2013/09/04

life's soundtrack sounds better with someone


Wakacje w Rzymie, relaksacyjna kąpiel i gorąca herbata warunkuje przeżycie dzisiejszego wieczoru. Wyznaję makowiecki moizm. Jest czwarty dzień września ostatniego roku beztroski. Godzina ulega zbyt szybkim zmianom, bym mogła podać ją z niezachwianą pewnością. 
Czuję do szpiku kości nieodwracalność każdej minionej sekundy. Wokół mnie gromadzi się zbyt dużo nieszczęść i nieodżałowanych niepowodzeń, porażek przeżywanych w dołującej samotności. Niemal wszystko jest w stanie podciąć moje delikatne skrzydła, których istnienia jestem coraz mniej pewna. 
Zewsząd otaczają mnie rankingi, prognozy, statystyki. Jestem karmiona pesymistycznie wahającą się amplitudą prawdopodobieństwa przeżycia godnego życia. Podobno osiągnę spełnienie i nieprzemijające szczęście, jeśli nie będę na oślep podążać za swoimi marzeniami, których wprowadzenia w życie nikt nie oczekuje. Świat nie potrzebuje mojego nieprzymuszonego zaangażowania i szczerego uśmiechu na co dzień .
We śnie postawię na głowie rankingi, prognozy i statystyki. Będę śmiać się na widok ich bezbronnych parodii i karykatur. W krainie ułudy mam prawo odrzucić racjonalne argumenty. Choć przez moment poczuć, że ktoś we mnie wierzy.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz