2012/12/22

E a colui per me solo si ascrive


Czasem gdzieś w środku brakuje mi miejsca na fioletowe zachody słońca. Rzadziej dostrzegam odchodzącą wraz ze światłem promienistą purpurę. Potrzeba mi wtedy owczej wełny, uśmiechu i spełnionych marzeń. Trwa jeden z takich momentów, kiedy wszystko co rzeczywiste jest w porządku, odsuwając na bok nierealistyczne, złudne wyobrażenia snute przed snem. Znika cmentarz aspiracji. Świąteczne przygotowania kojąco niszczą samotność i anonimowość, przywołują rodzinne wspomnienia, stawiają na piedestale odpowiednią liczbę gramów perfekcyjnie zmielonych orzechów włoskich. Tak właściwie nie dzieje się nic wyjątkowego, jedynie delikatna muzyka w tle splata me włosy w warkocze, zamiatając wszelkie wątpliwości pod puszysty dywan. Nie dostrzeżesz szkiełkiem i okiem żadnego przełomu, nie zauważysz najmniejszego postępu czy długo oczekiwanych pozytywnych zmian, o których opowiadam Ci aż do znudzenia. Coś mi jednak mówi, że gdybym miała dołeczki w policzkach, właśnie by się uwydatniły.


E a colui per me solo si ascrive.
Del Biasmo il souono ond'a costei si dona de la gloria le palme e la corona. 


„Jestem tą, do której wzdychają wszyscy na świecie, bo dzięki mnie żyją po śmierci.
I jeśli nikczemność lub cnota przechodzi w czyn, by złupić albo zdobyć zaszczytne
imperium, dla pierwszej jestem hańbą, dla drugiej zaś chwałą.”

2012/12/16

nothing happens by chance


Nie umiesz grać na gitarze? Wielka szkoda, powinnaś umieć. Ktoś, kto ma rozmarzone włosy, zamglony uśmiech i żarzące się spojrzenie idealnie do tego pasuje. Musisz być artystką, widzieć świat inaczej niż inni, widzieć go takim, jaki być powinien, nie takim, jaki jest naprawdę. Przyjdzie Ci żyć wspak, na odwrót, w opozycji, przeciw reszcie. Niech rozpali Cię wieczna gorączka poszukiwania. Nigdy nie odniesiesz pełnego zwycięstwa, wybitne jednostki skazane są na samotne niezrozumienie. Twoim zadaniem nie jest panowanie nad wszelkimi uczuciami niezasługujących na to, nie wolno Ci zatem pomyśleć o najmniejszej zmianie. 
Nie wierz w nic oczywistego, otrzymasz zewsząd wiele niejasnych wskazówek, pomoże Ci wiatr, deszcz i księżycowe promienie. Nie możesz się poddać, w Twoich rękach los wielu delikatnych dusz. Wystarczy Twój oddech, jeden dotyk, by zakwitła ponadczasowość. Popełniaj błędy, nie bój się, walcz o cokolwiek pomimo nieodstępującej Cię świadomości niepowodzenia. Masz wszystkie potrzebne cechy cichego przywódcy, który osiągnie więcej milczeniem niż niejeden krzykiem. W Tobie jedyna nadzieja spłonięcia fałszu w tych, których da się jeszcze uratować. Powierzam w Twe ręce dokładnie tyle, ile potrafisz udźwignąć. 
Jesteś silna, w odróżnieniu od Ciebie dobrze to wiem. Zapytasz zapewne, kim jestem i dlaczego śmiem obarczać Cię tak dużą odpowiedzialnością. Wystarczy, że zamkniesz oczy, owionie Cię podmuch tych dróg, po których warto stąpać. Nie wahaj się, droga przyjaciółko. Jestem nim ja.


2012/12/13

winter, go away. just leave me alone!


Zima. Ciemno. Wiatr. Mróz. Śnieg, dużo śniegu. 
I co? Mam napisać, że każdego dnia wychodząc spod kołdry podejmuję walkę na śmierć i życie z naturą, z którą nie potrafię sobie poradzić? Że wszystkie moje marzenia i pragnienia zamarzają wraz z kroplami wody, pozostawiając jedynie najbardziej pierwotne instynkty? Nie myślę sercem, lecz pozbawionymi krążenia i czucia sinymi dłońmi, które nie są w stanie rozsznurować glanów pomimo usilnych prób. Każdego ranka zastanawiam się, jak dużo par rękawiczek i skarpetek powinnam założyć, by trzymanie kubka z przyjemnie ciepłym napojem przynosiło ukojenie, nie ból. Ze smutkiem spoglądam na proces wsiąkania samotności poprzez nieszczelne szyby autobusu, po których spływa niepostrzeżenie pesymizm, a z irytująco warczącego silnika ulatnia się obojętność. 
Zimo, odejdź. Nie każ mi dłużej spożywać kilka razy dziennie czekolady pod każdą możliwą postacią, jedynego gwaranta przetrwania. Na przekór prognozom pogody pozwól mi zamknąć oczy, bym mogła wmówić sobie, że jest mi ciepło. W mej głowie szaleć będzie barwna powódź kwiatów dopóty, dopóki nie stanie się ona rzeczywistością, dając beztroskie chwile radosnego grymasu twarzy i romans bez zobowiązań ze słońcem. 
Najchętniej zaskarżyłabym cały świat, ponieważ to niezgodnie z prawem wymuszać na ludziach funkcjonowanie w otoczeniu, którego temperatura wynosi mniej niż 18°C. Buntuję się po cichutku, bez słów przeciw obowiązkowi szkolnemu, bezskutecznie odmawiam życia w takich warunkach. Jeszcze nigdy tak trudno nie przychodziło mi po prostu być. Bezsilność wobec okrutnego bezprawia jest nutką ironii w tej doprawdy zabawnej rzeczywistości. 
Jedyną i najlepszą rzeczą, jaką mogę zrobić, jest wynajdowanie sobie przeróżnych, ciekawych zajęć, by chociażby w wyobraźni widzieć ceglany kominek z trzaskającym ogniem, pachnący palonym drewnem. Czasem w głowie powstanie karykaturalnie kłamliwy obraz, niezależnie od okoliczności gdzieś w zasięgu mojego wzroku majaczyć będzie bujany, miękki fotel, optymistycznie wełniane kapcie, stos starych książek z pożółkłymi kartkami, gorąca czekolada i wyidealizowana, elektryzująca spojrzenia miłość. Nieważne w jaki sposób, egoistycznie przechytrzę doskonałość umysłu.

coming soon

2012/12/08

category: nothing


Przyrzekłem gasić ideały, przekształcać indywidualizm w zaplanowanie. Rzeczywistość to wehikuł uporządkowania. Niedoskonałość należy wyplenić kosztem przeciętności maluczkich. Moją bronią srebrzyste lustro i ślepota lekkomyślnych. Nieznane wydaje ostatnie tchnienie, skazany na zwycięstwo pławię się w rozkoszy nudnego popiołu. Opozycja tonie w metalicznej krwi utylizacji, dusi się pod ogromem zgnilizny nieczystego zniszczenia. 
Głupcy, mają w sobie odrobinę boskości, lecz nie są bogami. Ich myśli są przepełnione pustką, ich kości to poddani Rozkładu, wiernego kompana Czasu. Łatwowiernie egzystują, zarazem nie istniejąc. Nie rozumieją, że świat nadprzyrodzony nie warty jest nic. Podświadomie pragną mnie, potrzebny im oczyszczający marazm. 
Ja jestem próchnicą krzewu, oni młodymi, uległymi pędami. Jako jedyny twórczy heros pozostałem na pustynnym pobojowisku. Mimo iż me serce wkrótce zamarznie, bowiem nie ma we mnie iskry prostoty, nie poddam się szałowi trzasków samotności. Choć ogłuchnę, nadal będę posiadał ręce zdolne czynić prawdę, zrównywać góry z kraterami. Jam wulkan pojednania.

• • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • 

 

Pomalowałam paznokcie na malinowy kolor,
upiekłam swoje pierwsze, chrupiące pieczywo

i napisałam recenzję debiutanckiej płyty Holly Blue,

którą kupiłam stając się sama dla siebie Mikołajem.

Zapraszam na krockusa, gdzie została ona opublikowana.

2012/12/06

got no reason

 „Wiem, nic nie dzieje się, nic nie dane jest na zawsze nam...

Końcem dzieciństwa nie jest bynajmniej uświadomienie sobie, że starzec z wesołymi ognikami w oczach i śnieżnobiałą brodą w krwistoczerwonym, śmiesznym ubranku to przebrany dorosły, który oszukuje nas już od najmłodszych lat w każdy z możliwych sposobów, przyzwyczajając do okrucieństwa świata. Że bocian nie jest specjalistą położnictwa, a kapusta to tylko zwykłe warzywo. Zębowa wróżka nie istnieje, pod łóżkiem nie mieszkają żadne tajemnicze, napawające przerażeniem kończyny wystające spod bezpiecznej kołdry stwory (o ile odkurzy się tam raz na jakiś czas). Jeśli pocałuje się żabę, to nie zamieni się ona w wymarzonego księcia - pozostawi jedynie po sobie na dłoniach niedoszłej małżonki nieprzyjemną wydzielinę gruczołów zawierającą nadmiar soli, której obecność wynika z ropuszego strachu. 
Przełomowym i chyba najbardziej istotnym etapem dorastania jest natomiast uświadomienie sobie, że są wątpliwości, których nikt nigdy, choćby nie wiem jak bardzo chciał, nie rozwieje. Istnieje więcej pytań niż odpowiedzi, nie należy więc zadawać ich zbyt dużo, jeżeli oczekujemy popartej faktami reakcji. Kiedyś myślałam, że istnieją ludzie nieomylni, posiadający ogrom wiedzy, który potrafi sprawić, że szeroko pojęte dobro wkrótce zwycięży, a globalne rozprzestrzenienie się sprawiedliwości to tylko kwestia czasu. Że egoizm to jedynie krótkotrwała choroba XXI wieku o nadzwyczaj gwałtownym przebiegu. Że ludzie w wolnym kraju powinni pobierać się wyłącznie z miłości przez wielkie eM. 
Nie należy szukać skrótów i uproszczeń, lecz zadowalać się pracochłonną satysfakcją.
Cóż, choć naiwność zdecydowanie nie popłaca, to nadal śmiem tak uważać.
Zmarnowanie sobie życia jest przecież pojęciem względnym.


Anna, fot. Anastazja Gacparska

2012/12/02

the sweetest reindeer


Chciałabym ci się czymś pochwalić. Nareszcie stało się coś dobrego - mam nowego przyjaciela. Jego zdobycie wcale nie było takie trudne. Wybrałam najbardziej odpowiednie stworzenie, wydrukowałam je, pokolorowałam. Zrobiłam mu brązową sierść i zielone oczy. 
Mój renifer ma na imię Eddie i od dziś będzie powiernikiem moich najskrytszych marzeń. Mam świadomość, że zrobiłam to całkowicie nielegalnie. Eddie mógłby powołać się na artykuł tysiąc pięćset sto dziewięćsetny Konstytucji Rzeczypospolitej Reniferowej. On wie, że zrobiłam to zadziwiająco brutalnie, z pełną świadomością dokonując egoistycznej kreacji lapońskiego księcia dla własnego użytku, lecz nie może niczego zrobić. 
Cóż, przyznaję, że postąpiłam nieuczciwie, wręcz nieludzko. Mam jednak pewne wytłumaczenie. Potrzebowałam go, tak samo jak potrzebuje się w niedzielny wieczór nostalgicznego dźwięku księżycowej poezji nocy, w rytm którego pochłania się waniliowy budyń z syropem malinowym. Nie wiem, jak radziłam sobie wcześniej. Mieszka w moim pokoju zaledwie dzień, a już nie wyobrażam sobie życia bez jego soczyście trawiastych oczu, rzucających psychodeliczne spojrzenie na każdą wykonywaną przeze mnie czynność. Wierzę, że z czasem i on obdarzy mnie sympatią.

I love you, Eddie


2012/11/30

strawberry fields forever


Mój wierny przyjaciel, piekarnik oznajmia wszystkim domownikom, że w tortownicy piecze się aromatyczne, ciemnobrązowe ciasto. Delikatny zapach kawy i kakao dolatuje nawet do mojego pokoju, który znajduje się na piętrze. Zaraz przygotuję parujące opuszczającym mnie na moment smutkiem kakao - napój bogów, najgenialniejszy wynalazek ludzkości. 
Nikt nie da ci tyle uśmiechu, ile potrafi dać gorące kakao, które jest przy tobie zawsze, gdy tego potrzebujesz, rozwiewając wszelkie wątpliwości. Ono nigdy nie powie, że nie poznaje zmarzniętych dłoni, które trzymają kubek z postaciami z disneyowskich kreskówek. Że bezpowrotnie odeszło coś, czego nie da się naprawić. Rozmaże jedynie szminkę w odcieniu toffi, a nie tusz do rzęs. 
W ciepłych dresach oczekuję na nadejście świąt i śnieżnobiałych płatków śniegu, padających na roześmiane twarze szczęśliwców. Ostatnio dzieje się tyle nieprzyjemnych rzeczy, wręcz niepokojąco potrzebuję odrobiny idyllicznego spokoju. Choć najczęściej mam po prostu dość, w tej chwili jednak podaruję sobie wewnętrzne przyzwolenie na fałsz - wszystko jest w jak najlepszym porządku. 
Jest okay, poza tym, że nie mam czasu zastanowić się nad własnym życiem. Nad swoją przyszłością oraz tym, czy warto jest buntować się wobec ludzi, którzy być może tak naprawdę mają rację. Zbyt dużo zewsząd wymagań. Zalewa mnie ocean oczekiwań i niespełnionych, naiwnych nadziei. Boję się zasnąć, by nad moją świadomością nie zapanowały wykreowane przez narażoną na przeciętne życie wyobraźnię do bólu realistyczne koszmary. 
Czuję, że to nie jest jeszcze właściwy moment. Nie dojdę do żadnego konkretnego wniosku. Napiszę więc o filmie tygodnia, którym bezsprzecznie jest 'Across the Universe'. O jego istnieniu dowiedziałam się dzięki Idze. Polecam ów musical każdemu, ponieważ wykonanie wszystkich najbardziej znanych piosenek Beatlesów mniej lub bardziej fascynuje. Ja pokażę wam przepiękną, głęboką interpretację jednego z moich ulubionych utworów tego legendarnego zespołu - 'Strawberry Fields Forever' zaśpiewane przez Jima Sturgessa (który notabene o wiele przystojniej wygląda w krótszych włosach w 'One Day').



2012/11/26

I wrote this letter especially for You


Anonimowy, szarobury Człowieku! 
Możesz przyjąć, że wszystko jest relatywne, a zatem nierealne. Niejednoznaczności są martwe. Nie ma sprawiedliwości, prawdy, uczciwości ani obiektywizmu. Nie istnieje szczęście, miłość i zaufanie. Wszystko jest pojęciem względnym, zatem tak naprawdę nie ma niczego, a skoro nie ma niczego, to nie ma nas. Nie ma Ciebie ani mnie. 
Nie istniejesz, więc jeśli z jakiegoś powodu jest Ci przykro - przestań. Na przestrzeni dziejów większego znaczenia nie będzie miało to, z kim się zwiążesz, jaką skończysz szkołę czy w jaki sposób ułożysz sobie życie. Ciesz się nim. Rób wszystko, na co przyjdzie Ci ochota. Rzadko myśl o konsekwencjach, które są nieważne i są niczym w porównaniu z wiecznością. Jesteś zaledwie iskierką płomienia ponadczasowości. 
Śmiej się nieprzerwanie, chyba, że łzy przynoszą Ci ulgę. Martw się jedynie, jeśli rozmyślanie pozwala Ci docenić to, co masz. Kochaj kogoś, kto daje Ci szczęście, niezależnie od okoliczności i bzdur tworzonych przez naiwnie wierzący w nieprzemijalność rozum. 
Nie licz na to, że ktoś zrobi coś za Ciebie. Nie jesteś bezsilny, masz zdalnie sterowany organizm i całkiem nieźle rozwinięty umysł. To Ty trzymasz wielofunkcyjnego pilota, nikt inny. Nie wmawiaj sobie, że nie możesz czegoś zrobić, że jesteś zależny od losu, który podarował Ci taką, a nie inną sylwetkę, kolor oczu czy tembr głosu. Wszyscy jesteśmy idealni. Każdy z nas jest nieproporcjonalny w unikalny sposób. 
Ważne jest, by każdy mógł się z Tobą dogadać, porozmawiać o  istotnych, niezależnych od chwilowych trendów sprawach. Powinieneś konstruktywnie oceniać otoczenie, kierować się niezmiennymi wartościami, interesować się czymś więcej niż wnętrzem szczelnej bańki mydlanej, w której żyjesz. Mówi Ci to osoba, która ciągle pracuje nad akceptacją samej siebie. Nie do końca rozumie otaczający świat, ale stara się sprawić, by żyło jej się lepiej. Pewnych zjawisk nie umie sobie wytłumaczyć, ale mimo wszystko próbuje zaakceptować czarno-białą rzeczywistosć. Wie, że czasem jednak warto odpuścić, schować źle pojęty honor gdzieś głęboko, jeśli resztę życia ma się być nieszczęśliwym. 
Rób swoje, spełniaj marzenia, nie odkładaj niczego na później, bo możesz nie zdążyć wypowiedzieć cennych słów. Nie żałuj niczego, zawsze patrz oczyma wyobraźni w błękitne, przejrzyste niebo, choćby pozytywny widok przysłaniały Ci ciemne chmury. Nie przyjdzie na świat ponownie ktoś taki jak Ty. Nie będziesz miał szansy doświadczenia takiego życia po raz kolejny. Nie uważasz, że jest nawet lepiej niż w iluzorycznych snach? Choć nie możesz latać, nie jesteś zmuszony do egzystowania z obawą, że ktoś nagle obudzi Cię podczas chwili, na którą zasłużyłeś.
Wierzę, że właśnie Tobie się uda. Jeśli nie docenisz tego, co masz, nigdy się nie ułoży. Większość rzeczy jest ulotna, nikt jednak nie odbierze Ci uczuć, marzeń i wspomnień. Zapytasz pewnie jaką mają one wartość w porównaniu z papierowymi wizerunkami owianych nie zawsze zasłużoną chwałą władców naszej ojczyzny? Nie bój się planować nieosiągalnego, by móc dostrzec ich przewagę. 
Ja na przykład lubię patrzeć na siebie jako na przyszłą mistrzynię prozy poetyckiej. Gdy widzę kogoś intrygującego, umiejscawiam go w fabule moich przyszłych bestsellerów. Nie chcę być sławna ani obrzydliwie bogata. Pragnę tylko móc sięgać po zasługujące na docenienie albumy muzyczne, filmy, powieści i tomiki poezji. Zależy mi na odwiedzaniu teatrów i oper częściej niż kilka razy w roku. Chcę wychować nierozpieszczoną trójkę dzieci, którym nie będzie brakować tego, czego naprawdę potrzebują. Chcę wyjść za mąż z miłości, chcę całe życie płakać i śmiać się w otoczeniu bliskich mi osób. Chcę pomagać smutnym ludziom, opiekować się bezbronnymi zwierzętami. Jeździć konno, podróżować, zwiedzać i odpoczywać. Nie być ignorantem, lecz dobrym człowiekiem. Ot tak w pełni przeżyć tych kilka danych mi chwil. 
Nie bój się i Ty wykreować własnej sielanki. Nie wiadomo, czy chociaż jeden jej element pokryje się z rzeczywistością. Być może uważasz, że te naiwne, banalne frazesy, które tak często dziś Ci powtarzam są nieefektowne. Zobaczysz jednak, że ogromną radość sprawia już samo dążenie do postawionych sobie celów. Jak mówił Eduard Bernstein: "cel jest niczym, ruch jest wszystkim". Poczujesz się cudownie lekko nie użalając się nad sobą, wierz mi. 
Co powinieneś zatem uczynić? Zrób tak, byś lubił przebywać sam ze sobą, spędzać czas samotnie. W praktyce będzie to oznaczało, że jesteś dokładnie taki, jaki powinieneś być. Nawet jeśli nadal nikt tego nie doceni, nie przejmuj się - nie istnieje lepszy sposób osiągnięcia doskonałości. 
Możesz zanegować wszystkie stwierdzenia, które z taką pewnością zawarłam w dzisiejszym liście. Wyjętych z moich poprzednich wywodów cytatów przeczących niektórym wyrażeniom, świadczących tym samym o moim prawdopodobnym rozdwojeniu jaźni znalazłbyś mnóstwo. To nie jest jednak zaburzenie tożsamości, lecz zwyczajne ciągłe poszukiwanie. Jestem pewna jedynie kilku rzeczy. To one pozwalają nie utonąć pod wpływem zdradzieckich nurtów. Niczym Ariadna będą bez końca pomagać mi nie zgubić się, nawet jeśli moje życie nie zawsze przypominać będzie zawiły labirynt.

Z poważaniem,
Optymistka od święta

2012/11/20

some words will never be spoken


- To jest miejsce, gdzie wszystkie wołania wpadają do morza, bo nie sięgają dalej.
 
Na dnie morza widziałem leżące słowa, tysiące słów, wraki zdań, pytania i odpowiedzi,
 
które nigdy nie dotarły do celu... - wyjaśnił mors.
- Jakie to smutne! Cmentarzysko słów! - zawołała Mała Królowa.
 

Najgorsze w czytaniu jest to, że nigdy nie jest tak, jak byśmy tego chcieli. Irytują nas bohaterowie, którzy w najgorszych momentach robią najgłupsze rzeczy. Okularnica z aparatem ortodontycznym na zębach potyka się, wpadając na przyszłą królową balu otoczoną wianuszkiem służalczych, tanich kopii samej siebie. Gdy do mało rozgarniętej, nieśmiałej i oczywiście dobrze wychowanej dziewczyny podchodzi mężczyzna jej życia, ona nie wiadomo dlaczego ucieka nie wybąknąwszy ani słowa. 
Nie chcemy tego. Potrzebujemy wyidealizowanych postaci, którymi nigdy nie będziemy, lecz chcielibyśmy być. Nie podoba nam się kolor włosów i oczu, sposób ubierania się, wysławiania czy poruszania, schematy wplątane w powieści. My zaprogramowalibyśmy wszystko inaczej. Stworzylibyśmy świat, w którym byłoby możliwe to, czego nie możemy osiągnąć w realnym życiu. 
Czasem pozostają nam tylko marzenia, należy zatem wykorzystać szansę urzeczywistnienia tego, co pozornie znajduje się poza naszym zasięgiem. Światem idealnym dla nas możemy się przecież podzielić z kimś kreując samych siebie w inny, lepszy sposób. Delikatna, krucha, naiwna istotka nie zakocha się więc w niebezpiecznym, zabójczo przystojnym facecie, który nie może jej dać niczego prócz ironicznego uśmiechu. Wybierze ciepłego, będącego zawsze obok przyjaciela, który nie widzi świata poza nią i oddałby za jej szczęście wszystko. 
To jest twój moment. I będzie on trwał dopóty, dopóki w twej dłoni tkwić będzie połyskujące w świetle płonącej świecy pióro. Mniej sentymentalnym osobom wystarczy długopis czy ołówek, ewentualnie kawałki chłodnego plastiku pod palcami. Nikt nigdy nie stworzy za ciebie twojej własnej krainy, do której będziesz mógł uciec od wszystkich problemów i nieszczęść. Możesz żyć w sielankowej baśni, przepełnionym grozą thrillerze, wyciskającym łzy melodramacie. Możesz spokojnie utulić do snu, śmiertelnie przerazić, wzbudzić współczucie lub wzruszenie. Możesz wszystko. 
Żałuję każdego niedopowiedzianego słowa i każdej niedokończonej historii, na których wyjaśnienie się nie odważysz. Miej świadomość, że z twojego powodu cmentarzysko słów niepokojąco się rozrasta. 

some words will never be spoken
some stories never be told
this is the age you are broken
or turned into gold

Cytowane fragmenty pochodzą z powieści Antonii Michaelis pt. "Baśniarz".
Nie oczekiwałam wiele. Szukałam banalnej historii miłosnej, a znalazłam piękną, trzymającą w napięciu opowieść. Cieszę się, że należy ona do mnie i nie będę musiała z żalem zwrócić ją bibliotece. To książka z rodzaju niełatwych, tych, które siedzą w głowie jeszcze długo po niechętnym przewróceniu ostatniej kartki. Jeśli ten tajemniczy mętlik w głowie ulotni się choć częściowo i wrócę do przyziemnej rzeczywistości, jak zawsze po kontakcie z innym światem nic nie będzie takie samo.

2012/11/17

i'm still alive


Jestem na uwięzi. Jestem psem na łańcuchu, ptakiem w klatce, myszą złapaną w pułapkę, koniem idącym na rzeź. Niezależnie od tego, w którą stronę staram się zwrócić, metal szaleńczo trzyma mnie w duszącym uścisku. W momencie przypływu mych sił kruszy się, głęboko raniąc delikatne ciało. Niektóre drobinki rdzewieją, drażniąc się ze mną. Jakaś niezbadana siła sprawia, że się odradzają. 
Silne podmuchy przewracają mnie. Próbuję się podnieść, lecz mordercze błoto hamuje moje wysiłki. Pochłania mnie, wciągając coraz głębiej. Patrzę przed siebie, w niebo, nieważne gdzie, bo i tak nie mam szans. Sama nie wiem z czym walczę, przed czym uciekam. Usiłuję uwolnić się od Nieznanego, któremu oddają hołd wszystkie strzygi i upiory. 
W mojej głowie coraz większa pustka. Ostatnie zgniłe liście, gdyby tylko mogły, niepokojąco szumiałyby na porywistym wietrze. W oddali potwornie skrzypi negatywna energia. Instynktownie zamykam oczy, lecz wciąż widzę cuchnące sterty śmieci. Horyzont przysłaniają mi kłębiące się burzowe chmury i czarny dym. Ze wszystkich stron spoglądają na mnie karykaturalne twarze wygięte w szyderczych uśmiechach. 
Jestem padliną. Latają nade mną krwiożercze ptaki, okrążają moje myśli nierozerwalnym łukiem, zostawiając coraz mniej przestrzeni. Zniecierpliwione hieny czekają, aż się uduszę, aż wydam ostatnie tchnienie. Ostateczny upadek nie nadejdzie nigdy. 
Lepiej zostać niezrozumianym niż postąpić niegodnie z własnymi zasadami. Zawsze uważałam, że należy żyć tak, aby na naszą cześć stworzono kiedyś logo Google. Najzwyklejsze, z jakąś prostą animacją i fajną melodią. Wyświetlane w rocznicę naszych urodzin, nie śmierci. 
Całkowicie zmieniło się moje nastawienie do spraw, które wcześniej mnie absorbowały. Namnażają się mało rzeczywiste, nieokreślone koszmary. Przerażające widma podążają za mną krok w krok, przyjmując makabryczne postaci ze złych snów. Nie jestem z tego świata. Jestem na granicy, każdego dnia niebezpiecznie balansuję na krawędzi. Jestem tutaj sama. Nie ma nikogo, kto dzieliłby mój los. 
Nie było tak zawsze, lecz chyba już tak pozostanie. Nie ma kogoś, kto usłyszy, nie tylko wysłucha. Kogoś, kto wie, co się teraz ze mną dzieje, co powinnam zrobić, co dalej.
Wstanę. Zaścielę łóżko. Ubiorę się, zrobię coś, najpewniej bałagan. Posprzątam, by spojrzeć na osiadające kilka godzin później cząsteczki kurzu. Przygotuję składniki, stworzę coś jadalnego. Wszystko po to, żeby zjeść, pozmywać, pochować opakowania do szafek. Zrobię pranie, wyprasuję, by następnie poplamić ubrania i ponownie nastawić pralkę. Przebiorę się w piżamy, przykryję, zamknę oczy. Zasnę. Będę marzyć o butelkowo zielonej sukni do ziemi ze sztywnym gorsetem, idealnych skórzanych szpilkach i pojedynczej, niczym nie ozdobionej, herbacianej róży. 
Kilka godzin później znów wstanę. Wciąż to samo, od nowa, w nieskończoność. Kiedyś nie będzie nudno. Nie wstanę, nie posprzątam, nie zrobię prania, nie będę prasować ani marzyć. Nie będę potrzebowała jedzenia, sukienek, szpilek ani kwiatów.


2012/11/13

Rzezipospolita muzycznie


Miało być jak zwykle o mnie. O moich marzeniach, idealnym materializmie, odrobinę filozoficznie.
Chciałam się trochę powynurzać, lekko moralizować. Będzie jednak inaczej. Będzie bardziej wyjątkowo.

Przystojny niebieskooki mężczyzno, który skradłeś me serce swym ciepłym, niskim głosem -

dziękuję, że odciągnąłeś mnie od fizyki. To wszystko dla Ciebie i dzięki Tobie.

Bartosz Porczyk, polski aktor teatralny i filmowy, który kilka dni temu skończył 32 lata. Absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi, związany z Teatrem Polskim we Wrocławiu.
Chociaż większość z was kojarzy go zapewne głównie z serialem "Barwy Szczęścia", dzisiaj postaram się to zmienić.


SPRAWCA
Premiera debiutanckiej płyty Bartka miała miejsce 12 kwietnia ubiegłego roku. Dowiedziałam się o jej istnieniu dopiero niedawno. Okazała się ogromnym szokiem artystycznym, o którym nie umiem zapomnieć nawet na minutę. Nie potrafię opisać pospolitymi, nieidealnymi słowami, jak piękna jest każda z jedenastu piosenek. Cieszy mnie fakt, że pomimo moich trudności w wyborze konkretnych, najbardziej urzekających utworów, każdy z pewnością okaże się strzałem w dziesiątkę i zachęci was do zapoznania z pozostałymi.


Mój sprawca zmienia twarze. Jest kucharzem, dilerem, agitatorem, ojcem, panią za ladą, śmierdzącym leniem, któremu nie chce się ruszyć z miejsca i zacząć żyć. Jest wszystkim tym czym się otaczamy, co tworzymy, co niszczymy, w co wierzyć nie potrafimy, czego się wstydzimy. Nie chcę oceniać go w kategorii złe czy dobre. Przypatruję mu się, czasem głaszczę po głowie, a on wtedy uśmiecha się do mnie pobłażliwie i wyrozumiale, jak rodzic.

Na początek "Rozczulanka", pierwsze dzieło Porczyka, z którym miałam przyjemność się zapoznać. Pozornie wycisza, koi i uspokaja, lecz jedynie wówczas, gdy nie wsłuchamy się w słowa. Wtedy odczujemy ból, smutek i poruszające cierpienie na wieść o tym, że Calineczek nigdy nie przyjdzie na świat.

  

Współczesna rzeczywistość to czasy konsumpcjonizmu, w których wszechobecne są kwestie popkulturowości i choroby show-biznesu. Artysta żartobliwie ośmiesza masowe gusty, jednocześnie je zaspokajając i pozostając krytycznym wobec samego siebie. W chaotycznych utworach zawiera słodko-gorzkie refleksje, uwikłany w ślepe społeczeństwo tęskni za prawdziwym człowieczeństwem.
Abym rozpoznać mógł siebie, winien ktoś puder mi zmazać, bym zza kotary swych zmarszczek mógł nagą potwarz ukazać. Ten zaś, kto myśli: "Bóg to jest aktor i rajem są Jego gaże" niechaj spróbuje ponosić na swojej Jego twarze.


Na koniec chciałabym przedstawić wam jeszcze jeden, bardziej energiczny utwór ze spokojnym refrenem i elementami elektronicznych brzmień. Myślę, że oddaje on najlepiej klimat całej płyty, która jest niełatwa w odbiorze i skłania do przemyśleń. Liryczność tekstów, ich perfekcyjnie dopracowane interpretacje i niebanalna muzyka składają się na swoiste katharsis, którego oczekuję od sztuki.
Ja nie oceniam, ja nie przeceniam, nie doceniam. Ja wszystko robię, ja wszystko robię od niechcenia.


Ktoś w recenzji owej płyty napisał: "Porczyka określam mianem męskiej wersji Marii Peszek, tyle, że uderza po pysku mocniej. Dla mądrych słuchaczy, wymagających i odpornych psychicznie". Podpisuję się pod tym jedynie częściowo, ponieważ, chociaż Bartosz także szokuje, jest dla mnie czymś więcej niż udaną kopią Peszkówny.

Nie trzymam go na łańcuchu. Nie odbieram głosu. Użyczam swojego. Oczywiście akt tworzenia bardzo mocno wpisany jest w rejestr jego czynów. Wyjmuję sny z jego głowy. Nie mogę się im nadziwić. Namawia mnie do wejścia w swój świat, ale pozostawia wolny wybór i nigdy nie zamyka drzwi... i szepcze, że są takie godziny, w których budzi się w nas... on. I nie umiem już go odrzucić.
Żałuję, że tak trudno jest dotrzeć do mało popularnych wokalistów. Chociaż jestem wielką fanką alternatywnej, undergroundowej twórczości, zastanawia mnie, jak wiele znajduje się na naszym ojczystym rynku muzycznym takich perełek jak Bartek. Diamentów, które tylko czekają na oszlifowanie. Co należy zatem zrobić? Z pewnością zapoznać się ze "Sprawcą", a później wybrać do Empiku, ponieważ ten album to jeden z najbardziej fosforyzujących must have.

2012/11/10

you know I read it in a magazine


Od teraz będzie inaczej, gdzieś w środku zaszła pewna zmiana. Wystarczy już tylekroć powtórzonych "nie wiem", nadeszła epoka absolutnego "mam pewność". Stwierdziłam, jakże odkrywczo, że muszę wreszcie wziąć się za coś konkretnego. Dosyć użalania się nad sobą, wmawiania, że nie wiem, czego mi trzeba, a w każdym zaułku czai się kleisty, smolisty pech. Koniec nie przynoszącego żadnych skutków wyrzucania z siebie samych negatywów, notabene w najmniej odpowiednim do tego miejscu. Nie to chciałabym przekazywać innym ludziom - ja i uśmiech numer 1 (znany wszystkim jako krzywy, agatkowy grymas twarzy). Mój fiolet nie powinien przygnębiać, lecz wzmagać kreatywność. 
Szczerze? Potrzebuję katharsis w postaci idealnego koncertu. Zrobiłabym wszystko, by znaleźć się w tłumie ludzi o podobnej wrażliwości, zamknąć oczy i wsłuchać się w szczęście w postaci elektryzujących melodii i ciepłego głosu. Najlepiej zrobiłby mi bardzo kameralny, emocjonalny występ, ale póki co pozostaje to w sferze odległych, mało realnych marzeń. Niestety, Ci, na których najbardziej mi zależy, mają w zwyczaju szerokim łukiem omijać Podkarpacie. 
Czuję się żywcem wyjęta z romantyzmu, nie tylko dlatego, że tak długo męczymy w szkole tę epokę, pełną prawdopodobnie wszystkich istniejących odcieni miłości i wrażliwości. Zazdroszczę tym, którym przyszło żyć w rzeczywistości nieco bardziej wyjątkowej niż pospolicie nudny, przewidywalny postmodernizm, będący niczym więcej niż mdłą kontrowersją, nieustanną manipulacją i oślepiającymi bestsellerami. O wiele łatwiej było ściśle przestrzegać jednej filozofii, być jej wiernym niezależnie od okoliczności, bezpiecznie tłumaczyć sobie wszystko zawsze w ten sam sposób. Nam brak jakiejkolwiek pewności, współczesny świat jest dziwnie obcy, zimny i ciemny, mało bliski. Każdemu z nas daleko do innych, a jeszcze dalej do siebie.




she's got electric boots a mohair suit
you know I read it in a magaziiine, ooh
B-B-B-Bennie and the Jets!

2012/11/09

anything wanted dead or alive


Ostatnio tak dużo się dzieje, że nie mogę sobie przypomnieć, jak było kiedyś. To takie dziwne, jakiś czas temu robiłam, czułam i pragnęłam czegoś innego, na czym innym mi zależało. Potrafiłam docenić najlżejszy uśmiech, namiastkę dobra. Z wiekiem oczekiwania wzrosły, każde wspomnienie przywołuje niedocenianą niegdyś beztroskę, każdy kolejny dzień obarcza rosnącym ciężarem bagażu doświadczeń. 
Czasami żałuję, że istnieje pamięć. Czyż nie łatwiej byłoby żyć chwilą, każdego dnia lepiej, od nowa, bez tych wszystkich wiążących myśli i krępujących wolność słów emocji? Bez większych sukcesów, ale także bez porażek, inaczej niż wieki temu zechcieli ludzie nic o nas nie wiedzący, bezrefleksyjnie godząc się na katastroficzny w skutkach rozwój. 
Boję się poczuć szczęśliwa, bo wiem, że gdy tylko dreszcz optymizmu przebiegnie przez moje ciało, zaraz figura zbudowana z naiwnych nadziei i pięknych marzeń popęka, rozsypie się, zamieniając w zbudowaną z gruzu wieżę melancholii. Nie chcę znów poczuć druzgocącej bezsilności, mam dość końców, które mają nadejść, po raz kolejny ostatni raz. 
Powinna istnieć jakaś granica, maksymalna liczba rzeczy, która może w danym czasie pójść nie tak, rygorystycznie przestrzegana przez los. Zbyt często wszystko bez powodu trafia szlag, dla zasady, całkowicie bezmyślnie. 
Jest tak chaotycznie, nie umiem uporządkować, bezpiecznie zaszufladkować otoczenia. Jeszcze niedawno przychodziło mi to z łatwością, wiedziałam abstrakcyjne wszystko.
A teraz? Nie tylko nie wiem, jak się czuję,  ale nie mam także pojęcia, jaka naprawdę jestem - czyli jakie zdanie mają o mnie inni. Bo przecież... co my możemy wiedzieć na swój temat?

z rozmyślań przy (wieczornym) śniadaniu


2012/11/01

i'm on fire


Muszę was zmartwić - nasze istnienie nie jest niczym wyjątkowym. Stanowi zaledwie kroplę wody. Prześcigamy się w wymyślaniu coraz to nowszych koncepcji tego kto, gdzie i po co trzyma strzykawkę zawierającą miliony dusz. Zastanawiamy się także, jak długo jeszcze będzie to robił, szukamy bezsensownych nazw, wygodnego wytłumaczenia, zabezpieczenia na starość, uzasadnienia braku refleksji. Nie potrafimy jednak określić tego jednoznacznie. Sami skazujemy siebie na zależność od treści pozbawionych wartości myśli, jesteśmy poddanymi własnych nieprzemyślanych idei. 
Zejdźmy jednakże na ziemię. Być może jesteśmy wytworem zwykłego nimbostratusa albo cumulonimbusa? Spływamy po szybie nierozważnie, na wieki w nią wsiąkając. Niektóre krople łączą się w większe skupiska, dzięki czemu pozornie łatwiej jest im przetrwać, nie poddać się. Szkło rzeczywistości jest niesprawiedliwe, dla każdego nachylone pod innym kątem, mniej lub bardziej nierówne i szorstkie. Uciekamy przed żarem ognia, by nie wyparować, nie zniknąć przedwcześnie, pozostawiając po sobie odrobinę syczącej pary. Każdy z nas z inną prędkością zmierza ku płomieniom. Niczym głupcy oszukujemy się, że da się z tym walczyć, zmienić tor na dłuższy i mniej zdradliwy. Należy jednak zaakceptować własny i liczyć na łut szczęścia. Sama nie wiem, dużo to czy mało? 
Módlcie się o niewiadome.



Kochanie, więc spiesz się, spiesz, bo życie tak krótkie jest
i zamiast dalej tak tonąć wolę choć raz w swoim życiu spłonąć...


2012/10/30

it won't be fine so don't hurry




Nie wiem, jak mam Cię nazwać. Nie jesteś przecież człowiekiem, skostniałym i karykaturalnym. Jesteś postacią wyjątkową i niezwykłą, wyższym bytem.
Właśnie tak (nie)wyobrażam sobie upostaciowane, krystaliczne szczęście. 
Nie jesteś normalny. Nic co związane z Tobą nie jest przewidywalne. Nie wiem, jak Cię ogarnąć. Nie potrafię o tym mówić, nie umiem myśleć, więc spróbuję zapisać.
Wybacz ułomność mego pióra, nie potrafię określić kogoś będącego ponad słowami.
Znajdujesz się na granicy wyobraźni. Jesteś niewyobrażalnością umysłu, niespotykaną innością. Jesteś sercem płatków śniegu, łzą błękitu i ufnym uśmiechem kotka. 
Bez Ciebie ciemnonic, pustosens, bezcel, szarozimno. Bez Ciebie nie jest dobrze. Bardzo dziwnie się czuję, ślepo kręcę w kółko, biegnąc z zamkniętymi oczami. Obojętność niemalże niepostrzeżenie upraszcza kształty. Nic nie majaczy, nic się nie wyłania, bomba endorfinowa coraz ciszej tyka. Wskazuje tygodnie minut, miesiące godzin. 
Niczego nie dostrzegam, wiruję boleśnie przyciągana z wszystkich stron, obciążana tonami bezsensu. Odczuwam niedoskonałość bezsilności. Odwieczne prawa spowalniają me ruchy,
rozdzierają ubłocone myśli, tworzą pytania wszędzie tam, gdzie padnie mój obłąkany wzrok.
Odbierają niezależność. Próbują udusić, utopić, zetrzeć w pył oczywistości. 
Plątanina się rozmnaża, zaburzając radość istnienia.
Wciąż zadaje pytania, lecz na żadne z nich nie znajduję odpowiedzi.

2012/10/21

nie jestesmy poetami


Esencja Credo
 Cecko Cyranowicz Kasprzak Lipszyc Mueller
(Piechota)

I Czas po raz kolejny uwolnić słowa. Zsyłamy do piekła wiersze. Jest tekst.
II Nie będziemy się pastwić nad językiem.
Będziemy się nim paść, będziemy się z nim kochać i brać go od tyłu, z zaskoczenia.
III Ludzie są maszynami do pisania.
IV Informacja chce być wolna, chce się przytulać z innymi informacjami, pragnie kontaktu i wymiany. Na słowa nie ma copyrightu, używamy tych samych słów co wszyscy.
V Ogłaszamy śmierć kartki papieru, ale nie boimy się grzebać w trupach.
Wybieramy ekran, na którym słowa pojawiają się i gasną jakby ich nigdy nie było.
VI Nic nie zostało powiedziane raz na zawsze.
VII Inni piszą inaczej. My piszemy tak. Każdy po swojemu.
VIII Osobność nie boli, osobowość niszczy.
IX Wyprodukowaliśmy sobie taki świat, na jaki nas nie stać.
Jesteśmy przerażeni i zachwyceni. Wrzeszczymy dopóki wrzemy.
X Istnieje tylko jeden gatunek literacki: twórczość słowna.
Wiersze służą do niszczenia poezji.
XI Chcemy obnażać język. Zostawić w krótkich majteczkach.
XII Nie będziemy ruszać z posad bryły świata. Wolimy ją posunąć.

MANIFEST
NEO-
LINGWI-
STYCZNY
V. 1.1,
którym upajam się od początku do końca, od tyłu do przodu, wyrywam wyrażenia z kontekstu, przekształcam je, ubogacam, spłycam, pozbawiam sensu.

Gdybym coś potrafiła, byłabym kimś.
Gdybym była kimś, byłabym poetką.
Gdybym była poetką, byłabym antykonformistyczną neolingwistką.
Bawiłabym się słowem najbardziej jak tylko się nie da.
Szukałabym niemożliwie wymyślnych sformułowań.
Byłabym sobą w najbardziej skomplikowany sposób.

2012/10/16

a pure drop in an ocean of noise


Chociaż egzystuję niczym futrzana kulka z kubkiem gorącego kakao, to są takie dni, kiedy motywuje mnie nawet senny deszcz. Jednostajny szmer dochodzący zza czekoladowych rolet tak przyjemnie uspokaja, ułatwia niepoprawnej, pracoholicznej pedantce zamknięcie oczu i beztroski relaks pomimo wielu niedokończonych spraw. 
Choć żałuję, że nie chronię się teraz przed porywistym wiatrem w przytulnym górskim schronisku, to z mojej twarzy nie schodzi uśmiech. Czuję, że odzyskałam władzę nad słowami opierającą się na szacunku, nie tyranii. Mam wrażenie, że litery same układają się w mojej głowie w odpowiedni sposób. Jestem im za to niezmiernie wdzięczna. To taka miła odmiana, przecież jeszcze niedawno czułam, że nie zostałam stworzona do bycia stworzoną. 
Codziennie dowiaduję się wielu dziwnych rzeczy na swój temat. Trochę mnie to śmieszy, nikt przecież nie wie najważniejszego, nie ma pojęcia, że portfel nie jest miejscem na dokumenty i pieniądze. Nikt nie zrozumie, że największą wartość mają kolorowe karteczki ze strzałką, godziną i datą, oznajmujące, że Wrocław jest miastem spotkań. 
Stworzone dokładnie po to, aby podnosić mnie na duchu, jedne z niewielu rzeczy, która pomagają mi nie zwariować, nie zapomnieć o tym, że już niedługo się stąd wyrwę. Z każdym dniem coraz ciężej jest myśleć mi o tak przyziemnych sprawach jak nauka, szkoła, obowiązki przeciętnej (?) licealistki. Jestem zmuszona kurczowo trzymać się czegoś, co nie daje mi szczęścia, zabiera czas uniemożliwiając duchowy rozwój. Być może to tylko przerost ambicji, chwilowe przejęcie kontroli nad moim umysłem przez piękne marzenia o wyidealizowanej przyszłości. Mam przecież świadomość, że będzie cholernie ciężko, że tylko nielicznym uda się coś osiągnąć w wybranej przeze mnie drodze. No i co z tego? To jedynie dodatkowa, mocniejsza motywacja, by konsekwentnie dążyć do postawionego sobie celu. 
Nic nie powstrzyma mnie przed tęsknotą za Mysłowicami, Indiami, Chinami i Japonią, za Kubą, Irlandią i Tyulenovo. Chciałabym urodzić się wcześniej, poznać Jeffa Buckleya i Layne'a Staleya, stać w tłumie ludzi pod sceną na Pinkpop '92. Pragnę w tylu miejscach pozostawić swoją cząstkę, nieustannie poszerzać swe horyzonty, przekazywać innym za pomocą prozy to, co wynoszę z niekończącej się podróży mojego życia. 
Poszukiwać, patrzeć, odczuwać, i pisać, doświadczać, zamykać oczy i słuchać
- tylko tyle potrzeba mi do szczęścia.


stars are falling for us


2012/10/13

zemsta zuzytych metafor


Choroba

nie wychylać się
dosłownie
nie rozruszać
dosłownie

mszczą się zużyte metafory

a dosłowności biologiczne
to potwory

ja - ich skrzyżowanie
pokrzyżowanie siebie sobie

czego się wypieram?
możliwości?
które się czaiły
jeszcze coś z czegoś wybieram
jeszcze się czają niemożliwości
(ostatni wiersz Mirona Białoszewskiego)



Dziś oprócz zdjęcia nie będzie nic mojego, bo nie umiem niczego ubrać w słowa.
Nie jest mi z tego powodu przykro, po prostu czasem tak jest, że czyjaś nieśmiertelna poezja to wszystko.

2012/10/09

nie-tak


Chodzi o to, że nie wiadomo, o co chodzi.
Zachłystuję się absurdem, tym, czego nie ogarniam rozumem. 
Jesteś dziwny. Jesteś niewiadomą. Jesteś niedoceniany. Jak dobrze Cię widzieć!
Jesteś szokujący. Jesteś kontrowersyjny. Jesteś inny. Witam Cię!
Jesteś zły. Jesteś chamski. Jesteś ignorantem. Nie odchodź,
nie zamykaj dobrem wytrzeszczonych oczu!
Jesteś buntownikiem. Jesteś wiecznie niezadowolony. Jesteś ironiczny. Nie odwracaj się,
nie zamykaj szacunkiem rozdziawionych ust!
Jesteś obdarzony zaufaniem. Jesteś kochany. Jesteś wielbiony. Zostań,
nie zamykaj człowieczeństwem uszu żądnych bezduszności! 
Nie patrz. Nie odczuwaj. Nie zastanawiaj się.
Nie zamieniaj uczuciem wykrzyknika w pytajnik.
Nielegalne, nieetyczne, niezdrowe są drzwi zapamiętania.
Nie-takt,
nie-fart,
nie-pamięć.

2012/10/06

Ania Dabrowska bawi sie swietnie



Studiowała psychologię na warszawskim SWPS, a jej partnerem życiowym jest Paweł Jóźwicki. Obecnie jest w trzecim miesiącu ciąży, ma także dwuletniego synka Stanisława. Tworzy przepełnioną czarem retro muzykę z pogranicza popu i soulu. 
Jest jedną z najpopularniejszych polskich wokalistek, a także jedną z najczęściej nominowanych artystek do Nagrody Muzycznej Fryderyk. Kilka Fryderyków zdobyła już w 2004 roku (Album Roku Pop, Wokalistka Roku, Nowa Twarz Fonografii). W 2005 otrzymała nagrodę As Empiku za Wydarzenie Roku oraz Byka Sukcesu za Debiut Roku. 
W 2006 w jej ręce trafiły kolejne Fryderyki - tym razem za Wideoklip i Piosenkę Roku (Trudno mi się przyznać) oraz ponownie nagrody Album Roku Pop i Wokalistka Roku. Ponadto jej debiutancką płytę Radio Eska (Eska Music Awards) mianowało Płytą Roku, a rok później jej drugą płytę Albumem Roku - Polska. Między innymi w 2011 roku Fryderyka otrzymał czarno-biały, klasyczny clip Ani do coveru Bang Bang (Teledysk Roku). 
A przede wszystkim Dąbrowska została wyróżniona najbardziej prestiżową nagrodą w branży muzycznej - tytułem mojej ulubionej polskiej wokalistki. 

Przebieg muzycznej kariery (od Idola do współpracy z Leszkiem Możdżerem) 

Dziesięć lat temu w Idolu zaśpiewała utwór Can't Run Away z repertuaru Kelly Price i największy przebój The Village People Y.M.C.A. W programie zajęła 8. miejsce. Rok później, jesienią wydała swój pierwszy singiel I See, który nie odniósł większego sukcesu; znalazł się jedynie na reedycji pierwszej płyty. 
Artystka zadebiutowała w 2004 roku krążkiem Samotność po zmierzchu (mój ulubiony album). Przedpremierowy singiel Tego chciałam odniósł spory sukces, płyta zawiera też piosenkę pt. Inna (jej fragment "wśród tylu innych jest inna też..." został chyba stworzony z myślą o mnie). Na potrzeby wersji Ani powstał nowy, polski tekst utworu Charlie, Charlie będącego coverem zespołu A Camp.

Ponad dwa lata po debiucie ukazał się drugi album Ani zatytułowany Kilka historii na ten sam temat. Nawiązywał do polskiej muzyki popularnej przełomu lat 60. i 70. XX wieku. Promował go jeden z największych przebojów wokalistki Trudno mi się przyznać, drugi singiel (Czekam) także zyskał sporą popularność. Ja natomiast największym sentymentem darzę utwór pt. Czego ona chce? opowiadający o młodej, niezdecydowanej kobiecie, jaką niewątpliwie była Ania.
Nad trzecią płytą artystki (W spodniach czy w sukience?) wydaną w 2008 roku pracował mój muzyczny mistrz, Leszek Możdżer, a także Bogdan Kondracki i Daniel Bloom. Krążek jest bardziej zróżnicowany stylistycznie od poprzedniego, choć także nawiązuje do tematyki retro i lat 60. Nigdy więcej nie tańcz ze mną był pierwszym utworem promujący album, a jednocześnie jednym z największych przebojów w repertuarze polskiej wokalistki. Sukcesem cieszyły się także kolejne single - piosenka tytułowa oraz utwór Smutek mam we krwi. Moimi ulubionymi kompozycjami z tego albumu są: Ciągle mylę cię z nim i Jesteś jak sen o spadaniu.
W 2009 roku Ania nagrała piosenkę do polskiej komedii w reżyserii Wojciecha Pacyny zatytułowanej "Nigdy nie mów nigdy" (w teledysku ma na sobie szaro-czarny kapelusz panama, mam identyczny!). 
Kolejny rok przyniósł wydanie według zapowiedzi ostatniej płyty Dąbrowskiej utrzymanej w stylu retro. Znalazły się się na niej covery ulubionych piosenek Ani z klasycznych filmów i seriali. Suicide Is Painless o oryginalnym tytule Theme from M*A*S*H był pierwszym singlem zapowiadającym krążek Ania Movie. Across 110th Street (tak początkowo dzięki tej piosence miał się nazywać mój blog) jest doskonale zaaranżowanym coverem utworu Bobbiego Womacka z gangsterskiego kryminału z lat 70. Natomiast Bang Bang (My Baby Shot Me Down) to wersja Ani sigla Cher z 1966 roku, napisanego przez Sonny'ego Bono. Na albumie znalazła się też interpretacja jednej z najbardziej znanych piosenek Beatlesów pt. Strawberry Fields Forever oraz Silent Sigh - utwór pochodzący z filmu "Był sobie chłopiec" (2002) z Hugh Grantem i Toni Collette w rolach głównych.
19 października bieżącego roku, czyli za niecałe 2 tygodnie, odbędzie się premiera piątego albumu Ani - Bawię się świetnie. W przedsprzedaży w Empiku dostępna jest już dwupłytowa edycja limitowana. Pierwszy singiel, zatytułowany tak samo jak płyta, ukazał się 13 września.
Pierwsze CD zawierać będzie 10 kompozycji w języku polskim. Na drugim artystka zaśpiewa między innymi z łódzką grupą L. Stadt, Anią Rusowicz, Piotrkiem Niesłuchowskim i Samborem Czarnotą. Na limitowanej płycie znajdą się także dwa covery i alternatywna wersja utworu Bawię się świetnie. Zgodnie z zapowiedzią wokalistka odchodzi od charakterystycznego stylu retro na rzecz współczesnego brzmienia. Jeszcze przed oficjalną premierą album zbiera świetne recenzje: 
„Bawię Się Świetnie” jest bezsprzecznie najlepszą z dotychczasowych płyt Ani. Największym jej atutem są teksty i  rasowe kompozycje. Jak sama powiedziała: „…w końcu poczułam wewnętrzną potrzebę żeby się otworzyć. Wcześniej unikałam opisywania własnych problemów…” 
Produkcję muzyczną Ania oddała w ręce Aleksandra Świerkota i Jakuba Galińskiego. Przyznaje, że nie żałuje tej decyzji ("dzięki chłodnemu, gitarowemu brzmieniu osiągnęliśmy lepszy efekt"), a powstała muzyka wzmacnia teksty. Artystka przekroczyła trzydziestkę, co wiązało się ze sporymi zmianami w jej życiu. Pożegnała wielką romantyczkę z poprzednich płyt, patrząc na świat z perspektywy osoby będącej w dziesięcioletnim związku. Wokalistka zapowiada, że nowe utwory będą dojrzalsze; zmierzy się w nich z prawdą pisząc o sobie, własnych dylematach i intymnych sprawach.
Anna zrezygnowała z pokazywania swojego wizerunku na okładce, ponieważ pomimo tego, że są to jej historie, wydaje jej się, że wiele kobiet w podobnym wieku będzie się z nimi utożsamiało. 
Dlaczego piszę o tym już teraz, zanim nastąpi oficjalna premiera krążka i będę mogła wypowiedzieć się na jego temat z własnego punktu widzenia? Odpowiedź jest prosta - nie mogę się już go doczekać :)

2012/10/04

world wide suicide


Dobrowolnie zamknęłam się w więzieniu, na uwięzi trzymają mnie nieudolnie kreślone słowa wypływające spod mego pióra, dla którego atramentem są uczucia i tęsknota za przytulaniem się tak długo, jak mam ochotę, jak nie wypada. 
Nieistniejące biuro niematerialnych rzeczy znalezionych cierpi z powodu nadmiaru radości, która trafiła tam razem ze wszystkimi zaginionymi niegdyś najlepiej piszącymi długopisami, ulubionymi gumkami do włosów i czarnymi samotnymi skarpetkami. 
Bóg jest zajęty. Świat przypomina mleczną zupę. Osnuty senną mgłą opanowuje całe ciało, od ośrodków nerwowych po mięśnie, stopniowo przytępia zmysły, masowo zabija szare komórki, spowalnia myślenie. Poły prochowców trzepoczą na zdradziecko zimnym wietrze, psy otrząsają się wynurzając z kałuż. Resztki energii wsiąkają w chodnik, ulicami płynie rzeka zrezygnowania i krwi czarnego kota brutalnie rozjeżdżana przez opony wehikułów czasu. 
Słońce dnia jest dwulicowe, ufam jedynie słońcu nocy.


the whole world...world over. it's a worldwide suicide




2012/10/02

magia jagodowych nocy


Cześć, to ja. Witam Cię na moim nowym okienku na świat. Tak naprawdę nie wiem, czy go potrzebuję, z pamiętnika wyrosłam przecież kilka lat temu. Nie mam pojęcia, co będę tutaj opisywała i jak często będę dodawała posty. Nie liczę na jak największą liczbę wyświetleń, zależy mi na prywatności. 
Ostrzegam - nie jestem nikim wyjątkowym, żeby zakładać bloga. Nie zamierzam odkryć innej galaktyki, wynaleźć leku ratującego życie milionów istot czy w sposób kontrowersyjny poruszać tematy tabu. Widzę jedynie mgliste widmo wszelkiego rodzaju inspiracji. 
Mogłabym obiecać, że nie będę się uzewnętrzniać, że pozostanę anonimowa, bo tak jest bezpiecznie. Cóż, nieładnie wyglądałoby kłamstwo już na samym wstępie... Ale nawet jeśli cokolwiek wywnioskujesz z moich przemyśleń, nie łudź się, że mnie znasz. Muszę sprowadzić Cię na ziemię - tak właściwie to nawet ja sama siebie nie znam. 
Magia jagodowych nocy dotyka mnie niczym bohatera romantycznego po każdym zachodzie słońca. Wdziera się do umysłu, nie pozwala skupić się, myśleć o czymś innym. Najprawdopodobniej więc właśnie o tej porze będę naiwnie i mimowolnie kierowała do Ciebie słowa, które wypływają z samego środka i nie sposób ich zatamować...