2013/06/26

free me from your spell


niebieski rower w zielonym garażu  
Wielki Boże
byłbym tak szczęśliwy
gdybyś zechciał
odrdzewić piętno skończoności


na przekór witam wakacje muzyką końca lata


2013/06/24

everybody needs somebody to die for


W każdym z nas tkwi pragnienie przeżycia nieszczęśliwej miłości. Jesteśmy w stanie bardzo wiele znieść, byleby doświadczyć rozrywającego serce bólu rozstania, łez nieopisanej tęsknoty, rąk trzęsących się z bezsilności, smutku, który drżąco łamie głos. 
Z powodu niewytłumaczalnej logicznie żądzy fatalnego zauroczenia niejeden człowiek pochował coś cudownego na cmentarzu ambicji.


i nikt z nas jak dotąd nie spostrzegł, że
ta łódź od dawna już płynie do góry dnem
po rozległych bezdrożach wzburzonych mórz
nikt z nas nie spostrzegł, ta łódź od dawna tonie już


rzuceni w otchłań szalejących fal
bez złudzeń, by nowy nas świt ocalić mógł


Nie byłabym sobą, gdybym nie zamieściła tu długo oczekiwanego, premierowego utworu jednej z najbliższych mojemu sercu polskich wokalistek. Rozbitkowie w pięknym stylu zapowiadają powrót wielkiej artystki. Nie sposób uwolnić się od tych kilku strof autorstwa Edyty Bartosiewicz. Czekam z utęsknieniem na album Tam, dokąd zmierzasz. Jestem pewna, że warto było zachować cierpliwość, bo piętnaście lat przerwy w nagrywaniu (ostatnie wydawnictwo Edyty to Wodospady z listopada 1998 r. bez wątpienia wpłynęło oczyszczająco na twórczość warszawianki. Na szczęście, mimo gwałtownych, mało optymistycznych zmian na krajowym rynku muzycznym, nie poddała się ona komercji, czego wyrazem jest najnowszy singiel.




2013/06/19

life can always start up anew



but there is really nothing, nothing we can do
love must be forgotten, life can always start up anew 
we'll choke on our vomit and that will be the end
we were fated to pretend


Najpierw znajdujesz kogoś. Obojętnie gdzie i nieważne kiedy. Naturalnie, im mniej odpowiednią osobę, tym lepiej. Następnie idealizujesz wszystko, co z nią związane. Ubóstwiasz każdy jej gest, czcisz wypowiadane słowa. Również przemyślenia cynicznie burzące wypracowywany przez lata wewnętrzny ład. Krytykę skierowujesz na siebie, obwiniając się o podejrzliwość, egocentryzm, niewdzięczność. Usilnie bagatelizujesz drobne wady, nie dostrzegasz cieni kryjących się za blaskami nieprzeciętnego charakteru. 
Z każdym dniem coraz bardziej nie zasługujesz na przyjaźń osoby, która daje tak wiele od siebie, wymagając niewiele w zamian. Pogrążasz się w samoniezadowoleniu, żałosnej poniżejprzeciętności. Powtarzasz jak mantrę, że ten ktoś jest inny. Poświęca twoim wariactwom cały swój wolny czas, wspiera w wyprawach dookoła lasu, rozumie doskonale urok spędzania letnich nocy na pogrążonym w deszczu tarasie. Nie wspominając o tym, że podziela twą miłość do kołyszących się na hamaku resztek popołudniowego słońca. 
Gdy przyjdzie krytyczny moment, jedno niemądre zdarzenie czy nierozważna decyzja, przyłapujesz się na oskarżaniu go o całe zło wszechświata. Wypominasz szereg potknięć, żałujesz chwil wspólnie spędzonych na przywoływaniu cytatów z ulubionych powieści, nieprzespanych nocy, które jeszcze niedawno stanowiły o twoim ja. Pozorujesz pragnienie dialogu, wyciągając na wierzch wszelkie brudy. Nareszcie przejrzałeś na oczy. 
Przekrzykujesz ciche głosy wyrzutów sumienia, wpadając w samouwielbienie. Zaczynasz doceniać to, kim jesteś bez tej osoby. Wpadasz w sidła zastawione przez samego siebie, pułapkę dla nietrzeźwo spoglądających na świat. Należy szczerze współczuć niewinnemu człowiekowi, który mimowolnie padł ofiarą maniakalnej gloryfikacji. Podnosząc do rangi sacrum podmiot swych uczuć, z natury nieuleczalnie nieidealny, świadomie ranisz siebie. Wmawiasz sobie, że kiedyś byłeś szczęśliwy, że pewnego dnia coś się zmieniło, nie wiesz kiedy, ale odeszło bezpowrotnie. To nie jest niczyja wina, po prostu tak musi być. 
Nie nazywasz tego rozstaniem, lecz rozejściem się dwóch ścieżek biegnących w przeciwnych kierunkach, bo przecież nigdy nie byliście razem. Z definicji związek doskonały wymaga bowiem czegoś więcej.
Zawodzi wyrocznia delficka, twoja alfa i omega, yin i yang. Zawiniłeś beztroskim uprawianiem ukrytego ekshibicjonizmu. Zapomniałeś, że świat przypomina bukiet sztucznych kwiatów - nie pachnie, jest zawsze taki sam, nawet wtedy, gdy drobinki kurzu przysłonią jego kolory. Odrzuciłeś świadomość tego, że wszyscy są tutaj od czegoś uzależnieni, otaczają cię sami onieśmieleni holicy i fobicy z różnymi przedrostkami. Wmówiłeś sobie, że da się osiągnąć szczęście jedynie wtedy, gdy w głowie wytworzy się kłamliwe, pozornie nieskazitelne obrazy, do których nie pasuje żaden śmiertelnik. Nie próbowałeś ich urzeczywistnić. Łatwiej karmić się obłudą, rozczarowaniem home-made.


2013/06/12

i hope you find your dream





Dzisiejszy wieczór warto poświęcić Sir Sly, genialnemu trio z Los Angeles. Trzeba przyznać, że Landon Jacobs, Jason Suwito i Hayden Coplen bardzo dobrze selekcjonują muzyczne inspiracje. W ich twórczości łatwo dostrzec przemieszanie wpływów bandów takich jak Coldplay, Foster The People czy Maroon 5. Nie trzeba jednakże przepadać za wymienionymi zespołami, żeby dać się porwać klimatowi debiutanckiej EP-ki Sir Sly. Premiera owego minialbumu odbyła się 21 maja bieżącego roku. "Gold" uderza indie rockowym spokojem, idealnym wyważeniem syntezatorów i tajemniczych gitarowych ozdobników. Najprościej byłoby określić go jako melancholijny rock elektroniczny, w którym większy nacisk położony jest na łagodny wokal niż efekty specjalne. Zachęcam do zapoznania się z tymi kilkoma utworami ogólnodostępnymi w sieci. Zapewniam, że każdy odnajdzie w nich coś bliskiego sercu. Ja zakochałam się od pierwszego usłyszenia.








Sir Sly, I keep my fingers crossed for You 

2013/06/08

the unusual is somewhere near us


noc w małej torbie rozum śpi może gdzieś zaniesie w badaniach statystycznych błąd po to schylać się dziś upadam byś mogła boso tu trafisz przez przypadek szepty czarodziejów prosto z helu pode mną gdzieś w tym pięknym krajobrazie chwast jak wejdę na dach zapaść w sen za horyzontem  przestrzeń pełna słów nie wychodzi mi zupełnie nic wstydy i zachwyty wciąż błędy robię i cóż największe odkrycie od lat siedem życzeń czarnej płyty gorszy dzień go fuck yourself setki słów wyuczony tekst na próżno koniec świata dla ciebie jest najgłębsze z mórz nad ranem mucha w budyń nic nie stało się plama skaza w półsłowach myśl w codzienności jedna z przerw sen o tym samym znam to na pamięć  niebieski dom z małym oknem każdy lecz nie ja biec pod wiatr pod słońce w ręku zapałkę mam rzeką w tłumie zużyty płaszcz za duża przestrzeń kolorowe echo z lasu plamy koloru rdzy wszystko albo nic na końcu u mnie wrzask wybieram źle tę jedną widzę to i wiem mało powietrza tylko raz piasek w puch zapomnieć i zgubić się w tym serialowy śmiech nie jest takie proste wstaję i siadam rozejrzeć się cicho i spokojnie słyszę oddech a czasem deszcz śmiech szum wieje wiatr przestrzeń bez tchu tuż obok mnie księżyca szept ukradzione kwiaty wiśni niezwykłe jest gdzieś obok



przez długi czas wmawiałam sobie, że nie połączę tych kropek
przecież nie będę pisać po wkładce do TAKIEGO albumu
nie zniszczę dzieła stworzonego przez Myslovitz

nie wytrzymałam i... zrobiłam to
tłumaczę to sobie nakazem
w lewym górnym rogu

1.577 słów :)

2013/06/02

too blind to see anything



a ludzie dziewczynę wśród przekleństw gwałcili 
i włosy jej ścieli, i ręce spalili

powołał ją Pan 
na gnój*


Człowiek jest samozwańczą istotą ludzką.
Jego etyczność zależy od wysokości stawki zaproponowanej za przekroczenie granic.  
Człowiek to bukiet sztucznych kwiatów.
Stek wzajemnie wykluczających się bzdur podany w zawoalowany sposób.  
Człowiek zaprzecza stworzeniu.
Jego egzystencja jest niezgodna z teorią ewolucji.
Posiadanie pleców skutkuje zanikiem kręgosłupa moralnego. 
Człowiek ma prawo być nieznany i niewybitny.
Człowiek nie jest przystosowany do porywania się na wieczność.

*Święty Szymon Słupnik, Stanisław Grochowiak