2013/01/05

she's gone to heaven, so I've got to be good


Przyznaję, że planowałam opublikować ten tekst w nieco innej, dłuższej wersji na Lesserze jako jeden z dwóch artykułów pożegnalnych, bowiem zdecydowałam się odejść z redakcji dla dobra całej ludzkiej cywilizacji. Jednakże nie wyrobiłam się w czasie i z pewnych powodów nie zdążyłam tego uczynić. Zapraszam więc wszystkich do odwiedzania naszej szkolnej gazetki, pomimo iż praca dla niej przestała mnie satysfakcjonować. Co dalej? Wszystkie przemyślenia na przeróżne tematy umieszczać będę nieregularnie tutaj, będąc sama sobie szefem.
***

Czasem drzazgi wbite w serce szyderczo parodiują uczucia Pana i Pani Nikt, będących jedynie szarą smugą dymu papierosowego. Każdy z nas jest wszędzie tylko gościem. Przed snem układamy niedorzeczne historie posklejane w różnych konfiguracjach ze ścinków nierzeczywistych marzeń. Bezmyślni twórcy własnej rutyny narzekają na brak czasu, by być szczęśliwym. Zanurzeni od stóp do głów w swym egocentryzmie, niczym niewzruszeni głupcy nie zauważamy, jak niewiele potrzeba do spełnienia. Nie dostrzegamy korzystnych rezultatów, doszukując się problemu do każdego rozwiązania. Mimowolnie, jakże naiwnie przyzwalamy na klątwę czarnych kotów. 
Nie wiedząc czego się pragnie, nierozważnie przegrywa się z niezdecydowaniem, raniąc nieodwracalnie kruchość milczącej duszy. Niekiedy jednak wpina się kwiatki we włosy, by uzewnętrznić swą wiarę w leśne wróżki mieszkające w pniach drzew, rusałki i nimfy wodne. Pozwala się na szczęście jedynie wtedy,gdy płonie tysiąc świec, sto lampionów frunie ku niebu, a dziesięciu Aniołów roni łzy Fortuny. 
Wszyscy mamy gwiazdę, której blask każdej nocy nie pozwala zasnąć, skłaniając ku marzeniom o celebracji wschodu słońca w towarzystwie kołyszących się na źdźbłach soczyście zielonej, subtelnie zroszonej trawy kolorowych motyli. Nakazuje on kolekcjonować doznania, odczuwać niezapomniane wrażenia, widząc więcej z zamkniętymi niż otwartymi oczami. 
W naszym życiu w różnych proporcjach przeplata się czerń i biel. Czasem z braku światła ktoś cichutko usycha. Stopniowo, całkiem bezboleśnie odpadają mu płatki. Więdnie się zawsze samotnie, pozostawiając innych,którzy krzykliwie kwitną. Na szczęście, łąka będzie zawsze pełna różnobarwnych kwiatów.

***

Mam wodę w oczach, nie potrafiąc uwolnić się od tego pięknego utworu.
Eddie Vedder zawsze w moim sercu śpiewać będzie w wersji live,
ponieważ niektórzy artyści sprawdzają się nie tylko w studiu.




Oh where, oh where, can my Baby be?
The Lord took her away from me.
She's gone to heaven, so I've got to be good,
So I can see my Baby when I leave this world.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz