2012/12/22

E a colui per me solo si ascrive


Czasem gdzieś w środku brakuje mi miejsca na fioletowe zachody słońca. Rzadziej dostrzegam odchodzącą wraz ze światłem promienistą purpurę. Potrzeba mi wtedy owczej wełny, uśmiechu i spełnionych marzeń. Trwa jeden z takich momentów, kiedy wszystko co rzeczywiste jest w porządku, odsuwając na bok nierealistyczne, złudne wyobrażenia snute przed snem. Znika cmentarz aspiracji. Świąteczne przygotowania kojąco niszczą samotność i anonimowość, przywołują rodzinne wspomnienia, stawiają na piedestale odpowiednią liczbę gramów perfekcyjnie zmielonych orzechów włoskich. Tak właściwie nie dzieje się nic wyjątkowego, jedynie delikatna muzyka w tle splata me włosy w warkocze, zamiatając wszelkie wątpliwości pod puszysty dywan. Nie dostrzeżesz szkiełkiem i okiem żadnego przełomu, nie zauważysz najmniejszego postępu czy długo oczekiwanych pozytywnych zmian, o których opowiadam Ci aż do znudzenia. Coś mi jednak mówi, że gdybym miała dołeczki w policzkach, właśnie by się uwydatniły.


E a colui per me solo si ascrive.
Del Biasmo il souono ond'a costei si dona de la gloria le palme e la corona. 


„Jestem tą, do której wzdychają wszyscy na świecie, bo dzięki mnie żyją po śmierci.
I jeśli nikczemność lub cnota przechodzi w czyn, by złupić albo zdobyć zaszczytne
imperium, dla pierwszej jestem hańbą, dla drugiej zaś chwałą.”

2012/12/16

nothing happens by chance


Nie umiesz grać na gitarze? Wielka szkoda, powinnaś umieć. Ktoś, kto ma rozmarzone włosy, zamglony uśmiech i żarzące się spojrzenie idealnie do tego pasuje. Musisz być artystką, widzieć świat inaczej niż inni, widzieć go takim, jaki być powinien, nie takim, jaki jest naprawdę. Przyjdzie Ci żyć wspak, na odwrót, w opozycji, przeciw reszcie. Niech rozpali Cię wieczna gorączka poszukiwania. Nigdy nie odniesiesz pełnego zwycięstwa, wybitne jednostki skazane są na samotne niezrozumienie. Twoim zadaniem nie jest panowanie nad wszelkimi uczuciami niezasługujących na to, nie wolno Ci zatem pomyśleć o najmniejszej zmianie. 
Nie wierz w nic oczywistego, otrzymasz zewsząd wiele niejasnych wskazówek, pomoże Ci wiatr, deszcz i księżycowe promienie. Nie możesz się poddać, w Twoich rękach los wielu delikatnych dusz. Wystarczy Twój oddech, jeden dotyk, by zakwitła ponadczasowość. Popełniaj błędy, nie bój się, walcz o cokolwiek pomimo nieodstępującej Cię świadomości niepowodzenia. Masz wszystkie potrzebne cechy cichego przywódcy, który osiągnie więcej milczeniem niż niejeden krzykiem. W Tobie jedyna nadzieja spłonięcia fałszu w tych, których da się jeszcze uratować. Powierzam w Twe ręce dokładnie tyle, ile potrafisz udźwignąć. 
Jesteś silna, w odróżnieniu od Ciebie dobrze to wiem. Zapytasz zapewne, kim jestem i dlaczego śmiem obarczać Cię tak dużą odpowiedzialnością. Wystarczy, że zamkniesz oczy, owionie Cię podmuch tych dróg, po których warto stąpać. Nie wahaj się, droga przyjaciółko. Jestem nim ja.


2012/12/13

winter, go away. just leave me alone!


Zima. Ciemno. Wiatr. Mróz. Śnieg, dużo śniegu. 
I co? Mam napisać, że każdego dnia wychodząc spod kołdry podejmuję walkę na śmierć i życie z naturą, z którą nie potrafię sobie poradzić? Że wszystkie moje marzenia i pragnienia zamarzają wraz z kroplami wody, pozostawiając jedynie najbardziej pierwotne instynkty? Nie myślę sercem, lecz pozbawionymi krążenia i czucia sinymi dłońmi, które nie są w stanie rozsznurować glanów pomimo usilnych prób. Każdego ranka zastanawiam się, jak dużo par rękawiczek i skarpetek powinnam założyć, by trzymanie kubka z przyjemnie ciepłym napojem przynosiło ukojenie, nie ból. Ze smutkiem spoglądam na proces wsiąkania samotności poprzez nieszczelne szyby autobusu, po których spływa niepostrzeżenie pesymizm, a z irytująco warczącego silnika ulatnia się obojętność. 
Zimo, odejdź. Nie każ mi dłużej spożywać kilka razy dziennie czekolady pod każdą możliwą postacią, jedynego gwaranta przetrwania. Na przekór prognozom pogody pozwól mi zamknąć oczy, bym mogła wmówić sobie, że jest mi ciepło. W mej głowie szaleć będzie barwna powódź kwiatów dopóty, dopóki nie stanie się ona rzeczywistością, dając beztroskie chwile radosnego grymasu twarzy i romans bez zobowiązań ze słońcem. 
Najchętniej zaskarżyłabym cały świat, ponieważ to niezgodnie z prawem wymuszać na ludziach funkcjonowanie w otoczeniu, którego temperatura wynosi mniej niż 18°C. Buntuję się po cichutku, bez słów przeciw obowiązkowi szkolnemu, bezskutecznie odmawiam życia w takich warunkach. Jeszcze nigdy tak trudno nie przychodziło mi po prostu być. Bezsilność wobec okrutnego bezprawia jest nutką ironii w tej doprawdy zabawnej rzeczywistości. 
Jedyną i najlepszą rzeczą, jaką mogę zrobić, jest wynajdowanie sobie przeróżnych, ciekawych zajęć, by chociażby w wyobraźni widzieć ceglany kominek z trzaskającym ogniem, pachnący palonym drewnem. Czasem w głowie powstanie karykaturalnie kłamliwy obraz, niezależnie od okoliczności gdzieś w zasięgu mojego wzroku majaczyć będzie bujany, miękki fotel, optymistycznie wełniane kapcie, stos starych książek z pożółkłymi kartkami, gorąca czekolada i wyidealizowana, elektryzująca spojrzenia miłość. Nieważne w jaki sposób, egoistycznie przechytrzę doskonałość umysłu.

coming soon

2012/12/08

category: nothing


Przyrzekłem gasić ideały, przekształcać indywidualizm w zaplanowanie. Rzeczywistość to wehikuł uporządkowania. Niedoskonałość należy wyplenić kosztem przeciętności maluczkich. Moją bronią srebrzyste lustro i ślepota lekkomyślnych. Nieznane wydaje ostatnie tchnienie, skazany na zwycięstwo pławię się w rozkoszy nudnego popiołu. Opozycja tonie w metalicznej krwi utylizacji, dusi się pod ogromem zgnilizny nieczystego zniszczenia. 
Głupcy, mają w sobie odrobinę boskości, lecz nie są bogami. Ich myśli są przepełnione pustką, ich kości to poddani Rozkładu, wiernego kompana Czasu. Łatwowiernie egzystują, zarazem nie istniejąc. Nie rozumieją, że świat nadprzyrodzony nie warty jest nic. Podświadomie pragną mnie, potrzebny im oczyszczający marazm. 
Ja jestem próchnicą krzewu, oni młodymi, uległymi pędami. Jako jedyny twórczy heros pozostałem na pustynnym pobojowisku. Mimo iż me serce wkrótce zamarznie, bowiem nie ma we mnie iskry prostoty, nie poddam się szałowi trzasków samotności. Choć ogłuchnę, nadal będę posiadał ręce zdolne czynić prawdę, zrównywać góry z kraterami. Jam wulkan pojednania.

• • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • 

 

Pomalowałam paznokcie na malinowy kolor,
upiekłam swoje pierwsze, chrupiące pieczywo

i napisałam recenzję debiutanckiej płyty Holly Blue,

którą kupiłam stając się sama dla siebie Mikołajem.

Zapraszam na krockusa, gdzie została ona opublikowana.

2012/12/06

got no reason

 „Wiem, nic nie dzieje się, nic nie dane jest na zawsze nam...

Końcem dzieciństwa nie jest bynajmniej uświadomienie sobie, że starzec z wesołymi ognikami w oczach i śnieżnobiałą brodą w krwistoczerwonym, śmiesznym ubranku to przebrany dorosły, który oszukuje nas już od najmłodszych lat w każdy z możliwych sposobów, przyzwyczajając do okrucieństwa świata. Że bocian nie jest specjalistą położnictwa, a kapusta to tylko zwykłe warzywo. Zębowa wróżka nie istnieje, pod łóżkiem nie mieszkają żadne tajemnicze, napawające przerażeniem kończyny wystające spod bezpiecznej kołdry stwory (o ile odkurzy się tam raz na jakiś czas). Jeśli pocałuje się żabę, to nie zamieni się ona w wymarzonego księcia - pozostawi jedynie po sobie na dłoniach niedoszłej małżonki nieprzyjemną wydzielinę gruczołów zawierającą nadmiar soli, której obecność wynika z ropuszego strachu. 
Przełomowym i chyba najbardziej istotnym etapem dorastania jest natomiast uświadomienie sobie, że są wątpliwości, których nikt nigdy, choćby nie wiem jak bardzo chciał, nie rozwieje. Istnieje więcej pytań niż odpowiedzi, nie należy więc zadawać ich zbyt dużo, jeżeli oczekujemy popartej faktami reakcji. Kiedyś myślałam, że istnieją ludzie nieomylni, posiadający ogrom wiedzy, który potrafi sprawić, że szeroko pojęte dobro wkrótce zwycięży, a globalne rozprzestrzenienie się sprawiedliwości to tylko kwestia czasu. Że egoizm to jedynie krótkotrwała choroba XXI wieku o nadzwyczaj gwałtownym przebiegu. Że ludzie w wolnym kraju powinni pobierać się wyłącznie z miłości przez wielkie eM. 
Nie należy szukać skrótów i uproszczeń, lecz zadowalać się pracochłonną satysfakcją.
Cóż, choć naiwność zdecydowanie nie popłaca, to nadal śmiem tak uważać.
Zmarnowanie sobie życia jest przecież pojęciem względnym.


Anna, fot. Anastazja Gacparska

2012/12/02

the sweetest reindeer


Chciałabym ci się czymś pochwalić. Nareszcie stało się coś dobrego - mam nowego przyjaciela. Jego zdobycie wcale nie było takie trudne. Wybrałam najbardziej odpowiednie stworzenie, wydrukowałam je, pokolorowałam. Zrobiłam mu brązową sierść i zielone oczy. 
Mój renifer ma na imię Eddie i od dziś będzie powiernikiem moich najskrytszych marzeń. Mam świadomość, że zrobiłam to całkowicie nielegalnie. Eddie mógłby powołać się na artykuł tysiąc pięćset sto dziewięćsetny Konstytucji Rzeczypospolitej Reniferowej. On wie, że zrobiłam to zadziwiająco brutalnie, z pełną świadomością dokonując egoistycznej kreacji lapońskiego księcia dla własnego użytku, lecz nie może niczego zrobić. 
Cóż, przyznaję, że postąpiłam nieuczciwie, wręcz nieludzko. Mam jednak pewne wytłumaczenie. Potrzebowałam go, tak samo jak potrzebuje się w niedzielny wieczór nostalgicznego dźwięku księżycowej poezji nocy, w rytm którego pochłania się waniliowy budyń z syropem malinowym. Nie wiem, jak radziłam sobie wcześniej. Mieszka w moim pokoju zaledwie dzień, a już nie wyobrażam sobie życia bez jego soczyście trawiastych oczu, rzucających psychodeliczne spojrzenie na każdą wykonywaną przeze mnie czynność. Wierzę, że z czasem i on obdarzy mnie sympatią.

I love you, Eddie