2013/01/22

a forest bird never wants a cage


Gaba Kałuża z ulicy Wiśniowej oddycha poezją, tańczy boso w letnim deszczu, upaja się ciepłem sierści imbirowych kotów. Żyje nadrealnością, cieszy się drobiazgami powszechnie błędnie uznanymi za nieistotne, nie mając w sobie nic z przyziemności XXI wieku.
W żyłach złotowłosego Anioła zesłanego na ziemię w celu zarażania innych nigdy niegasnącym uśmiechem płynie burgundowe dobro, które na egoizm odpowiada altruizmem, przemieniając wpiekłostrącenia we wniebowstąpienia.

Całymi dniami beztrosko skacze przez wiśniowe niczym kryształy kałuże w bucikach z najdelikatniejszej skóry. Nosząc mgliste suknie do ziemi za swe królestwo obiera słodycz zapachów. W pastelowym pudełku w kształcie serca chowa swe najskrytsze marzenia, przyżółkłe listy przewiązane naładowaną pieszczotliwymi emocjami wstążką, suszoną lawendę, kryjącą w sobie mnogość rozkochanych spojrzeń. 
Czasem zatopiona w sennym wokalu Johna Mayera, zatracona w nocnych dźwiękach gitary wtórującej cykaniu polnych świerszczy, odlatuje przezroczystymi myślami gdzieś nad niebiańsko usypiające jezioro. Marzy o wielkiej miłości, opisywanej w pamiętniku drżącą ręką drukowanymi literami, o wszystkim, czym mogą obdarzyć się wzajemnie dwa serca bijące przy sobie w jednakowym rytmie na idyllicznym polu słoneczników. Pomimo tego, iż otacza ją mnóstwo oddanych przyjaciół - przejrzyste, chłodne strumienie, trzepoczące radośnie skrzydełkami motyle, odlatujące bezszelestnie z drewnianych parapetów biedronki siedmiokropki, wciąż poszukuje magicznej duszy, by móc dzielić się z nią rozkosznie pobudzającym zmysły czarno-białym sernikiem z ciasteczkami Oreo. 
Wyjątkowość owej niepoprawnej idealistki przejawia się w tym, iż nieprzerwanie dążąc do doskonałości przeżyć, nie zamyka się na bezmiar szczęścia. W najmniejszej kropli wody, najdrobniejszym ziarenku rozgrzanego piasku dostrzega tak wiele optymizmu, że nigdy nie obarcza własnymi problemami wyciągających swe długie szyje w stronę błękitu nieba jakże bliskich jej sercu główek słoneczników.

Chciałabym zadedykować tę piosenkę Gabie Kałuży z ulicy Wiśniowej
w podziękowaniu za to, że istnieje. Jeśli wydaje Ci się, że jest ona postacią
fikcyjną, kunsztownym wytworem mojej wyobraźni, wiedz, iż jesteś w błędzie.



7 komentarzy:

  1. Anonimowy22/1/13 17:32

    Nie chciałbym się pomylić, ale jak dla mnie.. najbardziej poruszajacy i taki niesamowity Twój niebanalny tekst. Czytało się rewelacyjnie - ten dobór słów. Gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Cieszę się, że się podoba.

      Usuń
  2. Tak mi dziwnie miło;d
    i to jest cudowne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy24/1/13 19:19

    Czasem tu zaglądam i nigdy nie byłem tak zadowolony z przyjścia TU jak po tym tekście. Z chęcie obejrzałbym film o takiej dziwczynie łudząc sie, że istnieje naprawdę.
    Bardzo dobre

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie byłoby to złudzenie, aczkolwiek nie każdy mężczyzna potrafi dostrzec w kobiecie kogoś takiego :)

      Dzięki za komentarz.

      Usuń
  4. Anonimowy27/3/13 08:29

    genialne!!!

    OdpowiedzUsuń