2013/09/22

mechanical bull with loud love to AM


Nie wystarcza mi czasu na tak dużą liczbę obszernych, wnikliwych recenzji, jaką mogłabym i chciałabym napisać, a na ilość godnych uwagi produkcji nie można ostatnio narzekać. Dlatego więc, jako iż słucham sporo nowej muzyki (przedpremierowo lub premierowo), postanowiłam w telegraficznym skrócie podsumować trzy ciekawe wydawnictwa. Dziś wieczorem mojemu subiektywizmowi poddam arktyczne małpki, tych, którzy będą się podobać oraz królów Leonu.


AM, Arctic Monkeys

Premiera: 9/09/2013 
Bardzo dobry album. Komercyjny sukces mają szansę odnieść nie tylko niezwykle hitowe, wpadające w ucho R U Mine?, Do I Wanna Know? i  Why'd You Only Call Me When You're High?. Od momentu, gdy zobaczyłam tracklistę, zastanawia mnie fakt, dlaczego tylko tytuły tych utworów zostały ujęte w formie pytań. Mam szczerą nadzieję, że fenomen singli wkrótce podzieli Arabella, mój numer jeden z AM. Oprócz wielu energetycznych kawałków krążek zawiera melancholijne ballady, takie jak Mad Sounds czy też finałowe I Wanna Be Yours, które spokojnie mogłyby pochodzić z debiutanckiej EP-ki Alexa Turnera, lidera Małpek (Submarine).





Loud Like Love, Placebo

Premiera: 16/09/2013 
Spodziewałam się troszeczkę więcej po owym szumnie zapowiadanym w mediach krążku. To nie tak, że się zawiodłam, nie oczekiwałam przecież drugiego Battle for the Sun z odpowiednikiem genialnego For What It's Worth. Najbardziej gorliwi fani zespołu w najnowszym wydawnictwie z pewnością odnajdą ducha starego, dobrego Placebo, ale czy to wystarczy, żeby nie pozwolić przeciętnemu odbiorcy oderwać się od odtwarzacza? W moim przypadku magia nie zadziałała aż tak intensywnie paraliżująco, choć przyznaję, że nie warto szukać na tym albumie rozczarowującej wtórności. Przyjemnie wkręca się chwytliwy singiel Too Many Friends, żywiołowe Rob The Bank i jedna z najpiękniejszych piosenek w dorobku Placebo, Bosco.




Mechanical Bull, Kings Of Leon

Premiera: 24/09/2013 
Czuć, że Kings of Leon mają świadomość, iż nie muszą już niczego nikomu udowadniać. Czuć radość ze wspólnego tworzenia świetnych melodii, które trafią później na szczyty list przebojów oraz do serc wielu osób. Mechanical Bull to naprawdę wspaniały krążek. Wiem, że będę często do niego wracać. Na pozytywną ocenę zasługuje niemalże każda kompozycja, większość zdradza singlowy potencjał. Jest męsko i rockowo (Supersoaker), a zarazem romantycznie i delikatnie (Wait For Me). Najbardziej jednak urzekło mnie odrobinę folkowe Family Tree i nostalgiczne Beautiful War.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz