2013/02/23

revolt of a flower against its roots


Całym swoim jestestwem niecierpliwie oczekuję wiosennych poranków, mnogości zroszonych płatków stokrotek, nieśmiałych śpiewów wielobarwnych ptaków i cichego trzepotu ich skrzydeł w delikatnych promieniach słońca. A tymczasem w mojej głowie...

Najgorsza to jest rzecz, kiedy człowiek nic nie robi, a tylko o swoich biedach myśli!
Eliza Orzeszkowa, Nad Niemnem

Prawdopodobnie to, co teraz przeczytasz, rzuci zupełnie inne światło na myśli przekazywane przeze mnie w owianych zapomnieniem postach, których puentę przykrył kurz, oraz pozostałych, mających wkrótce nadejść. Zajęta marzycielskim spoglądaniem w niebo chmurne, pełne niespokojnych kłębów niosących burzliwe potoki zapomnianych łez, co dzień, nierozsądnie, acz mimowolnie wkraczam bez ostrzeżenia na jezdnię wypełnioną strumieniami rozpędzonych aut i siedzących w nich rozpędzonych ludzi. Przez tak długi czas śmiałam nazywać siebie idealistką, że pozwoliłam na naturalną obecność otoczki romantyczności, którą niektórzy być może mylili ze zbyt często szklącą się perlistymi łzami
w moich oczach wrażliwością. 
Oznajmiam więc, biorąc za świadków towarzyszy mych nieraz wykluczających się wzajemnie, wewnętrznie sprzecznych przemyśleń, że romantyczką jestem, jednakże mającą niewiele wspólnego z historyczną epoką, co do której wciąż dotyka mnie niepewność, gdyż doprawdy nie wiem, więcej przyniosła ona dobrego czy też złego? 
Przypuszczalnie kontrowersje wzbudzi odrobinę paradoksalne stwierdzenie, iż przedkładam poetyczność pozytywizmu nad prozę sentymentalizmu. Dosyć mam wszechobecnej hiperbolizacji doświadczonych krzywd, wyolbrzymiania logicznie niewytłumaczalnych cierpień, psychicznej słabości bezkrytycznie wierzących we własną wyjątkowość, zadufanych w sobie, egocentrycznych i narcystycznych bohaterów, którzy potrafią wyłącznie pięknie mówić o brawurowych dokonaniach. Puste słowa, mające rzekomo na celu podkreślenie ogromnej wartości duszy człowieka, a będące tak naprawdę próbą dowiedzenia jedynie własnej doskonałości, nie czynią ich niepowtarzalnymi. Nie zasługują oni na ziszczenie się snu o podniebnym locie, wzniesieniu powyżej przeciętność, tworzoną przez pospolitość nieczułości ich serc oraz obojętny stosunek do otoczenia. 
Uwielbiam ponadczasowość ukazywanych przez pozytywistycznych twórców realnych problemów, wzruszające opisy heroicznych czynów. Siła tkwiąca we wspólnym dochowywaniu wierności obyczajom i tradycji, szlachetny sposób myślenia ówcześnie żyjących krzewicieli altruizmu sprawiają, że czytając obszerne powieści rozczulam się niemalże tak bardzo, jak przy pierwszym kontakcie z opowieścią o dziejach Lampo, który upodobał sobie podróże koleją. 
Głupstwem jest utrzymywanie, iż szerzący oświatę i kult pracy nie znają wagi uczuć. Irytację wzbudza we mnie zachwyt nad błędnym pojmowaniem istoty człowieczeństwa, salonowymi flirtami, chwilowymi miłostkami, poszukiwaniem artyzmu i poetyczności w zdobywaniu efemerycznej wzajemności nieosiągalnych kochanek. Dopiero pozytywiści zwrócili uwagę na potęgę prawdziwej, wiecznej miłości. Do podejmowania mozolnego wysiłku potrzebowali stałej, dającej wsparcie obecności ukochanej osoby. Pewność słuszności dokonywanych wyborów i obieranych dróg, świadomość swych oczekiwań wobec świata dawała im pragnienie nieprzemijającego złączenia się z kimś, nie oczekując majątku i marnotrawiących czas wygód, lecz szczęścia w ubóstwie. 
Dlaczegóż to najbardziej urzekająca ma być ciemność w malowniczym, mrocznym lesie, którego widok przypomina pejzaż przedstawiający dziką, nieokiełznaną i dynamiczną naturę, umiłowaną przez pokolenie wieszczów? Więcej emocji wzbudza we mnie księżycowa poświata obejmująca swoimi bezpiecznymi skrzydłami wracających z pól i sadów, wycieńczonych trudem egzystencji chłopów, którzy czerpią energię z możliwości kontaktu z życiodajną glebą.

obraz Ernesta Walbourna

Oświadczam zatem publicznie, iż jestem romantyczną pozytywistką, lubującą się w tajemniczości i nastrojowym pięknie, dostrzegającą jednakowoż różnicę pomiędzy egoistycznym skupianiem się na sobie a istnieniem autentycznych przeciwności losu. 
Nie jest czymś nadzwyczajnym podróżowanie po świecie w poszukiwaniu ekscytujących doznań. Sztuką jest natomiast umiejętność dzielenia się cudem, jakim jest nie zawsze przyjemna codzienność. Chciałabym być przekonana, że w razie konieczności ludzie mi współcześni odważyliby się na walkę z popowstaniową rzeczywistością, nie utraciliby swej godności będąc zwyciężonym.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz