2013/03/31

there's nothing left to add


Przeraża mnie uczuciożerczy czas.
Boję się skutków przynoszonych przez kosmiczną szybkość jego upływu.

Każdego dnia spotykamy wielu ludzi.
Nieświadomie ocieramy się o komplikację ich osobowości.
Chłoniemy niezrozumiałości wnętrz.

Żyjemy cynicznie, żyjąc własnym życiem.
Tryskamy obojętnością. Zarażamy bezwstydem.
Depczemy leżące na bezimiennych ulicach trupy skrupułów.

Chełpiący się wrażliwością na ciszę szeleszczących szeptów.
Dostrzegający cienie mglistych ulotności.

My – liczba mnoga skazana na monoistnienie.



2013/03/28

make your life your own



„You've achieved success in your field
when you don't know whether
what you're doing is work or play"

(Warren Beatty)



Tego wieczoru pozwolę sobie na oczyszczenie myśli dzięki odrobinie psychicznego ekshibicjonizmu. Odważnie ogłoszę światu, że pragnę samodzielności, przejawiającej się ciągłym udoskonalaniem swojego wnętrza i otoczenia. Nigdy nie zgodzę się na podporządkowanie własnego życia ciepłej, dającej stabilizację posadzce w korporacji, która pała nienawiścią do kreatywności, gasząc w zarodku wszelkie przejawy indywidualizmu.

Tak, jestem humanistką. Posiadam niemodną, mało prestiżową osobowość. Zgodnie
z naturą zodiakalnej Panny starannie opracowałam plan swej polonistycznej edukacji,
nie bacząc na prognozy rynku pracy. Całą swą zawodową przyszłość planuję związać ze sztuką. Zrobię wszystko, żeby czuć się wolnym, kolorowym ptakiem, świadomym tego,
że realizując marzenia z dzieciństwa, rozwinął swoje skrzydła w odpowiednim momencie
i wśród stosownych ludzi.

Czerpię siłę i wiarę w to, że mogę odnieść sukces (i nie pracować w najlepszym wypadku
w hipermarkecie) prosto z kosmosu. Gwiazdy mówią mi, że posiadanie tytułu absolwenta szkoły wyższej na jakimkolwiek "przyszłościowym" kierunku, nawet technicznym nie gwarantuje dobrze płatnej i satysfakcjonującej pracy. Moje istnienie jest ciągłą walką
z rzeczywistością, która wpaja mi, że kierowanie się kłamliwymi statystykami jest w stanie zagwarantować godny byt. Ja jednakże wiem, że szczęście zależy od tego, czy w pewnej chwili było się w stanie zaryzykować i zostać specjalistą w interesującej nas dziedzinie. Żmudne zdobywanie encyklopedycznej wiedzy nie przyniesie żadnych efektów, nie osiągniemy pożądanego celu, jeśli samo dążenie do niego nie będzie nas pasjonowało.

Piszę to z myślą o osobach, których karierę zaplanowali rodzice zanim ich dzieci przyszły na świat. Piszę, gdyż w swoim siedemnastoletnim sercu czuję potrzebę uzmysłowienia wszystkim, że mają prawo być wyjątkowym, ufać, iż właśnie im uda się zrobić coś dla nich ważnego, pomimo braku akceptacji ze strony środowiska. Nie obawiajmy się śmieszności, dezaprobaty najbliższych z powodu obierania nieprzetartych szlaków, krętych ścieżek, których zakończenie widzimy jedynie my sami. Ach, życie byłoby tak piękne, gdyby każdy realizował swoje marzenia, a nie tylko mówił o nich z ledwie słyszalną tęsknotą w głosie...

2013/03/24

guide has died


Niegdyś źle wykorzystane wyrażenia wczynają rebelię. Nieodpowiednio wyeksploatowane słowa,
będące w rozsypce wbrew swej woli, przygniatają moje skrzydła. Nie wzlecę ponad ramy czasowe.
Pozbawione magicznej spontaniczności zasady pisowni wciąż będą nieznośnie wirować, trzymając
w ryzach wewnętrzny chaos.

Skradnę prawa autorskie, przearanżuję medialną papkę, podpiszę cyrograf.
Odtworzę zastygłe schematy, odgrzeję nieciekawe kotlety, sygnowane moim nazwiskiem.
Zrobię remake przywłaszczonego dzieła, zainspiruję się zdefraudowanym umysłem.
W dobie postmodernizmu uczynię plagiat, przetworzę coś starego w nic nowego.
Należy odrzucić istnienie paralelizmu kulturowego.
Jesteśmy nędznymi odtwórcami geniuszu.
P
rzekształcamy kryształową sztukę we wstrętną komercję.

Grzebiemy we wnętrznościach zakrzepłych ideałów.
W XXI wieku nie ma artyzmu. Jest rzemieślnictwo.


2013/03/16

nihil enim lacrima citius arescit






Aura planu, potrójnie sennie w środku marca. Ja w mroźnej zasadzce, osaczona przez przyziemność przeszywającego wiatru. Śnieżna statystka z twarzą pokrytą lodowymi łzami, którym coraz trudniej spłynąć.

Przyjemnie byłoby uwierzyć w składane samej sobie obietnice, by móc jeszcze częściej odliczać dni do przełomowych momentów, pięknych chwil, które już nigdy się nie powtórzą. Wspomnienia snują się po głowie przeraźliwie tupiąc, nieprzerwanie zwracają uwagę na swą wyjątkowość, pochłaniają powietrze, którym oddycha codzienność.
Ich delikatne ostrza wkłuwają się w pospolitość ciała, docierając do głębi marazmu.
Nie potrafię przestać myśleć o dotkliwości wewnętrznego bólu, złapać pełnego oddechu, wyartykułować tych wszystkich schematów, podporządkowujących moje istnienie niewygodnym terminom, bezowocnemu wykonywaniu obowiązków oraz realizacji niesatysfakcjonujących planów.

Świat stworzony dla mnie jest senną marą, nierzeczywistością, doskonałym marzeniem. Czasem boję się, że jego realizacja byłaby zbezczeszczeniem urojonej idei, tym bardziej cudownej, im bardziej nieosiągalnej. Chciałabym zaryzykować. Móc jak najszybciej zidentyfikować swoje nadrzędne cele, włączając oziębłą przestrzeń we własną strefę płomiennych pragnień. Sprawić, żeby ciche nocne tramwaje zawsze zatrzymywały
się pod odpowiednią kamienicą, w której oknie czeka ktoś, kto poprzysiągł swoją
obecnością koić rozszalałe zmysły. I słowa dotrzyma.




2013/03/11

just say yes!


30 czerwca ubiegłego roku uczestniczyłam w obchodach kulturalnego święta miasta Tarnowa, czyli  corocznie organizowanych „Zdaerzeniach”. Jako support gwiazdy wieczoru (Myslovitz) wystąpił zespół SAYES.


Piszę o tym dlatego, że dziś dotarła do mnie przesyłka od interesującego trio chłopaków
z Tarnowa. Właśnie słucham piosenek z drugiej EP-ki zespołu („2012”), zawierającej
takie utwory jak: „Ostatni raz”, „Na dnie”, „Ludzkie przypadki”, „Salem 2012” oraz „Uczucia”. Ten minialbum to niecałe 20 minut bardzo dobrej muzyki, na którą składają
się przyciągające uwagę teksty i alternatywno-rockowy klimat. Inspirację dla twórczości
muzyków stanowią m.in. grupy Placebo, Snow Patrol, Queens Of The Stone Age, U2, Radiohead, Interpol oraz Editors.



Uczniowie tarnowskiej Szkoły Muzyków Rockowych w 2009 roku połączyli swoje siły, tworząc formację SAYES.W skład bandu wchodzą bracia Kamil (gitara, wokal) i Mateusz (perkusja) oraz Szymon (bas).



Kamil Juszczyk (21 l.), wokalista i gitarzysta bandu, swoją przygodę muzyczną
rozpoczął w wieku 14 lat. Jest frontmanem grupy i autorem tekstów, pisze także
muzykę. Studiuje inżynierię akustyczną na krakowskim AGH, a w wolnym czasie
poświęca się swojej drugiej pasji – kuchni.

Kamil założył SAYES ze swoim bratem, Mateuszem Juszczykiem.
18-letni uczeń klasy maturalnej o profilu teatralnym udziela się na perkusji.

Szymon Dulęba (21 l.) gra w zespole na gitarze basowej.
Studiuje także wychowanie fizyczne na PWSZ w Tarnowie.

„Świat uwodzi nas” jest najnowszym singlem autorstwa chłopaków.
Promuje debiutancki album, którego premiera odbędzie się wiosną bieżącego roku.


SAYES próbuje obecnie swoich sił w emitowanym przez Polsat talent show.
Ich występ można było zobaczyć w drugim odcinku castingowym piątej edycji
Must Be The Music. Nie muszę chyba wspominać, że chłopaki otrzymali 4x TAK
i pozytywne opinie wszystkich jurorów, którzy prześcigali się w komplementach
(„genialni!”, „fantastyczni!”, „super frontman!”). Kora pożegnała ich okrzykiem:
„Wszystko jest cudowne, niech żyje młodość!”, Łozo ucieszył się, ponieważ:
„W końcu coś! Jest werwa i chęć bycia na scenie”, pani Zapendowska pochwaliła
muzyków za niebanalne teksty i to, że „wszystko się zgadzało”, zaś Adam Sztaba
już nie może się doczekać kolejnego spotkania z SAYES.




Ja natomiast trzymam kciuki za dotarcie chłopaków do finału, a przede wszystkim za to,
żeby ich energia i radość ze wspólnego grania przełożyły się na sukces debiutanckiej płyty,
pierwszego teledysku i pierwszej dużej trasy koncertowej.




2013/03/08

trapped in a bubble


Pękają nieosiągalne mury niezwyciężonych bastylii.
Trwożliwie chybotają się niezachwiane prawidła.
Alfabet staje pod znakiem zapytania.
Następuje krystalizacja zwątpienia w każdą wypowiedzianą sylabę,
rozwarstwienie przesłania zaplatanych w gęstwinie płytkich oddechów słów.
Dogmaty trafia szlag, uniwersalne wzorce marnieją, bledną i więdną.
Wierzę w coraz mniej tego, co stworzone jest do obdarzenia zaufaniem.

Zapomniałam dawno jak to jest odczuwać piękno bezwzględnej pewności.
Łatwo jest bezpiecznie podążać za zdecydowanymi głosami szemrzącymi
w chaotycznym umyśle. Trudność zaś stanowi hołdowanie mętnym myślom,
pokładanie nadziei w obłąkanym echu, ledwo słyszalnym w grobowej ciszy
zgnilizny upadłego otoczenia.

W rzeczywistości nic nie jest zapisane w apatycznie poruszających się wbrew
swojej woli gwiazdach. Ciała niebieskie nie są powiernikami naszych tragedii,
indywidualnych historii. Należy zatem zmienić, oddać, przewartościować,
zniszczyć, wykorzenić, zmiażdżyć wszystko. Ocalić tylko motyle.



what doesn't hurt - is not life; what doesn't pass - is not happiness


2013/03/01

sometimes escape is the best idea


Postępująca, chorobliwa meteopatia dyktuje mi tryb życia. Ma moją codzienność za niczym nieograniczony warsztat, stworzony do realizacji bzdurnych i tragicznych w skutkach zamierzeń.
Z góry skazana na porażkę, podejmuję próby zatrzymania nieautentycznie szybko upływającego czasu. Zastanawiam się, jak wiele jeszcze mogę się o sobie dowiedzieć i nauczyć dzięki popełnianym błędom. Jest mi zarazem dziwnie lekko i ciężko w środku. Chciałabym być nigdzie i wszędzie, wcale i zawsze, nierealnie i przyziemnie. Jest za wcześnie i za szybko na nic i cokolwiek.

Pragnę widzieć w tarczy słońca, która z trudnością przedziera się przez raniące do krwi me dłonie
kraty, skupisko połyskujących najszczerszym złotem pręcików kwiatów, pachnących tylko dla mnie.
Dostrzegać w blasze dachów przemysłowych maleńkie zielenie skrzydełek Motyli Królowej Aleksandry. Odczuwać w obecności betonowych sufitów i ścian, które niebezpiecznie się kurcząc, pozostawiają mi coraz mniej tlenu, ekstazę zmysłów wywołaną zapachem chłodnego deszczu. Jego iryzujące krople spływają po wadliwych nadgarstkach, skrępowanych sznurem coludziepowiedzości.
 
Kuriozalnym wspomnieniom akompaniuje nocna cisza. Zaufałam jej łagodnym ramionom,
które kołysząc moją bezbronną, cielesną powłokę, napełniają umysł tuzinem urojonych celów.
Nie opieram się otwarciu na świat siedliska nielogicznych uczuć i niezrozumiałych pragnień,
nie bronię przed poddaniem księżycowemu blasku pospolitej brzydoty wnętrzności mej psyche.

Skrajnie wyczerpana psychiczno-fizycznie za najodpowiedniejszą rozrywkę uznaję rzucanie
nieodgadnionego spojrzenia w pustą przestrzeń i współistnienie z relaksującymi dźwiękami.
Dostępuję łaski niespokojnych rozmyślań, tworzenia wywołujących dreszcz podniecenia
scenariuszy, niekompletnych i nieidealnych historii z bad endem.

Tym razem podzielę się z Wami jednym z najpiękniejszych klipów, jakie miałam okazję obejrzeć
podczas trwania mej zmuszonej do bierności egzystencji. Wsłuchana w doskonałe słowa płynące
z ust artysty, odrętwiała, odrealniona, oderwana od otoczenia, jednocześnie podróżuję tramwajem
z Tomkiem, pociągiem z Przemkiem, siedzę także w milczącym, bezpiecznym fotelu samochodu Wojtka. Na cztery minuty i dziewiętnaście sekund ustępuje czarno-biały zamęt w pełnej dziwnych
myśli głowie. Jest HD, jest pięknie. Przyjaźń z szarym trójkątem kwitnie.