na dwunastym.
Ja w dziewiątym piętrze.
Poleciałbym.
Chęci najprędsze
ale skrzydła mdłe. 

Podfruwaje

Rozparzenie 
niewytrzymywanie chwili 
gna gorąc wieczności
a tu trzeba chłodu
niemijania 
a gdyby tak lodu
w miejscu stania? 
nieopłacalne!
roztopienie polotu
za wiekami 
w pół nas

Faramuszki

Natchnienie w drzwiach 
W takich chwilach
w rozchylach się wstań do wyjść
jak na motylach nagły ja
nagła mylś
olśnienie
i nawet jak jej zapomnienie
z miejsca
to uniesienie to coś
nim się zdechnie 

Fatygi 

stanąć do góry nogami
do nieba
odbić się
i odfrunąć 


4 komentarze:

  1. Nie lubię muzyki na blogach, ale u Ciebie mi się podoba... bardzo klimatycznie i w sumie trafia w mój gust ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To gratuluję. Kocham Wrocław, moje miasto... tu się urodziłam, tu żyję :) Ale co do tego, że wrocławski faceci są... ciekawi, fajni... to hmmm.. no zależy, jak we wszystkim. Miałam innych, to tak kolorowo nie było... ale Kuba jest niespotykany, to fakt. I świetnie się ze sobą dogadujemy, od zawsze.

    Garden of Eden jest piękna, to fakt. Mam ją już w tydzień, a jeszcze nie użyłam... Norma, musi swoje odleżeć. Vintage Romance też leżała z 2 tyg., zanim zaczęłam jej używać ;) Postaram się zrobić jakiś makijaż... nie wiem, czy koniecznie mocno zielony, ale zobaczy się :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę dorastania w tak pięknym miejscu ;) Zakochać się w tym mieście jest bardzo łatwo, ale później tęsknota za tymi uroczymi uliczkami, mostami i krasnalami jest paraliżująca... Uwielbiam fotografować tu dosłownie wszystko - od pokazów fontanny multimedialnej, przez roślinność ogrodu japońskiego po słodkości w Cinnabon. Upychać w portfelu tramwajowe bilety z nadzieją, że tym razem ich większa liczba będzie mi towarzyszyć na co dzień po powrocie do domu. Nie miałam pojęcia, że tak bardzo spodoba mi się jakieś miejsce w naszym kraju. I jakoś tak mimowolnie przestałam marzyć o wyjeździe za granicę... :)

      Usuń