2013/08/14

i'm lost to a love that's a mile wide




Minęło kilka tygodni od premiery tego wspaniałego krążka. Postanowiłam poddać próbie czasu ogrom mojego zachwytu nad niezwykłością odczuwania psychicznego uniesienia i... uzależniłam się od Wagi Miłości Editorsów.

Uzależniłam się od fenomenalnego teledysku do Formaldehyde - utworu, którego dźwięki na stałe splotły się z moimi myślami. Od Toma, który czułym szeptem swego cudownego głosu tłumaczy mi, What Is This Thing Called Love. Od pełnych pasji, tętniących nieskrywanym romantyzmem akustycznych wykonań Honesty. Od zarażającego szczerym uśmiechem, niepowtarzalnego entuzjazmu przebijającego przez strofy A Ton Of Love. Od chwili refleksji nad tym, czy byłabym w stanie polubić pajęczaki, gdyby miały więcej niż jedno serce (Two Hearted Spider). Od lekkości zapowiadającej dobry dzień piosenki The Weight. Od depresyjnego smutku (Nothing), unikalności paradoksalnych tekstów (Sugar), przypływu uderzającej energii (Hyena). Od oczyszczającego duszę katharsis (Bird Of Prey) i rozdzierającej serce melancholii (The Phone Book).

Uzależniłam się od delikatnych płatków białej, niewinnej róży, dających schronienie prawdzie o miłości. I tak dobrze mi z tym...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz