2013/01/18

the food of love


Po całym domu rozchodzi się maślany zapach kruchych, cynamonowych ciasteczek, delikatnie złocących się w piekarniku, na których drugą partię oczekuję grzejąc dłonie kubkiem mleka z miodem. Od kilku godzin próbuję się skoncentrować, napisać coś konkretnego, lecz nie potrafię poradzić sobie z powierzonym mi jakiś czas temu zadaniem. Błogie lenistwo biegnie łagodnie wzdłuż kości policzkowych i podbródka, spływa po obojczykach, przebiega dreszczem pomiędzy łopatkami kręgosłupa moralnego. Cała energia uchodzi poprzez ukryte w wełnianych kapciach kostki i nadgarstki, na które naciągam długie rękawy ciepłego swetra. Mijając czarny fotel, wsiąka w jasny, puszysty dywan. 
Po upływie tygodnia wczesnego wstawania oraz brnięcia przez pokrywający tafle lodu brudny śnieg pozostały mi jedynie resztki sił, wola nieustannego, odpędzającego senność poruszania powiekami, któremu towarzyszy beztroskie oczekiwanie na dzisiejszą Offensywę De Luxe. Nie muszę chyba mówić, że wieczorem w radiowej Trójce będzie dużo Myslovitz?



Pomyśl życzenie, gdyż czuję, że niedawno rozpoczęty rok przyniesie nam wiele dobrego. Nie spodziewam się wynalezienia długo oczekiwanej przeze mnie szczepionki na pandemię znieczulicy, egocentryzmu i mentalnej biedy. Pragnę się jedynie przekonać, iż pomimo braku dowodów na jej istnienie, nie jest ona całkowicie abstrakcyjnym pojęciem. 
Chciałabym, aby wszyscy ludzie posiadali na starość piękne zmarszczki wokół ust, wytworzone dzięki nadmiernemu obdarzaniu uśmiechem włóczących się po samotnych ścieżkach nieznajomych. By każdy przeżywał niepowtarzalność wszechświata równie intensywnie, odczuwał co dzień staranniej, kochał bardziej namiętnie. Jestem pewna, iż do każdego atomu organizmu, każdej komórki ciała dotrze wówczas drżąca nadzieja, znajdująca odzwierciedlenie w świetlistym promieniu, który łączy krzyżujące się spojrzenia nicią życzliwości.

Obejrzałam dziś mimowolnie oraz z przyjemnością ponownie pewną komedię romantyczną, której największym atutem było umiejscowienie akcji w słonecznej Italii. To marzycielskie uczucie wykwitłe pośród klimatycznych kamienic i charakterystycznego gwaru, w obecności nadmiernie spożywanego włoskiego wina i mistrzowskich potraw, przywołało wspomnienie pewnej książki, z którą spędziłam kilka relaksacyjnych godzin opalając się na helskiej plaży latem 2009 roku. 
Afrodyzjak”Anthony'ego Capelli to powieść przede wszystkim o pachnącej najlepszymi truflami, serami oraz oliwkami kuchni śródziemnomorskiej i historii sztuki. Niebanalny wątek miłosny tworzy wybitnie spoetyzowaną atmosferę, przepełnioną niezwykle wyrazistymi smakami oraz zachwytem Amerykanki widokiem urokliwych, włoskich alejek.

Włoski posiłek to rozkoszny strumień doznań, gdzie chrupkiej kruchości sekunduje sprężysta gładkość, pikantna ostrość miesza się z delikatną słodyczą,
różnorodność z typowością, a subtelny kunszt z przaśną prostotą...
Marcella Hazan „Podstawy klasycznej kuchni włoskiej


Przepis na miłość

Weź jedną Amerykankę z miodową skórą i piegami
na ramionach jak pomarańczowe płatki chilli.
Dopraw ją do smaku bazylią, pomidorami,
orzeszkami pinii i pietruszką.
Ogrzej ją delikatnie w dłoniach przez kilka godzin,
przewracając od czasu do czasu,
i podaj z winem i śmiechem,
prosto z talerza.
Anthony Capella „Afrodyzjak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz