2013/09/16

it has all of the characteristics of addiction


Niewiele jest zespołów, których twórczość uwielbiam bez wyjątku, od początku do końca. Nie mam najmniejszych zastrzeżeń do jakiejkolwiek piosenki. Co więcej, znam wszystkie teksty na pamięć, opisuję ich fragmentami ważne momenty, mogąc do każdej sytuacji dopasować odpowiedni cytat. Rolę jednego z takich bandów w moim życiu gra MGMT, amerykański skład zajmujący się psychodelicznym rockiem oraz indie popem spod znaku Foster the People, The Drums i innych. 

Debiutancki longplay The Management, Oracular Spectacular obfituje w energetyczne hity, które natychmiast przebiły się do mainstreamowych rozgłośni radiowych. Time to Pretend  tak bardzo spodobało się twórcom sztuki komercyjnej, że intro tego utworu usłyszymy w reklamie batonika Duplo, pomimo tego, iż jego tekst wyraźnie zniechęca do konsumpcji czegokolwiek (we'll choke on our vomit and that will be the end). Pierwszy singiel MGMT stanowi także element ścieżki dźwiękowej do bardzo dobrego amerykańskiego kryminału, 21 


Pierwszy krążek MGMT zawiera również takie kawałki jak diabelnie seksowny Electric Feel, ponadczasowy hymn młodzieży (The Youth) czy już niemalże kultowe Kids. Moje serce skradły jednak o wiele mniej popularne Pieces of What Weekend Wars. 


Na drugi studyjny album MGMT przyszło czekać fanom ponad dwa lata. I było warto, mimo iż nie odniósł on tak dużego marketingowego sukcesu jak pierwszy. Congratulations zawiera więcej bezładności, dźwiękowych halucynacji i urojeń. Zespół pokazuje swą ciemną, niezwykle mocną stronę poprzez takie utwory jak Someone's Missing czy Lady Dada's Nightmare. Najlepszym podsumowaniem tego wydawnictwa jest teledysk do It's Working. 



Gdy minęło kilka miesięcy od premiery Congratulations, moja muzyczna zachłanność zapragnęła jeszcze więcej pięknego głosu Andrew VanWyngardena, śpiewającego szorstkie teksty, w większości wychodzące spod pióra samego wokalisty. Ku mojej radości, zespół w kwietniu bieżącego roku wypuścił utwór zatytułowany Alien Days, który zapowiadał zdecydowanie najbardziej dojrzały i ambitny album MGMT. Natomiast na początku sierpnia zaprezentował klip do drugiego singla pochodzącego z tej płyty, Your Life Is A Lie. 


Oficjalna premiera trzeciego albumu MGMT (MGMT) odbędzie się 17 września, a więc jutro. Miałam okazję zapoznać się z nim już dzisiaj i po kilkakrotnym przesłuchaniu nie doszukałam się w tym perfekcyjnym wydawnictwie żadnego słabszego momentu. Wysublimowana twórczość chłopaków ponownie mnie zachwyciła i upewniła w przekonaniu, że MGMT są mistrzami, zarówno pod względem warstwy tekstowej i dźwiękowej, jak i w budowaniu niesamowitego nastroju. 
Najlepsze kawałki z tego krążka to przywołujący na myśl największe hity zespołu Plenty of Girls in the Sea i oderwany od rzeczywistości, transowy Cool Song No. 2. Brzmieniowo sporym zaskoczeniem okazał się dla mnie utwór pt. Introspection, swobodnie nawiązujący do beatlemanii. Na uwagę zasługuje także osaczający słuchacza chaos, uzyskany dzięki swoistemu nagromadzeniu przeszkadzajek, m.in. w A Good Sadness oraz I Love You Too, Death. Ów album to przede wszystkim kondensacja leniwych dźwięków, wśród których słowa płyną jakby mimochodem (Astro-Mancy, finałowy An Orphan Of Fortune).
Nowojorczycy już po raz trzeci dają się poznać jako niezwykle specyficzni, dziwni, niewpasowujący się w system jakichkolwiek kategorii Artyści. Każdy znajdzie coś dla siebie w ujmującym połączeniu psychodelicznej elektroniki ze słowami obezwładniająco wwiercającymi się w mózg. Gorąco polecam. Do wnikliwej kontemplacji, nie do krótkowzrocznego tańca.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz