2013/02/18

let me be a sea sand beneath your feet


Mógłbym godzinami przyglądać się pieprzykowi w kształcie serca na Twoim prawym ramieniu. Widzieć niewyraźny zarys Twej drobnej sylwetki w odbiciu lustra pastelowej toaletki w sypialni. Patrzeć jak na zziębnięte dłonie naciągasz zbyt duży sweter z logo Marks & Spencer, mając nieodgadniony wzrok zatopiony w odległej przestrzeni. Móc dostrzec senne mieszanie łyżeczką z delikatnie wyżłobioną rękojeścią parującej zawartości porcelanowej filiżanki, niemalże tak kruchej jak Ty. Chciałbym zawieszony gdzieś w Twej rzeczywistości być powietrzem, które pieści każdy oddech łagodnie zarysowanych ust, nieświadomie przygryzanych w niespokojnych chwilach. 
Pragnę ochronić Twój świat przed moim. Pragnę sprawić, byś nie musiała nieustannie kryć pełnej rozpoetyzowanych snów głowy w szarym kapturze, zagłuszać ich piękno niewyraźnymi dźwiękami, płynącymi z obklejonego reklamowymi naklejkami, wysłużonego odtwarzacza mp3 przez jaskrawopomarańczowe słuchawki. Pragnę dać Ci radosne spojrzenie uśmiechniętych oczu w taki sposób, byś nie zauważyła mojej obecności. Nie chcę, byś znów odprowadziła mnie do hermetycznych drzwi swojego uniwersum pełnym dumy wzrokiem, obawiając się uzależnienia od silnych ramion. Zupełnie nierozsądnie, bez ustanku stąpasz po płonącej lawie, nie bacząc na moje obawy, iż morze płynnego ognia przestanie zastygać w odpowiednim momencie. 
Chciałbym być stróżem tajemnicy Twojego pełnego niepotrzebnych przedmiotów przytulnego pokoju na ostatnim piętrze starego, drewnianego domu ze skrzypiącymi schodami i nieszczelnymi oknami. Już dawno przestałem oczekiwać czegokolwiek w zamian za wieczne oddanie stosowi Twych niezrozumiałości. Mogę liczyć jedynie na uszlachetniającą naukę niewinnego uczucia kosztem powstrzymywania swych żądz.




Poznaliśmy się sześć lat temu na plaży w Playa del Carmen, gorącej niczym meksykańska quesadilla z grillowanym kurczakiem i guacamole. Pomimo czarnych, ruchomych plamek przed oczami, powstałych w wyniku niemiłosiernie palącego słońca, zauważyłem szczupłe kostki wyłaniające się spod letniej sukienki w etniczne wzory. Dominujące w niej kolory ziemi podkreślały zaróżowione policzki, a długie ciemnobrązowe włosy upięte w klasyczny kok ginęły pod kapeluszem z dużym rondem. Gwałtownie zapragnąłem musnąć ustami miękkie pasemko, które niepostrzeżenie wysunęło się z coraz bardziej bezładnej fryzury, lądując na subtelnym obojczyku. 
Wyobrażałem sobie, że każdy fragment Twego zmysłowego ciała smakuje jak czekolada z chilli. Natychmiast wskoczyłem do chłodnej wody, by choć na moment ostudzić rozpalone myśli. Nie wiedziałem kim jesteś ani czy kogoś masz. Rozpaczliwie pożądałem Twej proporcjonalnej sylwetki spowitej ciepłą, bladoczerwoną poświatą niespiesznie zachodzącego słońca. Chciałem byś dotykała mnie swymi długimi, smukłymi palcami, zakończonymi przypominającymi płatki róż paznokciami. 
Gdy wyszedłem z wody, poczułem się jak dzieciak, który nie potrafi zdobyć się na trwający zaledwie sekundę pocałunek w pucułowaty policzek swej pierwszej miłości z przedszkola. Wziąłem głęboki oddech, zebrałem w sobie resztki odwagi i już kierowałem się w Twoją stronę, by zaproponować orzeźwiającego drinka w przybrzeżnej, oszklonej restauracji, kiedy Ty z gracją wstałaś, uprzednio otrzepując z białego piasku swe filigranowe stopy i wsuwając je w sandały na stabilnym obcasie. 
Niczym desperat dogoniłem oddalające się leniwie spełnienie mych dotychczas nierealnych marzeń. Powiedziałem coś bardzo głupiego, nagle zapominając o starannie przemyślanych wyrażeniach, które mogłyby zrobić dobre wrażenie na kobiecie tak wyjątkowej jak Ty. Uderzyła mnie słodkość zapachu Twej eleganckiej szyi, bezbronne spojrzenie wywołało we mnie niekontrolowany przypływ czułości, a widok rozchylonych, aksamitnych ust, kryjących rząd śnieżnobiałych zębów miał w sobie coś erotycznego. Nasze głosy bezwiednie zniżyły się do szeptu, wypowiadane słowa lekko wirowały, splatając się ze sobą. 
Oboje kryliśmy w sobie wiele niespodzianek, nie umieliśmy jednak obdarować się nimi w odpowiedni sposób. Z każdym spotkaniem miałem w głowie coraz więcej planów, na których realizację nie byłaś gotowa. Zadawałem mnóstwo pytań, gorączkowo pragnąc odpowiedzi. Tak bardzo chciałem wiedzieć, na co z Twojej strony mogę liczyć w przyszłości, że o wszystkim mówiłem w liczbie mnogiej, snując fantazje o stanowieniu z Tobą jednego, harmonijnego organizmu. Swą natarczywością zraniłem beztroską unikatowość, nieumyślnie podejmując próbę zabicia Twej niezależności.
Mam świadomość tego, co zrobiłem źle i jak bardzo Cię tym skrzywdziłem.
Teraz wiem, jak mógłbym to naprawić.

Pozwól mi być morskim piachem u Twych stóp, a gdy umrze ptak odwiedź ze mną jego grób.
Zanim powiesz nie, błagam, zastanów się, by zapach włosów Twych ozdabiał każdy mój świt.




3 komentarze:

  1. comandante18/2/13 18:15

    Jest to najlepszy tekst jaki kiedykolwiek napisałaś Agatko... Czułem się jakbym był na tej plaży i to wszystko obserwował ... Obyś nigdy nie przestała pisać, bo uważam, że Twój styl jest na tyle oryginalny i wciągający, że z pewnością odniesiesz ogromny sukces w tym co robisz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy20/2/13 17:38

    No więc, chciałam rzec, że jestem zauroczona i kompozycją bloga, i treściami, i nastrojem, jaki na nim panuje.
    Mam drobną uwagę techniczną do tego wpisu, mianowicie dotyczącą zapisu zaimków osobowych wielką literą. Generalnie w tekstach literackich tego się nie robi. Taki zapis wynika z zasad grzecznościowych i zarezerwowany jest raczej dla korespondencji bezpośredniej, także w mailingu. Nawet tam jednak, choć zapisując "Ciebie", "Ty", wielką literą, podkreślamy żywiony dla odbiorcy szacunek, to już zaimek, który jedynie wskazuje własność powinniśmy zapisać literą małą, jak np: "twój zegarek", "jego pomysł", bowiem w tej roli zaimek odnosi się do przedmiotu, zaś szacunek okazujemy ludziom, nie przedmiotom.
    I jak napisałam wyżej, funkcja podkreślenia wagi osoby, do której się zwracamy, nie występuje raczej w tekstach literackich. Na kartach prozy taki zapis uważa się zazwyczaj za błąd, o ile nie jest wynikiem dodatkowego zabiegu stylistycznego.

    Pozdrawiam serdecznie,
    wołsza ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz :)
      Jeśli chodzi o zaimki osobowe to masz absolutną rację. Zdaję sobie sprawę z tego, że pisownia z wielkiej litery jest charakterystyczna dla korespondencji, chciałabym jednak zaznaczyć, że ten tekst ma zarówno nadawcę, jak i adresata, dlatego też jest najzwyklejszym listem.
      Początkowo ów post miał formę opowiadania, ale celowo przekształciłam go w list, którego puentą jest piosenka Myslovitz (jako iż w dzień publikacji 41. urodziny miał Wojciech Powaga, gitarzysta tego zespołu i autor tekstu piosenki).
      Podsumowując, to był zamierzony zabieg, aczkolwiek dziękuję za spostrzegawczą uwagę :)

      Usuń