2013/10/03

do you still remember me?


Laureatka pięciu Fryderyków i Paszportu Polityki. Okrzyknięta w dwutysięcznym roku Osobowością Dziesięciolecia przez magazyn Tylko Rock. Tej Pani nie muszę nikomu przestawiać, mimo iż jedenaście lat temu, będąc u szczytu popularności, zniknęła z rynku muzycznego. 
Od premiery piątego albumu studyjnego Edyty (Wodospady) minęło piętnaście lat. Jego kontynuacja początkowo miała zostać wydana latem 2002 roku, jednakże los chciał inaczej.





W 2002 roku zarejestrowane zostały instrumenty, powstała także większość tekstów piosenek pochodzących z najnowszego albumu Edyty. Jedynym wyjątkiem jest drugi singiel (Upaść, by wstać) - artystka stworzyła go w 2007 r.  Materiał na ten krążek był zatem gotowy już wiele lat temu, jednak jego publikacja nie była niestety możliwa. 
Chodziło jedynie o wokal. Bartosiewicz z powodu degeneracji organizmu nie była w stanie wyrazić poetyckiej ekspresji stworzonych tekstów. Przez pierwsze trzy lata nie wiedziała, co się dzieje. Zamykała się w studiach nagraniowych, wydając na to ogromne pieniądze. Za każdym razem opuszczała je niezadowolona. Nie potrafiła przekazać emocji, oddać głębokiego przekazu utworów, co do których piękna nie miała przecież żadnych wątpliwości. 
Artystka przeszła serię badań, których dobre wyniki nie obrazowały jej faktycznego stanu. Do tej pory nie otrzymała zresztą konkretnej diagnozy. Dlaczego więc wystąpiły problemy z głosem? Sama Edyta przyznaje, że nie wytrzymała napięcia i stresu towarzyszącego byciu rozpoznawalną osobą. Jej struny głosowe i krtań przestały działać prawidłowo.





Wstyd przed pokazaniem światu swej słabości doprowadził ją do depresji. Wokalistka w 2006 roku trafiła do szpitala, gdyż nie mogła oddychać. Czuła, że umiera. Wtedy właśnie zrozumiała, że sama sobie nie poradzi. Zwrócenie się o pomoc było ogromnym przełomem. 
Psychicznie pomogło leczenie techniką relaksacyjno-oddechową, jednakże widoczne postępy zaczęła robić dopiero we wrześniu 2011 roku, kiedy to rozpoczęła rehabilitację jogą. Od tamtego czasu czuła się coraz lepiej. W międzyczasie realizowała pojedyncze projekty, lecz jej pierwszym dużym koncertem od lat był występ na Orange Warsaw Festival w 2010 r. 
Edyta w tym roku kończy ośmioletnią psychoterapię i po długoletniej nieobecności wraca na estradę. Jest świadoma tego, iż uratowała ją niewiedza o tym, że jej wokalna niemoc będzie trwała aż 11 lat. Chociaż od 2002 roku właściwie nie funkcjonowała na rynku muzycznym, rzesze wiernych fanów nie zapomniały o niej. Dzięki temu czuła się potrzebna, wiedziała, że czekano na jej powrót. Z drugiej natomiast strony była zbyt słaba, by ustosunkowywać się do niezdrowych sensacji, komentować pogłoski na temat rzekomych premier. Pogłębiało to odczuwaną przez nią presję. Mimo iż niekwestionowana gwiazda lat 90. nigdy nie była celebrytką, jej zniknięcie z show-biznesu wzbudzało wiele emocji. Portale plotkarskie bez przerwy donosiły o uzależnieniu Bartosiewicz od alkoholu i narkotyków. W tym samym czasie artystka pracowała nad sobą tak intensywnie, jak jeszcze nigdy dotąd. Skazana na pozytywizm, którego nienawidziła. 


Edyta w licznych wywiadach zapowiada, że dzięki nowemu wydawnictwu nie pragnie wrócić na szczyt. Nie oczekuje zbyt wiele. Chce jedynie, by przekaz tych piosenek dotarł do pewnej grupy osób, które poczują to, co ona. Wraz z wydaniem pierwszego singla (Rozbitkowie), poczuła, jakby zrzuciła z siebie ogromny ciężar. Skądinąd jej sytuację najlepiej obrazuje utwór pt. Upaść, by wstać
Teksty przepięknych, akustycznych ballad, składających się na krążek Renovatio musiały przeleżeć jak dobre wino. Choć świat się zmienia, natura człowieka wciąż pozostaje taka sama. Najnowsze dzieło Edyty jest unikatowym wehikułem czasu, które opowiada o ponadczasowych emocjach, pozwalając na moment się zatrzymać.





Premiera najbardziej oczekiwanej płyty ostatniej dekady (tak o Renovatio pisze serwis Deezer) miała miejsce przedwczoraj. Jest ona klimatyczną kontynuacją Wodospadów z 1998 roku, utrzymaną w stylu charakterystycznym dla całej twórczości Edyty. 
Renovatio to melancholijna, metaforyczna mieszanina niepewności i zagubienia, przez którą nieśmiało przebija się nadzieja. Kompozycje Edyty już zawsze kojarzyć mi się będą z wymiętą koszulą, zrezygnowanym zdejmowaniem szpilek, śladem szminki na lampce, w której pozostały ostatnie krople czerwonego wina. Jej głos jest dogasającym płomieniem świecy, tęsknym szeptem w bezsenną noc, świtem pełnym wątpliwości. Samotnym spacerem w tłumie przechodniów, z rozmazanym makijażem, pod zachmurzonym niebem. 
Żałuję, że jestem zmuszona słuchać tego dzieła w elektronicznej wersji. Taka muzyka stworzona jest po to, by sączyć się z płyt winylowych w długie, przepełnione rozterkami wieczory. Renovatio upewnia mnie w przekonaniu, że w moim życiu istnieje tylko jedna królowa polskiej piosenki. Choć przyszedł czas na fascynację twórczością Ani Dąbrowskiej, Kasi Nosowskiej, Moniki Brodki, Marii Peszek czy Meli Koteluk, Edyta była nieustannie blisko mnie. Jestem dumna z tego, że moje dzieciństwo zawierało w sobie tak wiele niezwykłości duetu Rojek-Bartosiewicz.
Krążek Renovatio jest dokładnie taki, jak go sobie wyobrażałam. Nie wzbudzi kontrowersji, nie wywoła rewolucji. Nie pozwoli o sobie zapomnieć.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz