2013/09/12

we all are dwarfs - part two


cd.


KRASNALOVA HISTORIA

Cała trójka nie mogła oderwać oczu od widoku ogromnej wiszącej konstrukcji, która rzucała nadzwyczajne światło na otoczenie, obejmując je cudowną poświatą. Odczuwali potęgę tej przedziwnej kładki, mającej niewiele wspólnego z opowiadaniami skrzacich mędrców. Zdawało im się, że są tysiące razy mniejsi od tego monumentalnego zabytku. Chrapek po raz pierwszy świadomie wziął udział w przyjaznej dyskusji.
- Dlaczego mosty nie umieją mówić? To takie smutne... Kryją one w sobie tak wiele tajemnic, są świadkiem wielu wzruszających momentów, jednakże nie mogą podzielić się nimi ze swoimi wrażliwymi opiekunami – odezwał się. Zadał pytanie, na które nikt nie był w stanie znaleźć właściwej odpowiedzi. Był pewien, że życiowa wiedza wchłonięta przez budowlę przyczyniłaby się do wzrostu liczby rozmarzonych uśmiechów mieszkańców miasta.
 
            Dalsza część pouczającej podróży upłynęła pod znakiem wielu wnikliwych przemyśleń Truchci oraz Chrapka, które Świetlik starał się odpowiednio skomentować. Mnogość lat spędzonych na dachu pojazdu pełnego ciekawych ludzi nauczyła go cierpliwości w zdobywaniu wiedzy na temat świata. Podczas codziennej pracy usłyszał niemało historii, często pełnych niejasności i niedomówień.
Krasnale zastanawiały się, dlaczego nocą we Wrocławiu jest tak cicho i spokojnie. Przytulna atmosfera sprzyja przecież długim spacerom, a mimo to mieszkańcy miasta wybierają ciasne pokoiki pokryte kurzem niespełnionych marzeń. Od ludzi roi się natomiast w głośny, hałaśliwy dzień, kiedy szary tłum płaszczy i parasoli mimowolnie zapomina o wspaniałości trwających chwil.
 
            Przejażdżka zakończyła się tak szybko, jak szybko się zaczęła. Chrapek nieustannie powtarzał, że jest bardzo zmęczony, ponieważ pierwszy raz, odkąd sięga pamięcią, przez godzinę lub dwie nie zmrużył oka. Uradowana towarzystwem leniwego przyjaciela Truchcia zaproponowała więc naprędce obojgu kompanom wolną przechadzkę po Parku Szczytnickim. Zna go ona całkiem dobrze, gdyż  właśnie przez niego przebiega jej codzienna trasa biegowa.
- Nic się nie stanie, jeśli na chwilę opuszczę swoje stanowisko. Ludzie potrafią sami o siebie zadbać, choć często się do tego nie przyznają – odparł Świetlik, popierając pomysł koleżanki.
 
Chrapek nie miał wyjścia - chcąc nie chcąc, musiał wziąć udział w następnej przygodzie. Już kilka minut później trójka krasnali spacerowała wśród wiekowych drzew, pokrytych soczyście zielonymi liśćmi. Kamraci trzymali się za ręce tak, że ich czerwone czapeczki niemalże się stykały. Na pierwszy rzut oka widać było, że każda kolejna wspólnie spędzona minuta zbliża ich do siebie. 
            Wtem uwagę skrzatów zwrócił ledwo słyszalnie popiskujący ranny ptaszek. Jedno z jego brązowoczarnych skrzydełek przygniótł kamień, którego metaliczna powierzchnia odbijała księżycowe promienie. Krasnoludki wspólnymi siłami uniosły skałę, ratując życie jerzyka. Ptak serdecznie podziękował im za ratunek. Pragnął odwdzięczyć się podarunkiem, który przenosił na swoich skrzydłach niczym najdroższy skarb.
- Udajcie się do Ogrodu Japońskiego, gdzie zasadzicie to z pozoru zwyczajne nasionko – poradził jerzyk, po czym pożegnał się i odleciał w stronę gwiazd jasno połyskujących na tle granatowego nieba.
 
            Przyjaciele postąpili zgodnie z radą ptaszka. Idąc szeroką aleją rozglądali się wokoło. Szukali odpowiedniego miejsca, by posadzić niezwykłą roślinę. Zauważyli piękny staw, którego rozległe brzegi połączone były urokliwym, zadaszonym mostem.
- Proponuję zakopać nasiono obok krętych ścieżek, bezpośrednio sąsiadujących ze zbiornikiem wodnym – zasugerował mądrze Świetlik.
 cdn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz