2013/01/15

all art constantly aspires towards the condition of music


Trzy litry malinowego syropu, odrobina niezrozumianej poezji, Leszek Możdżer i ja.
To wszystko. Dynamiczne muskanie klawiszy przez smukłe palce artystycznych dłoni łagodzi ból odsłonięcia swego spragnionego kropel rosy wnętrza. Gęsia skórka godzi mój uśpiony umysł ze zbyt szybko bijącym sercem. Pomimo tego, iż za oknem mnogość przeterminowanego mleka w proszku dusi ziemię w dwulicowym uścisku, bowiem cholerne piękno lekkości subtelnie opadających płatków nie ma w zwyczaju współgrać z przyjemnością odczuwania go. Uśmiecham się najszczerzej jak tylko potrafię, ponieważ obiecałam sobie, że nigdy nie pozwolę na przygaszenie choć na moment zieleni mych oczu, paraliżujące na wieczność czerwień ust. Nie należy żegnać ostatnich szans. 
Tęsknię za napojem z ziaren kakaowca ze spienionym mlekiem i skarmelizowanym cukrem, podawanym w blaszanych kubkach w kopalni kawy, w tak kameralnej atmosferze, jaka potrafi się wytworzyć tylko we Lwowie. Nie narzekam, choć tak bardzo brakuje mi Czegoś, by ubrać siebie w słowa. To Coś jest z definicji niedefiniowalne.



thank You for being here
and helping me to survive

2 komentarze:

  1. Eddie ♥ coraz bardziej Go lubię dzięki Tobie :> troszkę się pogubiłam, ale to wynika chyba z moich zaburzeń wyobraźni.. xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wynika z tego, że za dużo rzeczy chciałabym napisać naraz i w końcu nic z tego nie wychodzi. Czasem ciężko odnaleźć konkretny przekaz. Wszystko, co piszę, jest bardzo rozmazane, chowa się gdzieś za zamglonym szkłem. Za mało czasu, za duży natłok myśli, którego nikt nie kontroluje :). Być może kiedyś to ogarnę, póki co uczę się używać liter.

      Usuń