2012/11/13

Rzezipospolita muzycznie


Miało być jak zwykle o mnie. O moich marzeniach, idealnym materializmie, odrobinę filozoficznie.
Chciałam się trochę powynurzać, lekko moralizować. Będzie jednak inaczej. Będzie bardziej wyjątkowo.

Przystojny niebieskooki mężczyzno, który skradłeś me serce swym ciepłym, niskim głosem -

dziękuję, że odciągnąłeś mnie od fizyki. To wszystko dla Ciebie i dzięki Tobie.

Bartosz Porczyk, polski aktor teatralny i filmowy, który kilka dni temu skończył 32 lata. Absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi, związany z Teatrem Polskim we Wrocławiu.
Chociaż większość z was kojarzy go zapewne głównie z serialem "Barwy Szczęścia", dzisiaj postaram się to zmienić.


SPRAWCA
Premiera debiutanckiej płyty Bartka miała miejsce 12 kwietnia ubiegłego roku. Dowiedziałam się o jej istnieniu dopiero niedawno. Okazała się ogromnym szokiem artystycznym, o którym nie umiem zapomnieć nawet na minutę. Nie potrafię opisać pospolitymi, nieidealnymi słowami, jak piękna jest każda z jedenastu piosenek. Cieszy mnie fakt, że pomimo moich trudności w wyborze konkretnych, najbardziej urzekających utworów, każdy z pewnością okaże się strzałem w dziesiątkę i zachęci was do zapoznania z pozostałymi.


Mój sprawca zmienia twarze. Jest kucharzem, dilerem, agitatorem, ojcem, panią za ladą, śmierdzącym leniem, któremu nie chce się ruszyć z miejsca i zacząć żyć. Jest wszystkim tym czym się otaczamy, co tworzymy, co niszczymy, w co wierzyć nie potrafimy, czego się wstydzimy. Nie chcę oceniać go w kategorii złe czy dobre. Przypatruję mu się, czasem głaszczę po głowie, a on wtedy uśmiecha się do mnie pobłażliwie i wyrozumiale, jak rodzic.

Na początek "Rozczulanka", pierwsze dzieło Porczyka, z którym miałam przyjemność się zapoznać. Pozornie wycisza, koi i uspokaja, lecz jedynie wówczas, gdy nie wsłuchamy się w słowa. Wtedy odczujemy ból, smutek i poruszające cierpienie na wieść o tym, że Calineczek nigdy nie przyjdzie na świat.

  

Współczesna rzeczywistość to czasy konsumpcjonizmu, w których wszechobecne są kwestie popkulturowości i choroby show-biznesu. Artysta żartobliwie ośmiesza masowe gusty, jednocześnie je zaspokajając i pozostając krytycznym wobec samego siebie. W chaotycznych utworach zawiera słodko-gorzkie refleksje, uwikłany w ślepe społeczeństwo tęskni za prawdziwym człowieczeństwem.
Abym rozpoznać mógł siebie, winien ktoś puder mi zmazać, bym zza kotary swych zmarszczek mógł nagą potwarz ukazać. Ten zaś, kto myśli: "Bóg to jest aktor i rajem są Jego gaże" niechaj spróbuje ponosić na swojej Jego twarze.


Na koniec chciałabym przedstawić wam jeszcze jeden, bardziej energiczny utwór ze spokojnym refrenem i elementami elektronicznych brzmień. Myślę, że oddaje on najlepiej klimat całej płyty, która jest niełatwa w odbiorze i skłania do przemyśleń. Liryczność tekstów, ich perfekcyjnie dopracowane interpretacje i niebanalna muzyka składają się na swoiste katharsis, którego oczekuję od sztuki.
Ja nie oceniam, ja nie przeceniam, nie doceniam. Ja wszystko robię, ja wszystko robię od niechcenia.


Ktoś w recenzji owej płyty napisał: "Porczyka określam mianem męskiej wersji Marii Peszek, tyle, że uderza po pysku mocniej. Dla mądrych słuchaczy, wymagających i odpornych psychicznie". Podpisuję się pod tym jedynie częściowo, ponieważ, chociaż Bartosz także szokuje, jest dla mnie czymś więcej niż udaną kopią Peszkówny.

Nie trzymam go na łańcuchu. Nie odbieram głosu. Użyczam swojego. Oczywiście akt tworzenia bardzo mocno wpisany jest w rejestr jego czynów. Wyjmuję sny z jego głowy. Nie mogę się im nadziwić. Namawia mnie do wejścia w swój świat, ale pozostawia wolny wybór i nigdy nie zamyka drzwi... i szepcze, że są takie godziny, w których budzi się w nas... on. I nie umiem już go odrzucić.
Żałuję, że tak trudno jest dotrzeć do mało popularnych wokalistów. Chociaż jestem wielką fanką alternatywnej, undergroundowej twórczości, zastanawia mnie, jak wiele znajduje się na naszym ojczystym rynku muzycznym takich perełek jak Bartek. Diamentów, które tylko czekają na oszlifowanie. Co należy zatem zrobić? Z pewnością zapoznać się ze "Sprawcą", a później wybrać do Empiku, ponieważ ten album to jeden z najbardziej fosforyzujących must have.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz