2013/10/18

jam twoich oczu niewarta, oj tak!




"Uwielbiam to, że muzyka tradycyjna wynika z potrzeby duszy, z czystych emocji,
że nie ma w niej wyrachowania współczesnego muzyka czy kompozytora. Przez tę swoją
prawdziwość ma ona w sobie coś tak wciągającego, że nie sposób jej się oprzeć."

Basia Derlak

Dziś nareszcie odbyła się długo oczekiwana przeze mnie premiera debiutanckiego albumu magicznego trio. Basia Derlak to prześliczna wokalistka i klarnecistka pochodząca z Chełma, w której rodzice zaszczepili miłość do bluesa, jazzu i rocka. Następnie w jej życiu przyszedł czas na fascynację tradycyjną polską kulturą i to właśnie dzięki temu upodobaniu powstał projekt Chłopcy kontra Basia. 
W listopadzie 2009 roku Basia poznała Marcina Nenko, obecnego kontrabasistę zespołu. Dwa miesiące później do składu dołączył Tomasz Waldowski, wydobywający przepiękne dźwięki z perkusji, futujary i fujary pasterskiej.


Już dziś krążek "Oj Tak!" udostępniony jest do odsłuchu w serwisie muzycznym Deezer. W fizycznej wersji natomiast będzie można go dostać za tydzień. Finaliści polsatowskiego talent show "Must Be the Music" prezentują fanom dwanaście niepokojących, narracyjnych ballad, za pomocą których w poetycki sposób ukazują niezwykle cienką granicę pomiędzy miłością a śmiercią. 
I tak oto intryguje mroczna historia kobiety przygotowującej posiłek niewiernemu mężowi (Wieczerza) oraz liryczna, wiejska opowieść o siostrze-topielicy (Sukienka). Zastanawia metaforyczna baśń o destrukcyjnym uczuciu, którym niedźwiedź obdarzył pchłę (O Martusi Pchełce). Transowe intro nastrojowej, przepełnionej dramaturgią piosenki do tańca (Hej, Zagraj Muzyczko) przywodzi na myśl nadzwyczajnie rozbudowane instrumentalnie kawałki francusko-fińskiego duetu The Dø.
Pełne niedomówień teksty i melodie pisze Basia. Opiera się na starych pieśniach ludowych, starając się oddać drzemiącego w sercu każdego z nas ducha folkloru. Nie tylko polskiego, gdyż Sukienka powstała dzięki inspiracji serbskim utworem, tekst do kompozycji Jerzy stylizowany jest na białoruską pieśń, śpiewaną na przywołanie wiosny, a Wieczerza to ukraińska ballada z Polesia. Tajemnicze aranżacje artyści tworzą wspólnie.

wiedz, o siostro miła, że ja się nie utopiłam,
tylko za mąż wyszłam i za kamień poszłam

tylko za mąż wyszłam i za kamień poszłam,
i zimniutki kamień będzie mym kochaniem

i zimniutki kamień będzie mym kochaniem,
powiedz matuleńce, żem w ślubnej sukience

powiedz matuleńce, żem w ślubnej sukience,
weź, co moje wszystko, kochana siostrzyczko

sosny mi siostrami,
rybki mi druhnami,
a piasku ziarenka to moja sukienka

Ten projekt wnosi sporo świeżości na polski rynek muzyczny. Na jego charakterystyczność składa się wiele czynników - delikatny, kobiecy wokal, gwarowe teksty czy też psychodelia niełatwych kompozycji. Choć na co dzień nie słucham muzyki folkowej, dla Chłopców kontra Basi zrobię wyjątek. Ów bajkowy klimat pochłania całą współczesność, pozwalając odbiorcy oderwać się od realnego świata. 
Marzy mi się ich pełnowymiarowy koncert, podczas którego przeżyłabym niezapomniane chwile, otoczona artyzmem w najbardziej wysublimowanej postaci. To reprezentujące światowy poziom trio zachwyca prawdziwą eufonią dźwięków, wyważonym chaosem, idealnym współgraniem spokojnego wokalu z mnogością instrumentów (m.in. drumlą Basi). Do takich poruszających, wielopłaszczyznowych opowieści pragnie się wracać.







2013/10/15

how to live with the cuckoo-clock heart




"Jeśli nie pozna się smaku poziomek z cukrem, nie prosi się o nie każdego dnia."
Mechanizm serca, Mathias Malzieu




Szanowne Przeznaczenie! Zwracam się z uprzejmą prośbą o to, bym zdołała... 
Schwytać w łapacz snów wszystkie metafory, by móc myśleć tylko nimi.
Spojrzeć prosto w słońce twarzą pogodną, pozbawioną niepokoju.
Dostrzec we wnętrzu mydlanej bańki obietnicę prywatnego raju. 
Przez moment poczuć lekkość anielskich skrzydeł,
których przedłużeniem staną się szeroko rozłożone ramiona.
Zgromadzić całą efemeryczność otoczenia w zasięgu płomienia świecy,
by patrzeć z satysfakcją na topniejącą nieuchronność. 
Choć raz otrzeć się o ponadczasowość, doświadczyć bezinteresowności obcego człowieka.
Nie rozdrapywać ran, wierząc, że wkrótce przestaną powstawać nowe. 

2013/10/12

wszystkie wstydy i zachwyty, wszystkie zmierzchy i poranki


Gdy wyjątkowe chwile nieodwracalnie upływają, zostaję sama, poddając swój organizm paraliżującej monotonii. Może to i dobrze, że mam tendencję do przesypiania sytuacji, z którymi nie potrafię sobie poradzić? Łatwiej jest znieść smutek, jeśli jest się choć przez moment nieświadomym jego istnienia. Ślepe uliczki pokonuję zazwyczaj w fazie REM.  
Nawarstwiający się ogrom myśli. Coraz więcej obaw o przyszłość, kłębiących się w głowie wątpliwości. Mnogość naiwnych pytań, pozbawionych adresata i sensownej odpowiedzi. Bo jak odróżnić egoizm od pragnienia bycia szczęśliwym? I co jeszcze mogę zrobić, by spełniło się marzenie tak wiele razy spisywane bezwiednie wśród odżywających wspomnień? Gdzie podziały się chwile, kiedy tak trudno było mi zasnąć, bo szczery uśmiech nie znikał z mojej rozpromienionej twarzy? 
Świat krzyczy, że mam to, czego chciałam. Zbyt późno uświadamiam sobie konsekwencje tego, że dziś wszystko ma swoją cenę. Rozmowy wciąż odkładane na później, coraz bardziej odległe terminy skrupulatnie planowanych podróży. Może za rok, za dwa, za dziesięć; na studiach, po ślubie, na starość. 
A gdyby tak nie kalkulować, nie zastanawiać się, nie wahać? Nie patrzeć pod nogi, nie oglądać się za siebie? Po prostu żyć, by mieć coś, czego zdobycia nie okupiło się stratą.




"Autorzy teledysku Drobczyk + Kopaniszyn spakowali kamerę i wyruszyli na poszukiwanie bohaterów i ich historii. (...) Powstał dokument o miłości, o sile drobnych zdarzeń, o niuansach mocnego uczucia. O tym, że jeżeli jesteś z tą właściwą osobą, to nic Wam nie przeszkodzi w byciu szczęśliwym. Wszystko zależy tylko od Was. Miłość nie musi być mitem, może być prawdziwą opowieścią. Niekoniecznie prostą, ale nawet z punktami zwrotnymi, złymi momentami, pozostaje najlepszą rzeczą jaka może Was spotkać."

2013/10/03

do you still remember me?


Laureatka pięciu Fryderyków i Paszportu Polityki. Okrzyknięta w dwutysięcznym roku Osobowością Dziesięciolecia przez magazyn Tylko Rock. Tej Pani nie muszę nikomu przestawiać, mimo iż jedenaście lat temu, będąc u szczytu popularności, zniknęła z rynku muzycznego. 
Od premiery piątego albumu studyjnego Edyty (Wodospady) minęło piętnaście lat. Jego kontynuacja początkowo miała zostać wydana latem 2002 roku, jednakże los chciał inaczej.





W 2002 roku zarejestrowane zostały instrumenty, powstała także większość tekstów piosenek pochodzących z najnowszego albumu Edyty. Jedynym wyjątkiem jest drugi singiel (Upaść, by wstać) - artystka stworzyła go w 2007 r.  Materiał na ten krążek był zatem gotowy już wiele lat temu, jednak jego publikacja nie była niestety możliwa. 
Chodziło jedynie o wokal. Bartosiewicz z powodu degeneracji organizmu nie była w stanie wyrazić poetyckiej ekspresji stworzonych tekstów. Przez pierwsze trzy lata nie wiedziała, co się dzieje. Zamykała się w studiach nagraniowych, wydając na to ogromne pieniądze. Za każdym razem opuszczała je niezadowolona. Nie potrafiła przekazać emocji, oddać głębokiego przekazu utworów, co do których piękna nie miała przecież żadnych wątpliwości. 
Artystka przeszła serię badań, których dobre wyniki nie obrazowały jej faktycznego stanu. Do tej pory nie otrzymała zresztą konkretnej diagnozy. Dlaczego więc wystąpiły problemy z głosem? Sama Edyta przyznaje, że nie wytrzymała napięcia i stresu towarzyszącego byciu rozpoznawalną osobą. Jej struny głosowe i krtań przestały działać prawidłowo.





Wstyd przed pokazaniem światu swej słabości doprowadził ją do depresji. Wokalistka w 2006 roku trafiła do szpitala, gdyż nie mogła oddychać. Czuła, że umiera. Wtedy właśnie zrozumiała, że sama sobie nie poradzi. Zwrócenie się o pomoc było ogromnym przełomem. 
Psychicznie pomogło leczenie techniką relaksacyjno-oddechową, jednakże widoczne postępy zaczęła robić dopiero we wrześniu 2011 roku, kiedy to rozpoczęła rehabilitację jogą. Od tamtego czasu czuła się coraz lepiej. W międzyczasie realizowała pojedyncze projekty, lecz jej pierwszym dużym koncertem od lat był występ na Orange Warsaw Festival w 2010 r. 
Edyta w tym roku kończy ośmioletnią psychoterapię i po długoletniej nieobecności wraca na estradę. Jest świadoma tego, iż uratowała ją niewiedza o tym, że jej wokalna niemoc będzie trwała aż 11 lat. Chociaż od 2002 roku właściwie nie funkcjonowała na rynku muzycznym, rzesze wiernych fanów nie zapomniały o niej. Dzięki temu czuła się potrzebna, wiedziała, że czekano na jej powrót. Z drugiej natomiast strony była zbyt słaba, by ustosunkowywać się do niezdrowych sensacji, komentować pogłoski na temat rzekomych premier. Pogłębiało to odczuwaną przez nią presję. Mimo iż niekwestionowana gwiazda lat 90. nigdy nie była celebrytką, jej zniknięcie z show-biznesu wzbudzało wiele emocji. Portale plotkarskie bez przerwy donosiły o uzależnieniu Bartosiewicz od alkoholu i narkotyków. W tym samym czasie artystka pracowała nad sobą tak intensywnie, jak jeszcze nigdy dotąd. Skazana na pozytywizm, którego nienawidziła. 


Edyta w licznych wywiadach zapowiada, że dzięki nowemu wydawnictwu nie pragnie wrócić na szczyt. Nie oczekuje zbyt wiele. Chce jedynie, by przekaz tych piosenek dotarł do pewnej grupy osób, które poczują to, co ona. Wraz z wydaniem pierwszego singla (Rozbitkowie), poczuła, jakby zrzuciła z siebie ogromny ciężar. Skądinąd jej sytuację najlepiej obrazuje utwór pt. Upaść, by wstać
Teksty przepięknych, akustycznych ballad, składających się na krążek Renovatio musiały przeleżeć jak dobre wino. Choć świat się zmienia, natura człowieka wciąż pozostaje taka sama. Najnowsze dzieło Edyty jest unikatowym wehikułem czasu, które opowiada o ponadczasowych emocjach, pozwalając na moment się zatrzymać.





Premiera najbardziej oczekiwanej płyty ostatniej dekady (tak o Renovatio pisze serwis Deezer) miała miejsce przedwczoraj. Jest ona klimatyczną kontynuacją Wodospadów z 1998 roku, utrzymaną w stylu charakterystycznym dla całej twórczości Edyty. 
Renovatio to melancholijna, metaforyczna mieszanina niepewności i zagubienia, przez którą nieśmiało przebija się nadzieja. Kompozycje Edyty już zawsze kojarzyć mi się będą z wymiętą koszulą, zrezygnowanym zdejmowaniem szpilek, śladem szminki na lampce, w której pozostały ostatnie krople czerwonego wina. Jej głos jest dogasającym płomieniem świecy, tęsknym szeptem w bezsenną noc, świtem pełnym wątpliwości. Samotnym spacerem w tłumie przechodniów, z rozmazanym makijażem, pod zachmurzonym niebem. 
Żałuję, że jestem zmuszona słuchać tego dzieła w elektronicznej wersji. Taka muzyka stworzona jest po to, by sączyć się z płyt winylowych w długie, przepełnione rozterkami wieczory. Renovatio upewnia mnie w przekonaniu, że w moim życiu istnieje tylko jedna królowa polskiej piosenki. Choć przyszedł czas na fascynację twórczością Ani Dąbrowskiej, Kasi Nosowskiej, Moniki Brodki, Marii Peszek czy Meli Koteluk, Edyta była nieustannie blisko mnie. Jestem dumna z tego, że moje dzieciństwo zawierało w sobie tak wiele niezwykłości duetu Rojek-Bartosiewicz.
Krążek Renovatio jest dokładnie taki, jak go sobie wyobrażałam. Nie wzbudzi kontrowersji, nie wywoła rewolucji. Nie pozwoli o sobie zapomnieć.





2013/10/01

when there's no rules lesser bother us




Gdybym chciała uciec, po prostu stanęłabym na ziemi.
Poczułabym ciężar własnych nóg, ograniczoność namacalności.
Spuściłabym wzrok, dotykając nielotnego gruntu.
Ja, skażona piętnem prozaiczności bryła nieidealna. 
Zamknęłabym w sobie tę całą nieodwracalność.
Moje ciało byłoby przesiąknięte ostatecznością.
Poznałabym wszystkie nasycenia barw motylich skrzydeł.
Uzasadnienie niepokojących szmerów, budzących mnie ze snu.
Ale jak wiele można wiedzieć, by móc jeszcze cokolwiek zmienić?