2013/05/31

when were you happy? (and how long has that been)


Laura Marling, 23-letnia brytyjska artystka folkowa i była dziewczyna lidera grupy Mumfords & Sons, wydała w tym roku swój najbardziej dojrzały, czwarty już album studyjny. Premiera "Once I Was An Eagle" odbyła się 27. maja 2013 roku, a więc cztery dni temu. Owa wokalistka sprawnie operuje kontraltem - wszechstronnym, rozległym głosem o rzadko spotykanej, szczególnie w Europie, bardzo dużej skali (ponad trzy oktawy). Najnowsze wydawnictwo utalentowanej Brytyjki z Hampshire zawiera szesnaście niezwykle emocjonalnych, akustycznych ballad, których przesłuchanie skutkuje ponad godziną relaksu. 


Pełną liryzmu twórczość Laury charakteryzuje przemieszanie długich dźwięków z krótszymi oraz mało rozbudowana linia melodyczna, pozwalająca skupić się na tęsknym wokalu o przyjemnej, ciepłej barwie. Historie opowiadane mocnym, wibrującym wokalem nierzadko bardziej przypominają mowę niż śpiew. Artystka w swych tekstach koncentruje się na relacjach międzyludzkich, głównie damsko-męskich. Mimo młodego wieku wie zaskakująco dużo o nieidealnych związkach. Zadaje zatem mnóstwo naładowanych uczuciami pytań, umiejętnie wyciągających na wierzch całą intymność codzienności, rozliczając się ze swym światem wewnętrznym. Specyficzna zabawa modulacją głosem w większości utworów łączy się z rytmicznymi dźwiękami gitar oraz rozmywającymi się bębnami. Ciekawość budzi gwałtowne zakończenie niektórych kawałków czyli nietypowy brak outro przy wyjątkowo rozbudowanym, kreującym niecodzienny klimat intro. 
"Once I Was An Eagle" jest niesamowicie nocnym albumem. W wyjątkowo melancholijny nastrój, któremu nie sposób się oprzeć, wprowadza już pierwszy utwór pochodzący z tego krążka - Take The Night Off.  We wzmocnionym delikatną elektroniką dialogu z ukochanym (I Was An Eagle) artystka porównuje siebie do orła, który wzniósł się ponad gołębia, symbolizującego niedoszłego mężczyznę jej życia. You Know prezentuje bardzo duże możliwości wokalne Laury, której żadnej trudności nie sprawia łagodne przechodzenie od niskich do wysokich dźwięków - mruczenie nie wyklucza obecności mistrzowskich, długich wokaliz, będących w zasięgu Brytyjki. 
Wystarczą pierwsze dźwięki Breathe, bym mogła uhonorować ją największym komplementem, jaki może paść z moich ust w stosunku do artystki reprezentującej płeć piękną – momentami kojarzy mi się z cudowną Olivią Bouyssou Merilahti, moim niedoścignionym muzycznym ideałem. Niekiedy jednak Laurze bliżej do Leigh Nash z Sixpence None The Richer czy Dolores O’Riordan, irlandzkiej wokalistki wykonującej akustyczne wersje szlagierów The Cranberries. 
Najnowsze wydawnictwo osobliwej panny Marling promuje singiel Master Hunter, do którego nakręcono tajemniczy teledysk.


W nagraniu zatytułowanym Little Love Caster nostalgicznemu nuceniu towarzyszą mocno zaznaczone gitary. Abstrakcyjną dzikością, która w zderzeniu z zamglonym wokalem tworzy tajemniczy, transowy klimat, uderza natomiast Devil's Resting Place. Poza tym na wspomnienie zasługuje Interlude, zaledwie dwuminutowa kompozycja instrumentalna, wypełniona niepokojącymi dźwiękami skrzypiec. 
Najbardziej optymistycznym i zarazem najmocniej rozbudowanym pod względem melodycznym jest kawałek Where Can I Go?, w którym Laura beztrosko śpiewa o dorastaniu i istotnych wyborach, jakie stoją przed każdym młodym człowiekiem. Już sam tytuł trzynastego nagrania, When Were You Happy? (And How Long Has That Been), skłania każdego wrażliwego słuchacza do egzystencjalnych przemyśleń. Z pewnością również z jego serca popłyną sugestywne prośby do opiewanego przed laty przez trubadurów uczucia, które zawiera piosenka Love Be Brave.
Wyśpiewywane przez Laurę słowa nie potrzebują skomplikowanego podkładu muzycznego, by dotrzeć głęboko. Minimalizują siedzącą głęboko w nas agresję, generując wewnętrzny spokój, który pozwala skupić się na fundamentalnych sprawach. "Once I Was An Eagle"  to ciekawy, godny uwagi krążek, choć nie jest to oferta poszerzająca w drastyczny sposób moje horyzonty muzyczne. Prawdą jest, że wiele artystek przed Laurą sięgało po podobne klimaty. Jednakże mimo to myślę, że często będę wracała do tego albumu, ponieważ to nie wina jego autorki, że narodziła się w dobie postmodernizmu. Nie bez znaczenia jest także fakt, że słucham owego wydawnictwa siedząc na balkonie, gdzie otacza mnie rozchodzące się w orzeźwiająco chłodnym powietrzu pohukiwanie sowy oraz niespiesznie zachodzące słońce, którego promienie otulają rozmyte kontury budynków w iście impresjonistycznym stylu.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz