2013/05/07

four legs good, two legs bad


Miło mi móc z tak ogromną pewnością stwierdzić, że przeżywam jedne z najciekawszych dni mojego dotychczasowego życia. Wręcz namacalnie, niemal fizycznie czuję, jak z każdą sekundą umacniam się coraz bardziej w zachwycie nad światem i wszystkimi obecnymi gdzieś na nim istnieniami. Staram się nie dostrzegać wokół siebie fali mniej lub bardziej upostaciowanego zła, wcielonego w życie okrucieństwa. Nie mogę jednak pozostawić bez komentarza cierpienie cudownych, niepowtarzalnych stworzeń nie tylko w cyrkach, ale
i w ogrodach zoologicznych. Mam świadomość tego, że dla wielu z nich jest to ostatnia deska ratunku przed zniknięciem z powierzchni Ziemi, aczkolwiek owa piękna idea już dawno się wypaliła, a jej realizacja przypomina raczej ironiczne piekło niż obiecany niegdyś raj. Wiele unikatowych zwierzątek wiedzie swój kruchy żywot w licznych rezerwatach przyrody, przystosowanych możliwie jak najlepiej do ich naturalnego środowiska. Przykładem mogą być pandy, których większość osobników przebywa
na utworzonych specjalnie do tego celu chronionych terenach w Chinach. Faktem jest,
że nie uda nam się zobaczyć tych osobliwych ssaków w Europie w minimalistycznych klatkach, uniemożliwiających najprostsze formy zbawiennego dla zdrowia ruchu, lecz
czy powinniśmy przedkładać nasze kilkuminutowe przyjemne wrażenie wzrokowe
nad wolność tych, którzy nie mogą złożyć zażalenia?

Cóż, świata nie odmienię, przejdę zatem do przyjemniejszych aspektów ogrodów zoologicznych. Wiele osób uważa najstarsze w Polsce ZOO we Wrocławiu za najpiękniejsze. Po odwiedzeniu również kilku innych, m.in. w Gdańsku, Krakowie
i Warszawie, mogę z czystym sumieniem podpisać się pod tym stwierdzeniem.
Obecnie trwa budowa największego Afrykarium-Oceanarium w Europie, więc
konieczne było przesiedlenie niektórych okazów, ale bynajmniej nie odebrało
to uroku temu miejscu.

Podczas tegorocznej majówki we wrocławskim zoo roiło się od reprezentantów wszystkich grup wiekowych - zaopatrzonych w aparaty fotograficzne rodziców
z uradowanymi dziećmi, starszych pań odpoczywających na ławeczkach pod klatkami
mniej drapieżnych osobników czy korzystających ze środowej zniżki studentów.
W trakcie przechadzki po zoo z przerażeniem obserwowałam walkę na śmierć i życie toczoną przez pawiany masajskie o chrupki zrzucane przez osoby cierpiące na powszechną ślepotę, objawiającą się niezauważaniem tabliczki zabraniającej dokarmiania zwierząt. Rozbawił mnie widok szczerze zszokowanego turysty na wieść o tym, iż strusie umierają od spożywania chleba. Poza tym refleksję wzbudziły we mnie niedożywione wilki, które przypominały wychudzone wiejskie kundle. Na pierwszy rzut oka dało się zauważyć wady zamknięcia całego stada w niewoli. Jedynie samiec alfa posiadał odrobinę tłuszczu - zapewne przechwytywał najsmaczniejsze kąski podczas karmienia przez pracowników ogrodu. Praktycznie niedostrzegalne były natomiast mięśnie, które powinny wytworzyć się podczas polowań w zajmowanych przez dzikie wilki lasach o dużych przestrzeniach. Odczułam smutek na widok bielików zamkniętych w niewielkiej, osiatkowanej klatce, przez którą mogą obserwować żyjące na wolności wróble.

Ciekawym doświadczeniem było znalezienie się w gorącej i wilgotnej, jedynej w kraju czynnej przez cały rok Motylarni pełnej egzotycznych owadów znajdujących się w różnych stadiach rozwoju. Dowiedziałam się także, jak wygląda zwierzę o wdzięcznej nazwie tapir anta. Mój zachwyt jako miłośniczki wszelkiej fauny wzbudziło zachowanie większości mieszkańców wrocławskiego zoo, m.in. tygrysów sumatrzańskich, słoni azjatyckich, kotików afrykańskich, maluchów zamieszkujących Dzieciniec, kuców szetlandzkich oraz osiołka Poitou z Rancza, fenków, surykatek, lam, alpak i gwanako, lemurów katta czy też muflonów.

Mój kilkugodzinny spacer uwieńczony został olbrzymią porcją lodów (w tym tych o smaku Rafaello i Kinder Country) w Tralalala Cafe, włoskiej kawiarni, której liczni klienci nie boją się nawet kolejek sięgających na taras Galerii Italiana. Poniżej sporo starannie wyselekcjonowanych pamiątkowych zdjęć z Ogrodu Zoologicznego we Wrocławiu:
















































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz