2013/11/24

yeah, it feels like someone's missing





Suszone jagody smętnie wirują wśród płatków kwiatów w owocowym naparze. Miękną wraz z ubiegłonocnymi postanowieniami, powziętymi ostatecznie, tym razem na pewno. 
Przeznaczenie gra białego walca. Platoniczne sny poczęte na łonie jawy proszą do tańca nieprzezwyciężone ułomności. Niezaspokojenie podpiera ściany. Wychodzi najwcześniej, niemal niezauważenie. Zniknięcie niedosytu dostrzegają jedynie puste oczy świadomie niedotrzymanych obietnic. Skorumpowany zegar nie zamierza wybić północy. 
Krople deszczu coraz bardziej agresywnie bębnią w dachówki. Pragnę przypadkiem stłuc kruchą, pastelową filiżankę, stanowiącą salę balową niespełnionych nadziei.


2013/11/15

join me, we will take a big step backwards



nie było sygnału, że można otworzyć oczy
dostaliśmy śnieżką boleśnie po twarzy
nasz los się waży
(...)
spacery po parku są dziś niemożliwe
to obrzydliwe
to przeraźliwe





My się nie poddajemy. My przeczekujemy.
Zamykamy się w izolatce. Zamykamy serca i powieki.
Nasza egzystencja jest ciągłym transportem myśli pomiędzy rzeźnią a psychiatrykiem.
Istniejemy tylko pomiędzy. Nie ma wszechświatków ni przestrzeni.
Jest absurd i wieczny bezdech, antybiotyki i narkotyki.

Hello, we do not need no prescriptions.


2013/11/03

falling leaves cemetery



Nie zgnijemy w dole, przysypane piachem.
Wierzymy w potęgę powtarzalności natury.
Nie buntujemy się przeciw nieuchronności.
Niechaj nam będzie wieczny odpoczynek pod śniegiem. 
Wybrzmi uroczysta elegia na cześć doczesności.
Nim strawi nas ogień, nasze ciała zostaną namaszczone rosą, pokryte mgłą niczym całunem.
Gdy wróble i sikorki zanucą żałobną pieśń, staniemy się ofiarą całopalną.
Nasze prochy utworzą stos, lecz zbyt dużo nas, by wystarczyło oboli dla Charona.
Nie ma kto położyć tylu styksowych monet. 
Taki to holokaust bez cienia nadziei.