2013/02/23

revolt of a flower against its roots


Całym swoim jestestwem niecierpliwie oczekuję wiosennych poranków, mnogości zroszonych płatków stokrotek, nieśmiałych śpiewów wielobarwnych ptaków i cichego trzepotu ich skrzydeł w delikatnych promieniach słońca. A tymczasem w mojej głowie...

Najgorsza to jest rzecz, kiedy człowiek nic nie robi, a tylko o swoich biedach myśli!
Eliza Orzeszkowa, Nad Niemnem

Prawdopodobnie to, co teraz przeczytasz, rzuci zupełnie inne światło na myśli przekazywane przeze mnie w owianych zapomnieniem postach, których puentę przykrył kurz, oraz pozostałych, mających wkrótce nadejść. Zajęta marzycielskim spoglądaniem w niebo chmurne, pełne niespokojnych kłębów niosących burzliwe potoki zapomnianych łez, co dzień, nierozsądnie, acz mimowolnie wkraczam bez ostrzeżenia na jezdnię wypełnioną strumieniami rozpędzonych aut i siedzących w nich rozpędzonych ludzi. Przez tak długi czas śmiałam nazywać siebie idealistką, że pozwoliłam na naturalną obecność otoczki romantyczności, którą niektórzy być może mylili ze zbyt często szklącą się perlistymi łzami
w moich oczach wrażliwością. 
Oznajmiam więc, biorąc za świadków towarzyszy mych nieraz wykluczających się wzajemnie, wewnętrznie sprzecznych przemyśleń, że romantyczką jestem, jednakże mającą niewiele wspólnego z historyczną epoką, co do której wciąż dotyka mnie niepewność, gdyż doprawdy nie wiem, więcej przyniosła ona dobrego czy też złego? 
Przypuszczalnie kontrowersje wzbudzi odrobinę paradoksalne stwierdzenie, iż przedkładam poetyczność pozytywizmu nad prozę sentymentalizmu. Dosyć mam wszechobecnej hiperbolizacji doświadczonych krzywd, wyolbrzymiania logicznie niewytłumaczalnych cierpień, psychicznej słabości bezkrytycznie wierzących we własną wyjątkowość, zadufanych w sobie, egocentrycznych i narcystycznych bohaterów, którzy potrafią wyłącznie pięknie mówić o brawurowych dokonaniach. Puste słowa, mające rzekomo na celu podkreślenie ogromnej wartości duszy człowieka, a będące tak naprawdę próbą dowiedzenia jedynie własnej doskonałości, nie czynią ich niepowtarzalnymi. Nie zasługują oni na ziszczenie się snu o podniebnym locie, wzniesieniu powyżej przeciętność, tworzoną przez pospolitość nieczułości ich serc oraz obojętny stosunek do otoczenia. 
Uwielbiam ponadczasowość ukazywanych przez pozytywistycznych twórców realnych problemów, wzruszające opisy heroicznych czynów. Siła tkwiąca we wspólnym dochowywaniu wierności obyczajom i tradycji, szlachetny sposób myślenia ówcześnie żyjących krzewicieli altruizmu sprawiają, że czytając obszerne powieści rozczulam się niemalże tak bardzo, jak przy pierwszym kontakcie z opowieścią o dziejach Lampo, który upodobał sobie podróże koleją. 
Głupstwem jest utrzymywanie, iż szerzący oświatę i kult pracy nie znają wagi uczuć. Irytację wzbudza we mnie zachwyt nad błędnym pojmowaniem istoty człowieczeństwa, salonowymi flirtami, chwilowymi miłostkami, poszukiwaniem artyzmu i poetyczności w zdobywaniu efemerycznej wzajemności nieosiągalnych kochanek. Dopiero pozytywiści zwrócili uwagę na potęgę prawdziwej, wiecznej miłości. Do podejmowania mozolnego wysiłku potrzebowali stałej, dającej wsparcie obecności ukochanej osoby. Pewność słuszności dokonywanych wyborów i obieranych dróg, świadomość swych oczekiwań wobec świata dawała im pragnienie nieprzemijającego złączenia się z kimś, nie oczekując majątku i marnotrawiących czas wygód, lecz szczęścia w ubóstwie. 
Dlaczegóż to najbardziej urzekająca ma być ciemność w malowniczym, mrocznym lesie, którego widok przypomina pejzaż przedstawiający dziką, nieokiełznaną i dynamiczną naturę, umiłowaną przez pokolenie wieszczów? Więcej emocji wzbudza we mnie księżycowa poświata obejmująca swoimi bezpiecznymi skrzydłami wracających z pól i sadów, wycieńczonych trudem egzystencji chłopów, którzy czerpią energię z możliwości kontaktu z życiodajną glebą.

obraz Ernesta Walbourna

Oświadczam zatem publicznie, iż jestem romantyczną pozytywistką, lubującą się w tajemniczości i nastrojowym pięknie, dostrzegającą jednakowoż różnicę pomiędzy egoistycznym skupianiem się na sobie a istnieniem autentycznych przeciwności losu. 
Nie jest czymś nadzwyczajnym podróżowanie po świecie w poszukiwaniu ekscytujących doznań. Sztuką jest natomiast umiejętność dzielenia się cudem, jakim jest nie zawsze przyjemna codzienność. Chciałabym być przekonana, że w razie konieczności ludzie mi współcześni odważyliby się na walkę z popowstaniową rzeczywistością, nie utraciliby swej godności będąc zwyciężonym.


2013/02/21

walkin' on down the road again


Jako iż lubię w zszarzałych czeluściach Internetu odnajdywać nieśmiało wyglądające zza ton komercji, dobrze rokujące talenty, chciałabym wspomnieć Wam dziś o kimś ciekawym. Jakiś czas temu na grunge forum odkryłam odnośnik do niezłego kawałka, którego od tamtego czasu słucham kilka razy dziennie. Trzeba przyznać, że utwór Down The Road Again niesamowicie wpada w ucho, czasami nawet przyłapuję się na nuceniu jego melodyjnego refrenu.



Zaintrygowana pełną melancholii balladą rockową spróbowałam znaleźć coś więcej na temat jej autora, tajemniczego Macka, całkowicie alternatywnego muzyka, którego wciąż jeszcze amatorska twórczość wyrasta z klimatycznego undergroundu. Zdobyłam jego debiutancką EP-kę (Pissing Against The Wind) nagraną samodzielnie w domowym zaciszu przy użyciu zwykłego mikrofonu oraz laptopa, skontaktowałam się z Maćkiem mailowo i stwierdziłam, że muszę o tym napisać.

27-letni Maciej Trenka-Wawrzyniak pisze teksty w języku angielskim, które idealnie komponują się z autorską warstwą instrumentalną, tworzoną przez gitarę akustyczną oraz klasyczną. Solową działalność rozpoczął niedawno, gdyż wcześniej udzielał się w kilku śląskich zespołach. Obecnie muzykowaniem zajmuje się jedynie w wolnym czasie, traktując nagrywanie piosenek jako hobby. Warto wspomnieć, że ukończył on szkołę muzyczną w klasie gitary i pianina. 
Czy współczesny polski show-biznes jest w stanie zaoferować coś dobrego artyście takiemu jak Mack? Nie mam pojęcia, ale komuś, kto słucha Nicka Drake'a, Boba Dylana czy Audioslave wróżę dobrą przyszłość i wierną grupę słuchaczy, do których należę i ja. Czekam na nowe utwory i trzymam kciuki za jak najszybsze wkroczenie Macka na mainstreamowy rynek muzyczny.

Pod tym linkiem dostępny jest minialbum Maćka zatytułowany Inside Out.

2013/02/18

let me be a sea sand beneath your feet


Mógłbym godzinami przyglądać się pieprzykowi w kształcie serca na Twoim prawym ramieniu. Widzieć niewyraźny zarys Twej drobnej sylwetki w odbiciu lustra pastelowej toaletki w sypialni. Patrzeć jak na zziębnięte dłonie naciągasz zbyt duży sweter z logo Marks & Spencer, mając nieodgadniony wzrok zatopiony w odległej przestrzeni. Móc dostrzec senne mieszanie łyżeczką z delikatnie wyżłobioną rękojeścią parującej zawartości porcelanowej filiżanki, niemalże tak kruchej jak Ty. Chciałbym zawieszony gdzieś w Twej rzeczywistości być powietrzem, które pieści każdy oddech łagodnie zarysowanych ust, nieświadomie przygryzanych w niespokojnych chwilach. 
Pragnę ochronić Twój świat przed moim. Pragnę sprawić, byś nie musiała nieustannie kryć pełnej rozpoetyzowanych snów głowy w szarym kapturze, zagłuszać ich piękno niewyraźnymi dźwiękami, płynącymi z obklejonego reklamowymi naklejkami, wysłużonego odtwarzacza mp3 przez jaskrawopomarańczowe słuchawki. Pragnę dać Ci radosne spojrzenie uśmiechniętych oczu w taki sposób, byś nie zauważyła mojej obecności. Nie chcę, byś znów odprowadziła mnie do hermetycznych drzwi swojego uniwersum pełnym dumy wzrokiem, obawiając się uzależnienia od silnych ramion. Zupełnie nierozsądnie, bez ustanku stąpasz po płonącej lawie, nie bacząc na moje obawy, iż morze płynnego ognia przestanie zastygać w odpowiednim momencie. 
Chciałbym być stróżem tajemnicy Twojego pełnego niepotrzebnych przedmiotów przytulnego pokoju na ostatnim piętrze starego, drewnianego domu ze skrzypiącymi schodami i nieszczelnymi oknami. Już dawno przestałem oczekiwać czegokolwiek w zamian za wieczne oddanie stosowi Twych niezrozumiałości. Mogę liczyć jedynie na uszlachetniającą naukę niewinnego uczucia kosztem powstrzymywania swych żądz.




Poznaliśmy się sześć lat temu na plaży w Playa del Carmen, gorącej niczym meksykańska quesadilla z grillowanym kurczakiem i guacamole. Pomimo czarnych, ruchomych plamek przed oczami, powstałych w wyniku niemiłosiernie palącego słońca, zauważyłem szczupłe kostki wyłaniające się spod letniej sukienki w etniczne wzory. Dominujące w niej kolory ziemi podkreślały zaróżowione policzki, a długie ciemnobrązowe włosy upięte w klasyczny kok ginęły pod kapeluszem z dużym rondem. Gwałtownie zapragnąłem musnąć ustami miękkie pasemko, które niepostrzeżenie wysunęło się z coraz bardziej bezładnej fryzury, lądując na subtelnym obojczyku. 
Wyobrażałem sobie, że każdy fragment Twego zmysłowego ciała smakuje jak czekolada z chilli. Natychmiast wskoczyłem do chłodnej wody, by choć na moment ostudzić rozpalone myśli. Nie wiedziałem kim jesteś ani czy kogoś masz. Rozpaczliwie pożądałem Twej proporcjonalnej sylwetki spowitej ciepłą, bladoczerwoną poświatą niespiesznie zachodzącego słońca. Chciałem byś dotykała mnie swymi długimi, smukłymi palcami, zakończonymi przypominającymi płatki róż paznokciami. 
Gdy wyszedłem z wody, poczułem się jak dzieciak, który nie potrafi zdobyć się na trwający zaledwie sekundę pocałunek w pucułowaty policzek swej pierwszej miłości z przedszkola. Wziąłem głęboki oddech, zebrałem w sobie resztki odwagi i już kierowałem się w Twoją stronę, by zaproponować orzeźwiającego drinka w przybrzeżnej, oszklonej restauracji, kiedy Ty z gracją wstałaś, uprzednio otrzepując z białego piasku swe filigranowe stopy i wsuwając je w sandały na stabilnym obcasie. 
Niczym desperat dogoniłem oddalające się leniwie spełnienie mych dotychczas nierealnych marzeń. Powiedziałem coś bardzo głupiego, nagle zapominając o starannie przemyślanych wyrażeniach, które mogłyby zrobić dobre wrażenie na kobiecie tak wyjątkowej jak Ty. Uderzyła mnie słodkość zapachu Twej eleganckiej szyi, bezbronne spojrzenie wywołało we mnie niekontrolowany przypływ czułości, a widok rozchylonych, aksamitnych ust, kryjących rząd śnieżnobiałych zębów miał w sobie coś erotycznego. Nasze głosy bezwiednie zniżyły się do szeptu, wypowiadane słowa lekko wirowały, splatając się ze sobą. 
Oboje kryliśmy w sobie wiele niespodzianek, nie umieliśmy jednak obdarować się nimi w odpowiedni sposób. Z każdym spotkaniem miałem w głowie coraz więcej planów, na których realizację nie byłaś gotowa. Zadawałem mnóstwo pytań, gorączkowo pragnąc odpowiedzi. Tak bardzo chciałem wiedzieć, na co z Twojej strony mogę liczyć w przyszłości, że o wszystkim mówiłem w liczbie mnogiej, snując fantazje o stanowieniu z Tobą jednego, harmonijnego organizmu. Swą natarczywością zraniłem beztroską unikatowość, nieumyślnie podejmując próbę zabicia Twej niezależności.
Mam świadomość tego, co zrobiłem źle i jak bardzo Cię tym skrzywdziłem.
Teraz wiem, jak mógłbym to naprawić.

Pozwól mi być morskim piachem u Twych stóp, a gdy umrze ptak odwiedź ze mną jego grób.
Zanim powiesz nie, błagam, zastanów się, by zapach włosów Twych ozdabiał każdy mój świt.




2013/02/16

extremely important history of Seattle Sound – part two


Powoli umacniam się w przekonaniu, iż uporczywe poszukiwanie okruchów
pełni szczęścia w najbardziej prozaicznych przedmiotach, odkopywanie śladów
niezapomnianych momentów, odnajdywanie zaplątanych w pościeli fragmentów
niedokończonych snów oraz wyczuwanie cieni przyspieszonych oddechów skutkuje
jedynie napływem bezsilnej tęsknoty. Niestety, mam świadomość, że jej siła jest w stanie
sparaliżować wszelkie moje wysiłki, kolejne próby pomnożenia małości mej aktywności
w wymiarze fizyczno-psychicznym. Przedstawiam wam zatem po dwóch absorbujących
tygodniach mej nieobecności kolejny odcinek muzycznej podróży.

cd.

Soundgarden, Buzz Osborne, Kurt Cobain & Krist Novoselic, Matt Cameron

 Fecal Matter



Pierwszy zespół Kurta Cobaina, którego współzałożycielem był Dale Crover, a basistą Buzz Osborne
z The Melvins. Band istniał zaledwie rok. Zwieńczeniem pracy muzyków było nagranie w Seattle
w grudniu 1985 Illiteracy Will Prevail, które do tej pory nie zostało oficjalnie wydane (jedynie utwór
pt. Spank Thru znalazł się na kompilacji grupy Nirvana). Owo demo jest tzw. „białym krukiem”
poszukiwanym przez fanów Nirvany, bowiem wszystkie 16 piosenek napisał i nagrał sam Kurt.
Młody Cobain porozsyłał płytę swoim znajomym i ludziom z branży. Szczególnie zależało mu
na opinii Krista Novoselica, który po przesłuchaniu nagrania zgodził się rozpocząć współpracę,
mającą przynieść obojgu rzeszę fanów.


The Melvins



Gdy w lutym 1986 r. rozpadło się Fecal Matter, byli członkowie bandu, Dale Crover i King Buzzo
nagrali swoją pierwszą EP-kę jako Melvins. Obaj od 1980 roku stanowią trzon tej grupy, wspierani
przez wielokrotnie zmienianych gitarzystów basowych. Warto wspomnieć, iż w pierwotnym składzie
zespołu znajdował się Matt Lukin, basista Mudhoney, a Kurt Cobain uważał się za wielkiego fana
Melvins, dla którego przed założeniem z Croverem Fecal Matter pracował jako kierowca i tragarz.

Jako iż na przestrzeni kilkudziesięciu lat członkowie zespołu inspirowali się wieloma różnymi
grupami, nie da się jednoznacznie skategoryzować charakteru ich muzycznej działalności.
Spektakularne improwizacje oparte na ciężkim, szybkim i skomplikowanym brzmieniu,
połączone ze specyficznym poczuciem humoru sprawiają, iż utwory Melvins posiadają
cechy muzyki eksperymentalnej.
 
Zespół odniósł największy sukces w latach 90. jako podopieczny wytwórni Atlantic Records.
Wkrótce jednak, jakojego członkowie noszą w sercu muzykę alternatywną, odciął się od
mainstreamu. Powrócili do Amphetamine Records, pojawiając się ponownie w podziemiu,
co pociągnęło za sobą jeszcze bardziej kreatywną współpracę. Jako klasyka undergroundu
Melvins lubują się w niebanalnych występach, więc w 2006 roku przyjęli do zespołu nowego
członka. Coady Willis jest leworęczny, co daje sposobność stworzenia na scenie efektu lustra
przy użyciu dwóch zestawów perkusyjnych.
 
Dyskografia The Melvins zawiera kilkadziesiąt pozycji, w tym 21 albumów studyjnych,
12 koncertowych i 10 kompilacji. Grupa muzyków tworzy nieprzerwanie od ponad 30
lat, dając fanom mieszankę wielu gatunków, przede wszystkim grunge’u i sludge metalu.

 

The U-Men



Brudny proto-grunge prosto z Seattle. Zespół działał w latach 1981-1989, stając się prekursorem
tworzącym grunt dla późniejszych bandów z Waszyngtonu, które miały zaistnieć poza granicami
stanu. Ciekawostką jest fakt, że ich menadżerką była Susan Silver, była żona Chrisa Cornella,
która kierowała także grupami Soundgarden, Screaming Trees i Alice in Chains.

Utwór Dig It A Hole pochodzi z jedynego albumu studyjnego The U-Men, Step on a Bug.




Skin Yard & Gruntruck


Twórczość zespołu Skin Yard przypada na lata 1985-1992. Nigdy nie odnieśli sukcesu komercyjnego,
jednak znacznie wpłynęli na najpopularniejsze grunge’owe bandy. Przez dwa lata współpracowali
z Mattem Cameronem, perkusistą zespołów Soundgarden i Pearl Jam. Przy okazji warto wspomnieć,
iż Matt będąc 13-letnim chłopcem grał z kolegami covery jako grupa Kiss, jednakże niebawem zostali
oskarżeni przez menadżera zespołu KISS o plagiat i musieli się rozstać. Ponadto Cameron jest autorem
jednego z największych popisów perkusyjnych wszech czasów (utwór Jesus Christ Pose z trzeciego albumu Soundgarden).



W podobnym składzie (zespół posiadał wielu perkusistów) wydali kilka albumów, niemniej jednak
wokalista bandu, Ben McMillan, założył w 1989 roku z pierwszym bębniarzem Skin Yard, Scottem
McCullumem, grupę Gruntruck. W swojej twórczości łączyli metal i punk. Zaistnieli jako najczęściej
obecny na trasach koncertowych support Alice in Chains. Zespół rozpadł się w 2002 roku, wkrótce
zmarł na cukrzycę jego frontman, Ben. Krążą pogłoski, że istnieje wiele nieopublikowanego materiału
nagranego przez Gruntruck podczas ostatnich lat działalności.

 

 

 Soundgarden



Jest to jeden z czterech zespołów wchodzących w skład Wielkiej Czwórki z Seattle. Zespołów, które zaistniały pomimo braku wytwórni zainteresowanych muzyką undergroundową, wyrosłą z buntu
wobec dysproporcji pomiędzy bogatymi a biednymi stanami USA. Z chęcią poświęciłabym im dużo więcej miejsca niż kilka linijek, biorąc pod uwagę fakt, że Chris Cornell to genialny głos o skali ponad czterech oktaw, znajdujący się na czwartym miejscu listy najlepszych wokalistów wszechczasów według magazynu Hit Parader. Christopher jest muzykiem posiadającym bardzo różnorodną twórczość, która związana jest między innymi z The Shemps, Soundgarden, Audioslave, Temple of the Dog czy Alice Mudgarden, nie wspominając o karierze solowej i innych pobocznych projektach. Cornell ma za sobą współpracę z Alice in Chains (przy albumie Sap), Carlosem Santaną (Whole lotta love z repertuaru Led Zeppelin), Slashem (Promise) oraz Alice Cooperem (wokal wspomagający w kilku utworach z krążka The Last Temptation).
Soundgarden z Susan Silver, menadżerką zespołu i żoną wokalisty

Grupa Soundgarden została założona w 1984 roku przez gitarzystę, perkusistę i wokalistę Chrisa Cornella, basistę Hiro Yamamoto  oraz Kima A. Thayil’a, kompozytora i gitarzystę prowadzącego, posiadającego tytuł naukowy w dziedzinie filozofii. Muzycy zaczerpnęli nazwę zespołu od rzeźby, a raczej artystycznej instalacji dźwiękowej, stojącej w Magnuson Park w Seattle, pod którą często spotykał się Kim ze swoją dziewczyną.

Szybko zorientowali się, że żaden wokalista szanującego się bandu nie gra jednocześnie na perkusji. Zatrudnili zatem Scotta Sundquista, dzięki którego obecności Chris mógł stać się prawdziwym frontmanem. Wkrótce Scotta zastąpił Matt Cameron, ówczesny bębniarz Skin Yard.
 


Pierwsze płyty Soundgarden utrzymane są w stylu heavy metalowym – zespół znajduje się
w czołówce najlepszych grup hard rockowych, zajął także drugie miejsce w plebiscycie na
najcięższy zespół w historii, zorganizowanym przez magazyn Revolver. Pozostałe krążki cechują
się łagodnym i melodyjnym alternatywnym brzmieniem. Muzyka charakterystyczna dla grupy
opiera się na mrocznych riffach gitarowych, gwałtownych solówkach, nienagannym wyszkoleniu
technicznym w postaci wysokiego wokalu Cornella i rozbudowanej sekcji rytmicznej.

Pierwsi oddani fani odwrócili się od Soundgarden, gdy muzycy podpisali kontrakt z dużą wytwórnią
i wyruszyli w trasę z Guns N’ Roses, łamiąc tym samym reguły garażowego punku. Wzrost popularności
skutkujący ogromnym sukcesem komercyjnym, w tym nagrody Grammy m.in. za teledysk do Black
Hole Sun
będący hitem MTV, sprawiły pogorszenie atmosfery oraz narastanie konfliktów pomiędzy
muzykami. Po zakończeniu trasy z Metallicą zespół udał się na trasę promującą najnowszy album,
Down on the Upside. Podczas ostatniego koncertu w Honolulu 9 lutego 1997 roku Ben Shepherd
sfrustrowany awarią dźwięku rzucił swoją gitarą basową w publiczność, po czym zszedł ze sceny.
Za kulisami doszło do ostrej kłótni, a nawet rękoczynów pomiędzy basistą a Kimem Thayilem,
podczas gdy Cornell i Cameron w duecie dokończyli set. Dwa miesiące po tym zdarzeniu grupa
ogłosiła zakończenie swej działalności z powodu wewnętrznych sporów.
Perkusista Matt Cameron stwierdził, że „zespół został pożarty przez show-biznes”.

 

Na szczęście, wiele lat później okazało się, że istnieje płaszczyzna porozumienia pomiędzy członkami Soundgarden. Bilety na pierwszy koncert po reaktywacji rozeszły się w kilkanaście minut. W kwietniu 2010 roku zespół wystąpił jako „Nudedragons”, pod szyldem będącym anagramem Soundgarden. Rok później muzycy oficjalnie zapowiedzieli wydanie nowego krążka. Kim Thayil powiedział w wywiadzie, że zależy im na wydaniu ekscytującej płyty, mającej mniej pierwiastków grunge’owych i metalowych. Listopad ubiegłego roku przyniósł King Animal, najnowszy album studyjny, na którego premierę fani oczekiwali z niecierpliwością kilkanaście lat. Przyznaję, bałam się, że się zawiodę zbeszczeszczeniem klasyki ważnego dla mnie nurtu muzycznego, jednakże nic takiego nie miało miejsca.
Soundgarden są nadal w świetnej formie.




Nirvana



Zespół, którego zna każdy dzięki wyjątkowemu wokaliście. Na czym polega fenomen Cobaina?
Wydaje mi się, że chodzi tu o szczerość, prawdziwe, piękne słowa, niezwykle emocjonalny głos.
Charyzmatyczny frontman Nirvany zmarł młodo i w tragicznych okolicznościach podczas punktu
kulminacyjnego swojej kariery, dołączając do Klubu 27 i pozostając już na zawsze legendą wraz z
Jimim Hendrixem, Janis Joplin, Brianem Jonesem, pierwszym liderem The Rolling Stones czy
Jimem Morrisonem.
 

Kurt Cobain urodził się w 1967 roku i od najmłodszych lat interesował się muzyką. Zainspirowany
twórczością Beatlesów, grup KISS czy Black Sabbath, założył swój pierwszy zespół - Fecal Matter.
Gdy poznał w kościele baptystów Krista Novoselica, w głowie zakiełkował mu pomysł stworzenia
czegoś nowego, zupełnie innego od poprzedniej formacji. Miało to miejsce dwa lata później,
w 1987 roku w Aberdeen, rodzinnym mieście Cobaina. Od tamtej pory Kurt i Krist współpracowali
z wieloma perkusistami. Jednymi z nich byli Dale Crover z Melvins i Dan Peters z Mudhoney,
zaś ostatnim i najbardziej kojrzonym z Nirvaną okazał się być Dave Grohl, późniejszy założyciel
Foo Fighters.
Muzycy po wydaniu pierwszego albumu studyjnego, Bleach, nie byli do końca zadowoleni ze
swej pracy, mimo iż stał się on hitem prowincjalnych rozgłośni radiowych. Kurt miał powiedzieć,
że bardzo się cieszy, ponieważ początkowe wyładowywanie agresji zaczyna przekształcać się
w tworzenie piosenek opowiadających o konfliktach w związkach i uczuciach.


Po nagłym zerwaniu kontraktu z Sub Pop, grupa podpisała umowę z wytwórnią DGC Records,
której do tej pory najlepiej sprzedanym albumem pozostał Nevermind Nirvany z 1991 r. (26 mln
egzemplarzy). Rezultaty nagrań w Los Angeles były niesatysfakcjonujące dla członków zespołu.
Również po wielokrotnym miksowaniu materiału nie byli oni zadowoleni z „gładkiego brzmienia
Nevermind”. Wydaniu krążka towarzyszyły stosunkowo niewielkie działania promocyjne z powodu
niskiego budżetu kampanii reklamowej. Mimo tego, album zajął pierwsze miejsca na listach przebojów
w kilku państwach na świecie, osiągnął również pierwszą pozycję na liście Billboard 200, zastępując
dzieło Michela Jacksona, Dangerous. Singiel Smells Like Teen Spirit emitowany był niemalże bez
przerwy w radiu i muzycznej telewizji, a towarzyszący mu teledysk nie schodził z anteny MTV.
Wobec medialnego szumu wokół Nirvany zespół uważał, że wizja artystyczna oraz przekaz utworów
zostały źle zinterpretowane przez odbiorców, zatem skupili się oni w pełni na tworzeniu muzyki.



Życie prywatne Kurta obejmowało poślubioną w lutym 1992 liderkę zespołu Hole, Courtney Love,
oraz córkę, Frances Bean Cobain, która urodziła się w sierpniu tego samego roku. Zespół z powodu
zmęczenia nie rozpoczął kolejnej trasy koncertowej, zagrał jedynie kilka kameralnych występów
jesienią 1992 roku. Wszędzie roiło się od plotek na temat możliwości rozwiązania zespołu wskutek
domniemanego słabego stanu zdrowia Cobaina. Wokalista więc, kilka dni po narodzinach Frances,
dla żartu podczas Reading Festival wjechał na scenę na wózku inwalidzkim, po czym wstał i razem
z resztą grupy wykonał spektakularny show, który stał się jednym z ich najsłynniejszych koncertów.

Kurt i jego córka, Frances Bean Cobain
Kilka dni później zespół wystąpił na rozdaniu MTV Video Music Awards. Dyrektorzy stacji byli zszokowani próbnym wykonaniem nieopublikowanego wcześniej utworu - Rape Me. Zabronili
grupie zagrania go pod groźbą usunięcia występu zespołu i jego teledysków z anteny. Po długiej
dyskusji zdecydowano, że Nirvana zagra swój najnowszy singiel, Lithium. Zaraz po rozpoczęciu
koncertu, Kurt nagle zmienił rytm i zaśpiewał dwa pierwsze wersy Rape Me, po czym przeszedł
bezpośrednio do Lithium. Pod koniec utworu, zdenerwowany awarią wzmacniacza Novoselic
wyrzucił w powietrze swoją gitarę. Intstrument spadając uderzył go w głowę, po czym oszołomiony
basista z trudem zszedł ze sceny. Natępnie Cobain zniszczył pozostały sprzęt, a Grohl zaczął krzyczeć
w kierunku widowni "Cześć Axl", by zirytować wokalistę Guns N' Roses, z którym zespół posprzeczał
się przed występem.

Kolejnym komercyjnym sukcesem zespołu był album In Utero. W jego recenzji dziennikarz
Christopher John Farley z tygodnika Time napisał: "Mimo obaw części fanów alternatywnego rocka, Nirvana nie zbliżyła się do mainstreamu, to raczej nowy album zbliży mainstream do Nirvany”.



Niestety, życie frontmana Nirvany nie było usłane różami. Od wczesnych lat młodzieńczych Kurt
eksperymentował z mieszankami różnych narkotyków. Przed wydaniem Nevermind zaczął brać
heroinę, w której dostrzegł właściwości uśmierzające chroniczne bóle żołądka, na które cierpiał
całe życie. Mimo podejmowania wielu prób leczenia, nigdy nie uwolnił się od nałogu.
Kilka miesięcy przed śmiercią lidera, w listopadzie 1993 r. Nirvana wystąpiła w MTV Unplugged.
Muzycy zrezygnowali z większości swoich największych przebojów, zagrali jedynie dwa – Come
as You Are
  i All Apologies
. Program uzupełnili coverami mało znanych utworów, do wykonania
których zaprosili zespół Meat Puppets.


Na początku 1994 roku zespół udał się w trasę koncertową, podczas trwania której wykryto u Kurta
zapalenie oskrzeli oraz krtani. Pozostałe występy zostały odwołane. 4 marca, w Rzymie, Courtney
Love znalazła męża nieprzytomnego w hotelu. Wokalistę odwieziono do szpitala, gdzie lekarze
określili przyczynę utraty przytomności jako reakcję organizmu na połączenie przepisanego
środka uspokajającego z alkoholem.
 
Cobain po kilku dniach terapii odwykowej uciekł z ośrodka dla uzależnionych i wrócił samolotem
do Seattle. Tydzień później, 8 kwietnia 1994 roku Courtney znalazła go martwego z raną postrzałową
głowy w jego domu. Istnieje wiele teorii na temat przyczyn owego zgonu, została im nawet poświęcona
książka (Kto zabił Kurta Cobaina?). Rzekomo muzyk został zamordowany na zlecenie swojej żony,
prawdopodobnie jednak popełnił on samobójstwo. Ogromowi fanów pomimo upływu kilkunastu
lat nadal trudno jest pogodzić się ze śmiercią idola. Wraz z odejściem Kurta przestał istnieć zespół,
którego był liderem. Pozostali członkowie nie przerwali swojej aktywności na scenie muzycznej.





cdn.