2013/01/11

tajemnica skrywana przez zawilce gajowe


Wyjadam palcem krem czekoladowy zgodny z proteinową dietą Dukana, mniej kaloryczną wersję Nutelli (napisanej z wielkiej litery, gdyż pragnę w ten sposób wyrazić swój szacunek i silny stosunek emocjonalny). Jednocześnie stwierdzam, iż nadszedł doskonały moment, by Ci o czymś opowiedzieć. 

Dziewiętnasty dzień listopada ubiegłego roku był bardzo przyjemny. Miałam okazję zamienić kilka słów z dwojgiem sympatycznych krytyków literackich - drem Stanisławem  Dłuskim, wykładowcą Uniwersytetu Rzeszowskiego, oraz aktorem teatralnym, dziennikarzem, pisarzem, poetą (et caetera, et caetera...), panem Markiem Pękalą. Poza tym pewna uśmiechnięta brunetka wręczyła mi parę ładnie zapakowanych gadżetów oraz książkę. Później dowiedziałam się, że była to młoda polska pisarka, właścicielka Wydawnictwa DREAMS, Lidia Miś-Nowak.

Odrobinę sceptycznie popatrzyłam na okładkę, dzięki której dowiedziałam się, że trzymam w ręce powieść zatytułowaną "BAŚNIARZ". Nazwisko autorki niczego mi nie mówiło. Wystarczyło jedno spojrzenie na opis, by stwierdzić, że takiego typu fabuła spędzałaby mi sen z powiek być może w podstawówce. Byłam więc lekko zawiedziona. Nie ukrywam, że w pewnym wieku od literatury wymaga się czegoś więcej niż historii miłosnej dwojga nastolatków. Nie mam jednak w zwyczaju łatwo się poddawać, zatem kilka godzin później położyłam się na łóżku z myślą, że dam szansę tej Antoni Michaelis
Moje nastawienie nie uległo gwałtownej zmianie, bowiem książka ta nie powala od pierwszych stron. Anna, dziewczyna z dobrego domu, żyje w bańce mydlanej, marząc o studiach w Anglii oraz planując swą muzyczną przyszłość. Przebojowa i pewna siebie Gitta, najlepsza przyjaciółka głównej bohaterki jest jej zupełnym przeciwieństwem. Warto wspomnieć, że akcja powieści toczy się w Niemczech, a Abel Tannatek, najbardziej outsiderowa postać, z jaką kiedykolwiek się spotkałam, jest Polakiem. Rówieśnicy nazywają go "polskim handlarzem pasmanterią", ponieważ można od niego kupić bodajże każdy narkotyk. Chłopak prawie nigdy nie zdejmuje swetra z logo Onkelzów, słuchawek, wojskowej kurtki oraz czapki, spod której wystają mu jedynie przydługawe włosy. Jednakże ów wagarowicz posiada również inne, mniej mroczne oblicze - czułego baśniarza, opiekującego się młodszą siostrą o imieniu Michi, której bezpieczeństwo jest dla niego wszystkim.

Anna całkiem nierozsądnie domaga się bliskiego kontaktu z Ablem, który roztacza wokół siebie otoczkę magii za każdym razem, gdy opowiada Michi kolejny fragment baśni o Królowej Skał, Małej Księżniczce. Opowieść ta coraz bardziej fascynuje, sprawia, że pragniemy jak najszybciej dowiedzieć się czegoś na temat dalszych losów dziewczynki żyjącej w krainie wiecznego śniegu. Nasza niecierpliwość przeradza się niemal w szaleństwo, kiedy uświadamiamy sobie, że historia Królowej Skał dzieje się naprawdę, a przerażająca fabuła nie jest wcale wytworem fantazji Abla. Od tego, jak ona się potoczy, zależy życie zbyt wielu osób.



Są filmy, po obejrzeniu których wpatruję się w ekran jeszcze długo po skończeniu napisów końcowych. Są także książki, po których przerzuceniu ostatniej kartki siedzę z nieracjonalną pustką w sercu, patrzę w przestrzeń i nawet nie zauważam, kiedy z moich oczu zaczynają płynąć łzy. Właśnie taką powieścią jest "Baśniarz". 
Miałam napisać zwykłą recenzję, opowiedzieć krótko fabułę owego thrillera, nie zdradzając za wiele. Warto zaznaczyć, że to nie jest powieść wyłącznie dla młodzieży. Skierowana jest zarówno do młodych, jak i dorosłych. Rozbija myśli w drobny mak, rozrzuca je mimochodem razem z krwią na białych płytkach. Po przeczytaniu tej książki długo nie mogłam się pozbierać. To jeden z takich kontaktów ze sztuką, o których się nie zapomina, które zmieniają świat odbiorcy i jego sposób myślenia na zawsze. 
Autorka stawia przed czytelnikiem kubek parującego kakao i snuje tak niesamowitą opowieść, że niezależnie od tego, czy jesteśmy fanami tego czekoladowego napoju, pochłonie nas ona bez reszty, odsuwając prozaiczną rzeczywistość w zapomnienie. Trudno jest napisać o "Baśniarzu" cokolwiek, nie ujawniając żadnego interesującego szczegółu skomplikowanej fabuły, który powinien pozostać tajemnicą aż do zagłębienia się odbiorcy w tę niesamowitą historię z własnej woli. Pozostaje mi więc polecić tę książkę jako bardzo dobrą, trzymającą w napięciu lekturę dla każdego na długie, zimowe wieczory. Tym bardziej, jeśli ktoś lubi ot tak słyszeć w tle piosenki Leonarda Cohena.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz