2013/08/05

the important things are always simple





Przedostatni tydzień lipca obfitował w pozytywne zmiany. Po wielu dniach leniwie spędzonych na oglądaniu filmów i czytaniu książek, na przemian z karmieniem wiecznie głodnego kota, przyszedł czas na szybkie spakowanie się i zarezerwowanie biletów. Zwiastowało to spontaniczny wyjazd, który przekształcił się w najbardziej intensywnie przeżyte dwa tygodnie tych wakacji, będące kumulacją cudownych chwil, do których wracać będę wspomnieniami przez następne miesiące. 
W bagażu podręcznym Miguel Santana w magiczny sposób opowiadał zbożowym ciasteczkom o okolicznościach występowania śpiewu jaszczurów. Przeładowaną torbę podróżną wypełniały dźwięki pierwszego, zarejestrowanego w warszawskiej kamienicy najmniejszego koncertu świata. W słuchawkach Jeff Buckley tęsknie wirował w przedziwnym tańcu z Hope Sandoval. 
Kilka godzin później przytuliłam się do dwojga niewidzianych przeze mnie od dłuższego czasu osób, tak ważnych w moim życiu, że nie potrafię wyrazić w zwykłych słowach, jak bardzo tego potrzebowałam. Nie wspominając o tym, że do naszego spotkania doszło w okolicach, w których pragnę spędzić najbliższe lata swojego życia. Wśród stałych bywalców Tralalala Cafe, widowiskowych pokazów najpiękniejszej polskiej fontanny multimedialnej na Pergoli przy Hali Stulecia, ścieżek, na których spotkać mogę plakaty zapowiadające sztuki z udziałem Bartosza Porczyka. Najbardziej zielone miasto Polski, pełne czarujących kamieniczek i przyjaznych krasnali, czwarte w Europie pod względem liczby urokliwych mostów i kładek. Wiem, że moje miejsce jest właśnie tutaj.

Instytut Filologii Polskiej UWr, fot. Małgorzata Skibińska

Bliskość pamiętnych chwil sprawia, że słona ciecz samoistnie zbiera się w oczach. Bo jeśli choć przez kilka sekund ma się przy sobie wszystkie zawsze ważne rzeczy, jest co wspominać przez lata. Widzę wyraźnie wartość z pozoru banalnych momentów. Kupowania zbyt dużo niepotrzebnych rzeczy w sklepach, których nawet nie zamierzało się odwiedzić. Wielogodzinnego przemierzania Wrocławia w poszukiwaniu drogerii oferującej wyśniony odcień kredki. Poranków spędzonych w tramwajach, zapowiadających aktywnie spędzone dni, kończące się melancholijnymi powrotami nocnymi autobusami do przytulnego mieszkania. Poznawania każdego fragmentu placu uniwersyteckiego z naiwną radością dziecka. Uciekania w świat marzeń podczas spaceru w otoczeniu klimatycznych kawiarni. Wymieniania szczerych uśmiechów z przypadkowymi przechodniami. Bycia atrakcyjniejszym niż kiedykolwiek dzięki opaleniźnie i braku makijażu. Chodzenia boso, jedzenia pizzy na plaży, niedoskonałego odbijania piłki w chłodnej wodzie...



Mój błogi odpoczynek nie obędzie się bez dobrego jedzenia. Miks tego lata to lody Carte d'Or o smaku sernika z sosem malinowym oraz schłodzony, domowy mus czekoladowy z jagodami. Nie sposób zapomnieć o delikatnym cieście biszkoptowym z jagodami i bitą śmietaną, na które jak najszybciej muszę zdobyć przepis. Czy istnieje coś bardziej kojącego zmysły od zanurzania wafelków w espresso na zacienionym tarasie lub pieczenia owsianych ciasteczek z korzenną nutą? 
W pamięć zapadła mi orzeźwiająca, grejpfrutowa lemoniada z Pizza Hut oraz kosztowanie wyjątkowych słodkości ze znanej na całym świecie ciastkarni Cinnabon. Dyskusje na temat wyższości kanapek z Burger Kinga nad tymi z McDonalda czy też wspólne dokonywanie wyborów pomiędzy ostrymi specjałami oferowanymi przez orientalną restaurację Sevi Kebab a kubełkiem z KFC. 


na fotografii ukochanych naturalnych kosmetyków brakuje kilku rzeczy, m.in. zielonej świecy oraz kuli kąpielowych

Nigdy nie potrafię przejść obojętnie obok stoiska Organique. Cieszy mnie już samo staranne wybieranie perfekcyjnych kompozycji zapachów świec oraz olejków do masażu, kuli, soli, płynów i pudrów kąpielowych. Jako miłośniczka długiego wylegiwania się w wannie uwielbiam stopniowe zabarwianie się wody i subtelne natłuszczenie skóry, które poprzedza charakterystyczne musowanie produktu. Rozchodzenie się niezwykłych woni po całym domu jest jedną z najprzyjemniejszych chwil relaksu, na jakie można sobie pozwolić na co dzień. Przyznaję, że nie spocznę, dopóki nie wypróbuję wszystkich produktów tej marki, szczególnie tych o preferowanych przeze mnie aromatach (grecki, różowa guawa, wanilia i pomarańcza z chili). 

Ciekawym doświadczeniem było także uczestniczenie w 13. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Nowe Horyzonty, sponsorowanym przez T-Mobile. Najbardziej żałowałam, że nie wzięłam ze sobą aparatu, gdy jako jedna z setek (a może tysięcy?) osób zgromadzonych na wrocławskim Rynku oglądałam dramat społeczny pt. Nieulotne. To polsko-hiszpańska produkcja, której reżyserem i scenografem jest Jacek Borcuch, znany z filmu Wszystko, co kocham. Kino plenerowe wytworzyło niesamowitą więź pomiędzy widzami, którzy wypełnili wszystkie tarasy restauracji w centrum, siedzieli na ławkach lub, podobnie jak my, po prostu wygodnie leżeli na nagrzanym po upalnym dniu bruku. Nawet wyczuwalne napięcie w przełomowych momentach fabuły nie mąciło porozumiewawczej ciszy, pozwalając dzieciom słodko spać. Ubolewam nad tym, że nie udało mi się uwiecznić tego niezapomnianego widoku. 
 
Premierowy, nocny seans Obecności (reż. James Wan) w Magnoliowym Heliosie spotęgował mój strach przed specyficzną odmianą zabawy w chowanego. Nie będę rozwodzić się nad tym amerykańskim horrorem, dodam jedynie, że jako iż nie jest on tylko wytworem wybujałej ludzkiej wyobraźni, w najbliższym czasie przygotuję recenzję tegoż filmu.


2 komentarze: